fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Reprywatyzacja w Warszawie

Układ warszawski

Gertruda Jakubczyk-Furman, naczelnik jednego z wydziałów w Ratuszu, odmówiła zeznań przed komisją. Ukarano ją 3 tys. zł grzywny.
PAP, Leszek Szymański
Były urzędnik ujawnia patologie w stołecznym ratuszu. Zeznania to spory kłopot dla prezydent miasta.

Komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji przesłuchała pierwszego świadka – byłego urzędnika Biura Gospodarowania Nieruchomościami (BGN) w stołecznym urzędzie – i wzięła pod lupę jedną z najbardziej kontrowersyjnych decyzji reprywatyzacyjnych.

Krzysztof Śledziewski odkrył przed komisją kulisy urzędniczych działań. – Było polecenie, by wydawać 300 decyzji reprywatyzacyjnych rocznie, ratusz wolał zwracać, niż wypłacać odszkodowanie – zeznawał.

Komisja pytała m.in. o zwrot działek przy ul. Twardej 8 i 10 (dawny adres Twarda 10) w Warszawie, gdzie mieściło się jedno z najlepszych w stolicy gimnazjów – wyrzucono je, gdy w 2014 r. wydano decyzję reprywatyzacyjną korzystną dla „handlarza roszczeń" Macieja M. – Nie jest normalne, że szkoła jest przenoszona przed wydaniem decyzji reprywatyzacyjnej. Był to jedyny taki przypadek – mówił Śledziewski.

Maciej M. od maja ma prokuratorskie zarzuty w związku z tą reprywatyzacją i siedzi w areszcie. Z zeznań Śledziewskiego wynika, że był on w ratuszu częstym gościem. – Denerwował się, gdy coś szło nie po jego myśli. Gdy nie było mnie przy biurku, dzwonił do pani naczelnik. Gdy nie było jej – prosto do dyrektora. Dzwonił, nagabywał, zależało mu, żeby było szybko – zeznał Śledziewski, dodając, że „panowie M. (ojciec i syn – red.) byli bardzo skuteczni".

Przejmując grunty, w stolicy stosowano metodę „na kuratora". Tak było w sprawie działek przy Twardej – kuratorem, o którego mieli wnioskować rzekomi spadkobiercy z USA i Kanady, był w tym przypadku prawnik z Karaibów.

Były urzędnik ratusza twierdził, że działania kuratorów budziły jego wątpliwości, a temat był wielokrotnie sygnalizowany przełożonym.

– Pojawiły się oceny, że to idzie coraz dalej i wkrótce to „wszystko walnie", bo idea reprywatyzacji jest wypaczana – zeznawał Śledziewski, dodając, że do jego przełożonych i biura prawnego należały decyzje, by „powiedzieć stop" .

Z relacji świadka wynika, że władze stolicy miały świadomość, że istnieje grupa ludzi traktująca reprywatyzację „biznesowo". – O tym wiedzieli wszyscy, którzy widzieli dokumenty – mówił Śledziewski. Dodawał, że decyzje zwrotowe „zapadały na poziomie szefa Biura Gospodarki Nieruchomości (BGN) czy prezydent miasta".

Choć Hanna Gronkiewicz-Waltz nie podpisywała osobiście decyzji reprywatyzacyjnych, to – według Śledziewskiego – w co najmniej jedno postępowanie ingerowała, ,„życząc" sobie zmiany decyzji BGN. Chodziło – jak mówił świadek – o nieruchomość u zbiegu al. Solidarności i Towarowej w Warszawie, gdzie prezydent miała wyrazić niezadowolenie, że Biuro wydało decyzję odmowną. Z tego powodu dyrektor BGN miał nawet usłyszeć od prezydent: „zawiodłam się na panu".

Były urzędnik zeznał także, że prezydent zażyczyła sobie, by skserować jej akta dotyczące kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 (jej część odziedziczył mąż Gronkiewicz-Waltz).

– To nieprawda, że kiedykolwiek ingerowałam w postępowania reprywatyzacyjne – Hanna Gronkiewicz-Waltz odpierała zarzuty na Twitterze i powtórzyła, że nie stawi się przed komisją, ponieważ ta „jest niekonstytucyjna".

– Na Twitterze jest łatwiej niż odpowiedzieć na pytania – komentował przewodniczący komisji, wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, dodając, że już zeznania pierwszego świadka pokazują, dlaczego prezydent „tak bardzo boi się stawić przed komisją".

W poniedziałek zeznań przed komisją odmówiła Gertruda Jakubczyk-Furman, naczelnik jednego z wydziałów w ratuszu. Ukarano ją grzywną w wysokości 3 tys. zł.

– Komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji to „sąd ludowy", działa po to, żeby bić pianę polityczną – komentował pierwszy dzień przesłuchań poseł Marcin Kierwiński z PO.

Jan Śpiewak, warszawski radny, który ujawnia patologie reprywatyzacji, jest pod wrażeniem zeznań świadka Krzysztofa Śledziewskiego. – Jeśli te informacje są prawdziwe, to mamy dowody na działanie na szkodę samorządu i Skarbu Państwa w sprawach prywatyzacyjnych w Warszawie. Nie na brak nadzoru, jak sądziliśmy, ale na celowe działanie – ocenia Śpiewak.

Jego zdaniem zeznania byłego urzędnika wprost obciążają Hannę Gronkiewicz-Waltz.

– Pani prezydent zażyczyła sobie, żeby skserować jej akta Noakowskiego 16. To znaczy, że była sędzią we własnej sprawie i mijała się z prawdą, zapewniając, że na temat nieruchomości rodziny męża nie miała wiedzy, bo się nie interesowała – wskazuje Śpiewak.

– Obraz reprywatyzacyjnych patologii jest jeszcze smutniejszy, niż się wydawało. Przez nadużycia cierpieli ludzie, a władze nic z tym nie robiły – mówi Karol Perkowski ze stowarzyszenia Wolne Miasto Warszawa.

O skali nadużyć reprywatyzacyjnych w stolicy świadczą także toczące się w prokuraturach śledztwa – jest ich blisko sto.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA