fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Kto ma statki, ten ma wydatki

Model statku Lwów w Muzeum Wisły - CC BY-SA 4.0
Wikimedia
Pierwsze lata niepodległości charakteryzowały się nadrabianiem zaległości we wszystkich dziedzinach życia. Bodaj największe dotyczyły sfery morskiej. Trzeba było zaczynać nawet nie od zera, ale od poziomu minusowego.

Zło zaczęło się jeszcze za Jagiellonów i Wazów. Woda interesowała wtedy polskiego szlachcica o tyle, o ile mógł nią spławiać zboże, lub w postaci rybnego stawu. Morze darzył nieskrywaną niechęcią, uważając, że czeka go na nim wszystko, co najgorsze. Wybitny znawca kultury staropolskiej, prof. Janusz Tazbir, w artykule „Ziemianin-żeglarz-podróżnik morski" („Odrodzenie i reformacja w Polsce", t. XXII, 1977), kreśli taki oto obraz: wiejskie spokojne życie na roli było darem bożym, a egzystowanie na rozkołysanym pokładzie – bożym dopustem. Polski szlachcic żywił niezachwiane przekonanie, że profesja żeglarska dobra jest dla Holendrów, Anglików, Hiszpanów, dla obcych i dla ludzi niskiego stanu, mieszczan, plebsu, ale nie dla herbowych. W pojmowaniu szlachty żeglarze nie byli godni szacunku.

Potem rozbiory – nie ma o czym mówić. No, ale było, minęło, zrządzeniem boskim, losu, wszystko jedno, Polacy przejrzeli na oczy. Już 1 października 1918 r. powstało Stowarzyszenie Pracowników na Polu Rozwoju Żeglugi „Bandera Polska", które 31 maja 1919 r. przekształciło się w Ligę Żeglugi Polskiej. Jej statutowym celem było „popieranie polskich dróg wodnych, portów i polskiej żeglugi". 1 kwietnia 1920 r. Liga liczyła już ponad 5 tys. członków, ludzie garnęli się do nowej organizacji pomimo ogólnego ówczesnego napięcia i skomplikowania spraw publicznych. Świadczyło to dobitnie o wielkim społecznym odczuciu ważkości zagadnień związanych z morzem.

Z kręgu „Bandery Polskiej", naszego rodzimego morskiego matecznika, rekrutowała się niemal cała polska nowa elita morska, wojskowa i cywilna, zawodowa i społeczna, i żeglarska. Żeby wspomnieć choćby Tadeusza Wendę – projektanta i kierownika budowy portu w Gdyni, czy Antoniego Garnuszewskiego – pierwszego dyrektora Szkoły Morskiej, z siedzibą jeszcze w Tczewie.

Właśnie w niej kształcił się Karol Olgierd Borchardt, autor słynnego tomu „Znaczy kapitan" i nie mniej znakomitej książki „Kolebka nawigatorów" opisującej życie na żaglowcu „Lwów". Był to statek wyjątkowy w dziejach polskiej historii morskiej, nowego niepodległego państwa. Zwodowany w 1869 r. w Anglii, jeden z pierwszych stalowych żaglowców, pływał do Indii i Australii. Latem 1920 r. został zakupiony za 247 tys. dol. dla nowo powstającej Szkoły Morskiej w Tczewie. Jako pierwsza jednostka pod polską banderą „Lwów" odwiedził szereg portów Bałtyku, Morza Północnego, Śródziemnego, Czarnego oraz Atlantyku, wszędzie robiąc furorę wyglądem swoim i załogi, godnie reprezentując odrodzoną Polskę, a jego załoga była w wielu portach zapraszana przez miejscowe władze na specjalnie dla niej wydawane przyjęcia. 13 sierpnia 1923 r. jako pierwszy polski statek przekroczył równik w trakcie rejsu do Brazylii. Żaglowiec pływał do 1929 r., 13 lipca 1930 r. nastąpiło przekazanie bandery na „Dar Pomorza", a „Lwów" przekazano Marynarce Wojennej – wykorzystywany był jako pływające koszary dla załóg okrętów podwodnych, potem magazyn, wreszcie krypa węglowa. Niekiedy gospodarność, chęć wykorzystania wszystkiego do ostatka, gdy wszystkiego brakuje (tak jak było w odradzającej się Polsce), prowadzi na manowce. W tym przypadku, oprócz wymiernego zysku, przyniosła niepowetowane straty. Owiany legendą statek nie został przerobiony na muzeum, lecz przekazany na złom.

Na szczęście nie powtórzyło się to już w przypadku „Daru Pomorza" ani ORP „Błyskawicy", które jako muzea cumują w Gdyni koło Skweru Kościuszki. W Gdańsku, na Motławie, przy wyspie Ołowianka, cumuje jeszcze jeden statek muzeum – „Sołdek", który z kolei odegrał ważną rolę w odradzaniu się Polski po II wojnie światowej. Dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku dr Robert Domżał na specjalnej konferencji prasowej poinformował o inauguracji projektu „Dwa statki, wspólne morze. Sołdek i Vityaz: dziedzictwo morskie Polski i Rosji", w ramach którego zostanie wykonany remont statku-muzeum „Sołdek". Statek zostanie odholowany do stoczni, gdzie wykonana zostanie wymiana fragmentów blach poszycia, konstrukcji oraz nitów. Remont obejmie także prace konserwacyjno-malarskie; wykonana będzie nowa instalacja elektryczna, zostaną też oczyszczone, zakonserwowane i pomalowane konstrukcje stalowe na pokładzie i wymieniona wykładzina. – Kto ma statki, ten ma wydatki – powiedział Jakub Adamczak, kierujący tym przedsięwzięciem. Koszt projektu to 2 067 696,76 euro. Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku otrzyma dofinansowanie w wysokości 702 534,60 euro.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA