fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rząd PiS

Mateusz Morawiecki: PiS jest partią klasy średniej

Reporter, Beata Zawrzel
Wpływy ze zniesienia 30-krotności są założone w budżecie – deklaruje premier Mateusz Morawiecki.

PiS zapowiedziało, że płaca minimalna będzie wyższa. Ludzie mniej zarabiający mogli się cieszyć, ale więcej zarabiający – nieco zaniepokoić. Koalicja Obywatelska mówi wręcz o wojnie PiS z przedsiębiorcami i lepiej zarabiającymi. Na ile to problem?

Uważam, że to niewłaściwe postawienie sprawy. Tworzymy dla przedsiębiorców najlepsze możliwe warunki do rozwoju. Zwłaszcza dla polskich przedsiębiorców. Gdybyśmy walczyli z przedsiębiorcami, to czy obniżylibyśmy CIT dla małych spółek z 19 do 9 proc. czy teraz proponowali mikrofirmom obniżkę obciążeń ZUS-owskich o blisko 500 zł miesięcznie? Narracja KO kompletnie się nie klei. Mamy w okresie rządów czterech lat PiS najwyższy przyrost średniego wynagrodzenia w porównaniu z poprzednimi kadencjami wszystkich poprzednich rządów. Nawet rząd Pawlaka, Oleksego, Cimoszewicza, czyli cztery lata, gdy wzrost PKB był nawet rzędu 7 proc., nie charakteryzował się takim wzrostem płac, również tych średnich i wyższych. Płaca minimalna, dopiero przez nas tak mocno już ruszona, skłoniła do myślenia kompleksowo o gospodarce. Generalnie całość wzrostu płac jest spójna z tempem podnoszenia płacy minimalnej.

Czyli w wizji PiS ten wzrost przeniesie się na wszystkie płace, na klasę średnią?

Jestem przekonany, że tak właśnie będzie. Że jest to pewien proces, a można nawet powiedzieć mechanizm naczyń połączonych. Wzrost płacy minimalnej skłania przedsiębiorców do lepszego usprzętowienia każdego miejsca pracy, do podnoszenia kwalifikacji pracowników, a w konsekwencji do wyższej efektywności pracy. Przecież o to nam wszystkim chodzi. Nie bez powodu najwyżej rozwinięte dziś państwa Zachodu, Szwecja, Holandia, Niemcy, Dania, mają najwyższe płace minimalne, a jednocześnie jedne z najwyższych współczynników udziału płac w gospodarce.

W pakiecie dla przedsiębiorców zapisano, że 270 tys. właścicieli firm skorzysta z ulgi przy składkach na ZUS. Czy w to się wlicza 130 tys. korzystających z małego ZUS, do którego prawo daje niski przychód?

Częściowo się wliczają. Ten drugi, większy zbiór, zawiera ten mniejszy. Łącznie będzie to około 300 tys., może nawet trochę więcej.

Kiedy skorzystają z tego i na jakich zasadach?

Chcemy, by terminy były jak najkorzystniejsze dla małych przedsiębiorców, żeby zasady obowiązywały jak najszybciej, czyli już od początku przyszłego roku. Chcemy uchwalić stosowne przepisy w październiku lub listopadzie.

Skąd ta liczba około 270 tys.?

To wypadkowa pewnego pułapu, do którego dążyliśmy, i naszych kalkulacji. Dwa podstawowe kryteria to przychód i dochód. Przychód to 10 tys. zł i wzięliśmy pod uwagę wszystkie firmy, które orientacyjnie go mają. Jednocześnie dochód to do 6 tys. miesięcznie. Postulaty małych przedsiębiorców po wdrożeniu małego ZUS dotyczyły głównie dochodu. Byli zadowoleni z kryterium przychodu, natomiast są firmy, które mają niskomarżową działalność: wysokie przychody, ale i wysokie koszty, a w efekcie niski dochód. Dotychczas musiały płacić wysoki ZUS.

Nową propozycją to właśnie zmieniamy – tworzymy jeszcze lepsze warunki dla małych firm.

Czy ten system jest elastyczny, jeśli chodzi o spowolnienie gospodarcze i możliwe pogorszenie kondycji firm?

Jak najbardziej. Dlatego jako główne kryterium przedstawiamy dochód. Tego nie życzę, ale gdy ten dochód będzie spadał, to więcej firm „załapie się" na niższy ZUS.

A zniesienie 30-krotności składek na ZUS? To już „roma locuta, causa finita"?

Zapisaliśmy to w projekcie budżetu, ale ostateczna decyzja należy do Sejmu. Chcę też podkreślić, że ewentualne wpływy ze zniesienia 30-krotności są założone w budżecie na zasadzie bardzo konserwatywnej, tzn. nie wynikają z przemnożenia liczby płacących osób w sposób automatyczny. Zdajemy sobie sprawę, że część osób może zareagować innymi formami pracy – choć bardzo byśmy tego nie chcieli.

Warto pamiętać, że zniesienie tego limitu dotyczyłoby grupy, która stanowi ułamek ogółu zatrudnionych, ok. 2,3 proc., ale nie jest tak, że nie wsłuchujemy się w sygnały, które do nas napływają. Dyskusje na ten temat cały czas się toczą.

Jednak trzeba sobie zdawać sprawę, że jest to jeden z najbardziej regresywnych mechanizmów płacenia danin Europie.

Wracając do tej klasy średniej, PiS chce jej poszerzania? W jakim stopniu i na jakich zasadach?

To jest jedno z najbardziej kluczowych pytań, które pada w kontekście wizji rozwoju gospodarczego. Wyjdźmy od pytania, jaka teraz jest ta klasa średnia, po 30 latach od 1989 r., po 25 latach neoliberalnego rozwoju? Socjologowie mówią mi, że to około 20–30 proc. Załóżmy, że to 25 proc. W społeczeństwach zachodnich, które nieco inaczej tworzyły swój dobrobyt, klasa średnia to 60–80 proc. w Skandynawii czy Niemczech. PiS jest partią klasy średniej, jest partią, która pomaga tworzyć klasę średnią w najszybszym tempie w ostatnich 30 latach. A to dlatego, że struktura socjograficzna polskiego społeczeństwa była skonstruowana na zasadzie piramidy. Było niewiele osób bardzo bogatych, bardzo duża rzesza poniżej klasy średniej. Tymczasem struktura społeczeństw Zachodu bardziej przypomina jajko. Duża część w środku, 60–70 proc., to klasa średnia. My przez naszą politykę promocji małych i średnich firm, mikrofirm, niższego ZUS, 500+ dla wszystkich rodzin tworzymy tę klasę średnią, włączając w podział owoców wzrostu coraz szersze grupy ludzi. Chcemy zapewnić im komfort życia, bezpieczeństwo zawodowe, możliwość dokształcania siebie i dzieci w stopniu nieporównywalnym do tej pory. A to są parametry socjologicznie opisywane jako atrybut klasy średniej.

Ale jeśli ta klasa średnia będzie rosła i się poszerzała, to mogą zmienić się jej preferencje polityczne.

Ale jednocześnie my się zmieniamy. Z każdym rokiem. Jesteśmy partią klasy średniej – dziś bym PiS opisał w ten sposób. Prawo i Sprawiedliwość jest partią rodzącej się szerokiej klasy średniej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA