fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Choroba z epoki żaglowców trafia do wieżowców

Domena Publiczna
W krajach cywilizowanych panuje przekonanie, że niektóre choroby zostały wyplenione raz na zawsze – dzięki badaniom naukowym. To błąd, ale niezawiniony przez naukę.

Szkorbut kojarzy się jako choroba marynarzy z epoki żaglowców lub z czasów rewolucyjnych, gdy pojawia się głód. Wywołuje go niedobór witaminy C. Starożytni żeglarze nie cierpieli na awitaminozy jakiegokolwiek typu, oni bowiem nawigowali za dnia, a co kilka dni mieli okazję zaopatrywać się w świeże owoce i mięso. Ta plaga zaczęła nękać załogi żaglowców dopiero pod koniec XV wieku, stając się straszliwym skutkiem ubocznym wielkich odkryć geograficznych. Jak to wyglądało w praktyce, pokazuje relacja naocznego świadka Antonia Pigafetty opisującego wyprawę Magellana przez Pacyfik: „Spędziliśmy następnie trzy miesiące i dwadzieścia dni, nie zaopatrując się w żywność ani inne świeże produkty. Żywiliśmy się wyłącznie starymi sucharami, wyschniętymi już na proszek, pełnymi robaków i śmierdzącymi uryną żerujących na nich szczurów. Woda, którą piliśmy, miała kolor żółty i obrzydliwie cuchnęła. Jedliśmy też wołowe skóry, owinięte na głównym maszcie (...) te skóry były bardzo twarde od słońca, deszczów i wiatru. Moczyliśmy je więc przez cztery lub pięć dni w morzu, a później przez pewien czas piekliśmy w żarze. Jedliśmy także wióry z piłowanych desek oraz szczury. Za te ostatnie trzeba było płacić pół talara od sztuki, a i to nie wystarczało. (...) Dlatego stało się mianowicie tak, że większości naszych ludzi popuchły górne i dolne dziąsła (...) rozrosły się tak bardzo, że ludzie wcale nie mogli jeść”.

Vasco da Gama podczas pionierskiego rejsu wokół Afryki do Indii relacjonował: „Ich dziąsła puchną, deformują się, ciało gnije, wydzielając przeraźliwy fetor, tak przykry i nieznośny, że powietrze wokół jest zepsute. Na początku 1498 roku wszyscy na statku stracili na wadze, są trupio bladzi, dziąsła im spuchły, są owrzodzone, czarne jak węgiel, zęby się chwieją. Na początku liczy się te, które wypadły, potem te, które pozostały”.

Choroba zabiła 1812 osób z floty liczącej początkowo 2000 marynarzy, którą w latach 1740–1744 dowodził angielski admirał George Anson. Z kolei Jean-François de Galaup, książę de La Pérouse, podczas wyprawy do Zatoki Hudsona dowodził 536 marynarzami – na szkorbut zachorowało 400 spośród nich, zmarło 70. W roku 1785 La Pérouse wyruszył na wyprawę naukową dookoła świata, w ostatnim liście do żony pisał w 1788 roku: „Gdy wrócę, weźmiesz mnie za stuletniego starca! Nie mam ani zębów, ani włosów”.

Życie bywa bardziej zaskakujące, niż to sobie wyobrażają futuryści. W lipcu 2016 roku upubliczniono przypadek walijskiego nastolatka, który zmarł w wyniku zatrzymania akcji serca, ponieważ cierpiał na anemię i awitaminozę. Jego zęby były bardzo luźno osadzone. Rodzice przyznali, że w domu nie zwracano uwagi na posiłki. Również w 2016 roku prof. Jenny Gunton ze szpitala uniwersyteckiego w Sydney zaalarmowała opinię publiczną, że zapomniana choroba powraca, a przypadek 13-latka z Walii wcale nie jest odosobniony. Szkorbut pojawił się w centrach wielkich bogatych miast, mimo że  całą dobę są w nich czynne sklepy oferujące świeże owoce i warzywa: mango, melony, brzoskwinie, cytrusy, winogrona, jabłka, gruszki, truskawki, cebulę, rzodkiewki, kalarepę, kapustę, paprykę, pomidory, pory – lista jest długa. W specjalistycznym piśmie naukowym „Diabetic Medicine” ukazał się artykuł prof. Jenny Gunton opisujący przypadki szkorbutu u cukrzyków, których dieta była zbyt uboga w świeże warzywa i owoce.

Czy to możliwe, aby plaga dziesiątkująca załogi żaglowców, 200 lat temu śmiertelna w 50–80 proc. przypadków, mogła się ponownie pojawić we współczesnym cywilizowanym świecie? „Osoby chwytające się rozmaitych diet odchudzających i innych poprawiających urodę, sylwetkę czy samopoczucie nie biorą tego pod uwagę. Takich osób, zwłaszcza w bogatych nowoczesnych miastach, jest coraz więcej. Właśnie dlatego instytuty żywienia pełne są ludzi zgłaszających się z problemami zdrowotnymi wynikającymi z monotonnej, jednostronnej diety. Wielu z nich znajduje się po prostu w początkowym stadium szkorbutu” – wyjaśnia i ostrzega prof. Jenny Gunton. Nie tylko ona. Brytyjscy lekarze alarmują, że powrót szkorbutu czy krzywicy wynika z tego, że rodzice nie dbają o właściwą dietę dzieci: zamiast przygotowywać im posiłki ze świeżych produktów, polegają na żywności przetworzonej, którą wystarczy podgrzać w mikrofalówce, lub na daniach na wynos. Sioned Quirke z British Dietetic Association, lekarka, powiedziała: – Kiedy dziesięć lat temu byłam na studiach, uczono nas, że szkorbut i krzywica to choroby przeszłości, które już nie wrócą. Wygląda na to, że była to wizja zbyt optymistyczna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA