fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Hołownia z efektem kuli śnieżnej czy jako topniejący bałwan?

kadr z wystąpienia Szymona Hołowni
Wybory prezydenckie będą potyczką kandydatów PiS i PO, ale nie wszystko zależy od ich wyborców.

Po nominacji partii lewicowych dla Roberta Biedronia jako ich kandydata na prezydenta znamy już właściwie skład wszystkich najważniejszych osób ubiegających się o ten zaszczytny urząd (poza reprezentantem Konfederacji). Czas zatem na ocenę ich szans.

Zdecydowanym faworytem jest Andrzej Duda. Prowadzi we wszystkich rankingach i to ze sporą przewagą nad drugą w wyścigu, Małgorzatą Kidawą-Błońską. To oni stanowią czoło peletonu, a pozostali zawodnicy będą tylko tłem dla ich pojedynku. Choć tłem ważnym i, być może, rozstrzygającym w drugiej turze.

Rachunki kandydatów

Notowania obecnego prezydenta są składową dwóch czynników – jego osobistej popularności oraz popularności jego macierzystej partii. To drugie odróżnia go od Bronisława Komorowskiego, który choć sam był lubiany przez Polaków, to w 2015 roku reprezentował formację oddającą władzę. W przypadku Dudy sprawa ma się zupełnie inaczej, bo PiS nadal dominuje, i to znacząco, pośród polskich partii politycznych. Dlatego pocieszanie się przez opozycję, że „przecież Bronek też był lubiany przez 70 proc. Polaków” ma znaczenie raczej terapeutyczne, a nie polityczne. Wprowadzają tak twierdzących w błąd.

Obecny prezydent wygra zatem zdecydowanie pierwszą turę – gwarantuje mu to zarówno jego osobisty urok, działający na dużą część wyborców, jak i popularność PiS, którego był i będzie oficjalnym kandydatem. Ale to, co stanowi o jego sile w pierwszej turze, będzie jego przekleństwem w drugiej. Duda tak się mocno przyspawał do partii Jarosława Kaczyńskiego, że ciężko będzie mu przed drugą turą przekonać znaczące odłamy elektoratu, że tak naprawdę to nie ma afiliacji partyjnej.

Przeczytaj także: Sondaż: 44 proc. dla Dudy, 37,3 proc. dla PiS

Na jego szczęście dokładnie to samo może spotkać jego główną konkurentkę – bo naprawdę niełatwo będzie prosić o głosy wyborców Biedronia, Kosiniaka-Kamysza czy kogoś z Konfederacji, jeśli będą one musiały być przekazane wprost w ręce wieloletniej działaczki PO i wicemarszałkini z ramienia tej partii. Apele do Platformy ze strony niektórych doradców, by na swego kandydata wybrała kogoś spoza aparatu partyjnego, pozostały niewysłuchane. Teraz trzeba będzie za to zapłacić.

Kuszenie elektoratu

Pomiędzy pierwszą a drugą turą największy przypływ głosów zanotuje Kidawa-Błońska, a nie Duda. Dlaczego? Zdecydowana większość tych, którzy nie znajdą swego reprezentanta w drugiej turze, jest raczej nastawiona antypisowsko, a nie propisowsko. Dlatego ci wyborcy będą woleli zagłosować na kogoś z „anty-PiS-u”, niż na kogoś wprost reprezentującego obecny obóz władzy.

Ale nie wszyscy głosujący w pierwszej turze na reprezentantów lewicy i PSL poprą kandydatkę PO. Na pewno będzie to największy odsetek z nich, ale część pozostanie w domu, a iluś z nich odda głos na Dudę (zwłaszcza w przypadku ludowców nie wydaje się to dziwne). Więc choć rozkład głosów będzie korzystny dla Kidawy-Błońskiej, to jednak nie będzie ona jedynym beneficjentem kampanii przed drugą turą.

Odwrotnie rzecz ma się w przypadku elektoratu kandydata Konfederacji. Tu raczej więcej dostanie obecny prezydent, ale może być też tak, że większość inkryminowanych wyborców zostanie w domach, bowiem oni nie lubią PiS w podobny stopniu, jak wyborcy PO czy SLD, choć z diametralnie odmiennych powodów. Dla nich Duda jest miękkim reprezentantem mainstreamu, wkładającym na głowę jarmułkę z okazji Chanuki i zdrajcą, który więzi nas w strasznej UE. Nie mają zatem zbyt wiele powodów, by go wspierać. Co więcej, jego przegrana, a w konsekwencji dezintegracja obozu PiS, byłaby w ich interesie.

Zamrożony Hołownia

Wreszcie największa niewiadoma – Szymon Hołownia. Po średnim starcie nastąpiło zamrożenie tej kampanii. Odnosi się wrażenie, jakby jej nie było. Do wyborów zostało 16 tygodni, a kandydat obywatelski jest nieobecny w przestrzeni publicznej, jego notowania zaś raczej słabną, niż wzrastają. Czyżbyśmy zamiast efektu śnieżnej kuli, mieli zobaczyć zjawisko topniejącego bałwana (przy całym szacunku dla kandydata)? Ponadto potencjalni wyborcy Hołowni to przede wszystkim elektorat opozycji, ze szczególnym uwzględnieniem PO.

Jeśli notowania prowadzącego do niedawna „Mam talent” nie będą zachwycające, będzie on musiał zaostrzyć język – przede wszystkim wobec Kidawy-Błońskiej i na kontrze do niej. Bez względu na to, jaki ostatecznie osiągnie wynik, będzie mu bardzo trudno przekonać swoich wyborców w dwa dni po pierwszej turze, że ta, którą podszczypywało się przez cztery miesiące kampanii, obecnie zasługuje na zaufanie.

Zysk silniejszego

Obraz rywalizacji na połowę stycznia wygląda zatem następująco: dwojgiem graczy o realnych szansach na zwycięstwo są reprezentanci dwóch największych partii. Jeżeli nie stanie cud i Hołownia nie zawojuje serc Polaków, to w pierwszej turze poszczególni kandydaci otrzymają poparcie oscylujące wokół tego, co ich macierzyste formacje otrzymały przed trzema miesiącami w elekcji parlamentarnej. Z pewną korektą na plus na rzecz Dudy, bo ludzie lubią „nie tracić” głosów i przyłączają się chętnie do silniejszych. Korekta ta dokona się chyba kosztem Biedronia i Kosiniaka-Kamysza, którzy mogą dostać wyniki gorsze, niż 13 października SLD i PSL.

Z różnych zresztą powodów – Biedroń dlatego, że jest słabym kandydatem, który zmarnował swój potencjał z wiosny zeszłego roku i który będzie się przez całą kampanię tłumaczył z tego, dlaczego nie oddał mandatu europosła; a Kosiniak-Kamysz, bo choć jest politykiem, który zrobił ogromny postęp i jest autorem sukcesu ludowców, dlatego że po prostu wyborcy PSL nie chodzą na elekcję prezydencką, czemu dają świadectwo co pięć lat.

Tajemnica drugiej tury

Konkludując – ostateczna rozgrywka rozegra się między kandydatami PiS i PO. Jeśli różnica między nimi w pierwszej turze będzie zbliżona do 10 punktów procentowych, to szansę na prezydenturę ma Kidawa-Błońska; jeśli natomiast ta różnica będzie oscylować w granicach 20 punktów procentowych, wówczas prawie pewny swego zwycięstwa może być Duda. Dlaczego? Bo kandydatka PO będzie na pewno w drugiej turze skracać dystans, ale jej zdolności do pozyskiwania poparcia mają swoje granice i nie da się odrobić aż tak dużego dystansu. Chyba że…

Chyba że spełnione zostaną dwa warunki. Po pierwsze, że kampania Kidawy-Błońskiej będzie genialna, a Dudy fatalna. Szanse na to są małe, ale nie można tego całkowicie wykluczyć. Dochodzą do opinii publicznej informacje, że wokół kandydatki PO pojawiają się profesjonalni zawodnicy, z Igorem Ostachowiczem na czele. Natomiast działacze PiS wydają się ospali, ukontentowani pałaszowaniem państwowej spiżarni i tym właśnie zajęci. O ile sam Kaczyński świetnie rozumie wagę majowej potyczki, o tyle doły partyjne niespecjalnie widzą powody, dla których miałyby się odrywać od walki o prestiż i profity, którą właśnie teraz prowadzą z innymi działaczami PiS.

Po drugie, może się okazać, że kluczem do zwycięstwa w drugiej turze będą nie tyle elektoraty pozostałych kandydatów, co…wyborcy nieobecni w pierwszej turze. Przypomnę, że najwyższą frekwencję wyborczą, zanotowaną w III RP, mieliśmy w drugiej turze walki o prezydenturę w 1995 roku. O ile w pierwszej turze do lokali pofatygowało się 64,7 proc. Polaków, o tyle pojedynek Wałęsy z Kwaśniewskim w drugiej turze zainteresował aż 68,2 proc. Polaryzacja wygoniła z domów ponad dwie trzecie wyborców i dała zwycięstwo kandydatowi SLD. Czyż dziś nie mamy do czynienia z podobną, a może nawet większą, polaryzacją? Czy oznacza to, że będziemy mieli powtórkę z wydarzeń sprzed 25 lat? Niekoniecznie, bo historia nigdy nie powtarza się inaczej niż jako farsa. Ale nikt nie może wykluczyć, że zadziała podobny model mobilizacji głosowania „przeciw”. Nie byłby to dobry prognostyk dla Dudy. Wszak wówczas przegrał urzędujący prezydent, walczący o reelekcję.

Autor jest politologiem, profesorem Uniwersytetu Śląskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA