fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Aleksander Hall: PiS, czyli awanturniczy populizm

Pozycja Jarosława Kaczyńskiego (na zdjęciu z premier Beatą Szydło) wynika z władzy i autorytetu.
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Wysoce prawdopodobne jest, że celem Jarosława Kaczyńskiego jest wprowadzenie rządów autorytarnych przy zachowaniu demokratycznej fasady – pisze publicysta.

W pierwszych miesiącach rządów Prawa i Sprawiedliwości napisałem tekst „Zła zmiana", w którym przedstawiłem diagnozę sytuacji Polski pod tymi rządami i zarysowujące się zagrożenia dla naszego kraju. Moim zdaniem tezy te zachowują aktualność i nie będę ich teraz powtarzał. Skupię się tylko na jednym, ale za to bardzo ważnym aspekcie rządów partii Jarosława Kaczyńskiego: dokonującej się zmianie systemu politycznego w Polsce. Spróbuję także odpowiedzieć na pytanie, jaki ma być finał tego procesu.

PiS jest partią wodzowską. W partii takiego typu szeregowi posłowie, a nawet osoby stojące wysoko w hierarchii partyjnej i państwowej, nie muszą być wprowadzone w plany przywódcy. To on jednoosobowo decyduje o strategii i taktyce ugrupowania.

Centralna władza ponad wszystko

Co przede wszystkim zmieniło się w polskim systemie politycznym w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy?

Po pierwsze, konstytucja bywa bezceremonialnie łamana przez rządzących. Dzieje się to po raz pierwszy od wejścia w życie konstytucji z 1997 roku. Łamanie ustawy zasadniczej i jej „obchodzenie" miało miejsce wielokrotnie w trakcie długotrwałej rozgrywki obecnego obozu rządzącego z Trybunałem Konstytucyjnym. Jest też wysoce prawdopodobne, że doszło do złamania konstytucji przy uchwalaniu budżetu państwa przez posłów zgromadzonych w Sali Kolumnowej Sejmu na ostatnim grudniowym posiedzeniu Izby.

Po drugie, centralny ośrodek władzy politycznej dominuje nad państwem. Likwidacja służby cywilnej, wyposażenie prokuratora generalnego, będącego zarazem ministrem sprawiedliwości i ważnym politykiem obozu rządzącego w olbrzymią władzę nad prokuratorami, pozwalającą mu na ręczne sterowanie śledztwami i działaniami prokuratorów, przekształcenie mediów publicznych w tubę propagandową władzy politycznej, a przede wszystkim złamanie niezależności Trybunału Konstytucyjnego, dały olbrzymią władzę centralnemu ośrodkowi władzy politycznej. W istocie stanowi go jeden człowiek: Jarosław Kaczyński. Jego pozycja nie ma umocowania w konstytucji. Wynika z władzy i autorytetu, jakie ma w swojej partii oraz z umieszczenia na najważniejszych stanowiskach państwowych osób – wyposażonych w konstytucyjne kompetencje – akceptujących jego nadrzędną pozycję w państwie i po prostu mu posłusznych.

Po trzecie, ograniczenie wolności obywatelskich. Wyposażenie służb specjalnych w uprawnienia, jakich nigdy nie miały w demokratycznej Polsce, zmiana ustawy o zgromadzeniach, próba ograniczenia dostępu dziennikarzy do parlamentu, kierunek zmian w edukacji, zapowiedzi „uporządkowania" finansowania organizacji pozarządowych, to tylko niektóre przykłady działań obozu władzy, zmierzających do ograniczenia zakresu wolności obywatelskich w Polsce. Z niektórych swych planów PiS częściowo wycofuje się na skutek społecznego oporu.

Z całą pewnością można postawić tezę: od listopada 2015 roku trwa proces zmieniania systemu politycznego i ustroju Polski na model, w którym centralna władza polityczna dominuje nad innymi władzami i społeczeństwem obywatelskim i ograniczone są prawa obywatelskie. Wysoce prawdopodobne jest, że celem Jarosława Kaczyńskiego jest wprowadzenie rządów w istocie autorytarnych przy zachowaniu demokratycznej fasady.

Przeciwnicy tej tezy odpowiedzą: PiS uzyskał władzę w wyniku demokratycznych wyborów i będzie podlegał demokratycznej weryfikacji w kolejnych wyborach. Odpowiadam: demokratyczne źródło obecnej władzy nie musi oznaczać, że jest ona skłonna bezwarunkowo poddać się werdyktom wyborców w przyszłości. Zwłaszcza że w wypadku przegranej PiS i oddaniu przez PiS władzy, formalnie najwyżsi przedstawiciele tego ugrupowania w hierarchii państwowej, ponieśliby odpowiedzialność konstytucyjną. Gdy przekroczy się Rubikon, trudno się cofnąć...

Poszukiwanie analogii historycznych jest zwodnicze, ale w tym wypadku trudno nie dostrzec podobieństw pomiędzy polityką PiS a działaniami obozu sanacyjnego po zamachu majowym, zmierzającymi do zmiany sytemu politycznego i ustroju Polski. Nie jest przypadkiem, że Jarosław Kaczyński bywa nazywany przez polityków PiS „naczelnikiem". Poseł Stanisław Piotrowicz zasłużony w „przywracaniu ładu konstytucyjnego" bez wątpienia jest gotów do odegrania roli, jaką Stanisław Car odegrał w uchwaleniu „dowcipem i trikiem" (określenie Józefa Piłsudskiego) konstytucji, która przeszła do historii jako konstytucja kwietniowa.

Całkowicie zgadzam się ze znanym historykiem Antonim Dudkiem, że celem Jarosława Kaczyńskiego jest nadanie Polsce nowej konstytucji. Uważam, że wolałby on, aby stało się to lege artis, dzięki uzyskaniu większości konstytucyjnej, ale – gdyby okazało się to niemożliwe – trzeba się liczyć z przeforsowaniem jej „dowcipem i trikiem".

Wprowadzenie nowej konstytucji dawałoby Jarosławowi Kaczyńskiemu ważne miejsce w historii Polski, utrwalałoby dominację władzy politycznej nad pozostałymi władzami i społeczeństwem obywatelskim oraz składałoby do grobu III Rzeczpospolitą, której prezes PiS nie znosi i nie poczuwa się wobec niej do lojalności.

Trzeba brać pod uwagę, że zanim nastąpi próba zrealizowania głównego celu strategicznego Jarosława Kaczyńskiego, będzie kontynuowany atak na niezależność władzy sądowniczej. Z atakiem na swą pozycję ustrojową musi się także liczyć samorząd terytorialny.

Twardzi i stanowczy

Opozycja znajduje się w niełatwej sytuacji przede wszystkim z dwóch powodów: PiS wciąż cieszy się znacznym poparciem społecznym, a do tego występuje zjawisko, z którym mamy do czynienia od początków wolnej Polski: obojętności znacznej części społeczeństwa wobec życia publicznego, o czym świadczy niska frekwencja wyborcza.

Socjalna polityka PiS satysfakcjonuje wielu Polaków, a jej długofalowe negatywne konsekwencje nie są jeszcze widoczne, podobnie zresztą jak bardzo już zaawansowane pogorszenie międzynarodowego położenia naszego kraju. Dokonujące się zmiany ustroju państwa są czytelne tylko dla tych, którzy zadadzą sobie trud ich uważnego analizowania.

Zmiany ograniczające wolności obywatelskie i zagrażające demokracji nie uderzają – na razie – w biernego i politycznie niezaangażowanego obywatela. Oczywiście w radykalnie innej sytuacji znajdują się już prokuratorzy, wojskowi, działacze samorządowi, zwłaszcza będący w konflikcie z PiS, pracownicy instytucji państwowych czy dziennikarze mediów publicznych, nieokazujący entuzjazmu dla „dobrej zmiany". Większość tej ostatniej grupy straciła już pracę.

Jeśli prawdziwa jest teza, że demokracja w Polsce jest zagrożona, nasze wolności ograniczane, a w przyszłości możliwy autorytarny system rządów w Polsce, chociaż realizowany przy zachowaniu demokratycznej fasady, opozycja nie ma wyboru. Musi być twarda, stanowcza i uznać za wspólny i najważniejszy cel obronę naszej demokracji i swobód obywatelskich. Najgorsze, co mogłoby się jej przydarzyć, to pomaganie władzy w zachowywaniu pozorów, że sytuacja w naszym kraju jest normalna i mamy w nim do czynienia ze zwyczajnym politycznym sporem, jakich nie brakuje przecież w demokratycznych państwach.

Innym błędem byłaby naiwna wiara w to, że prezydent może odegrać rolę arbitra, czy w to, że prezes PiS skłonny jest uznać opozycję za partnera. Trzeba bić na alarm, póki nie jest za późno, i mobilizować Polaków do zajmowania obywatelskich i nonkonformistycznych postaw.

Wspólny cel opozycji

Opozycja wobec rządów PiS jest ideowo zróżnicowana. Obecnie najbardziej widoczne są w niej środowiska liberalne i liberalno-lewicowe. Mają one oczywiście prawo do formułowania swych programów i zabiegania o pozyskiwanie zwolenników dla ich realizacji. Powinny jednak wystrzegać się pokusy, aby ważne dla siebie postulaty, na przykład takie, jak liberalizacja obowiązującej ustawy o ochronie życia czy prawne usankcjonowanie związków osób tej samej płci, forsować jako wspólny program opozycji. Dzieliłyby opozycję i odstręczały od niej ludzi o konserwatywnych i umiarkowanych poglądach obyczajowych. Wspólnym programem opozycji musi być obrona demokracji i swobód obywatelskich.

Nikt jednak nie zastąpi obecności samych konserwatystów w opozycji wobec obecnych rządów i nic też nie zwolni ich z moralnego obowiązku sprzeciwu wobec polityki, która zagraża żywotnym interesom Polski. PiS często jest przedstawiany jako ugrupowanie konserwatywne. Są także dość liczni konserwatyści, którzy dali się zwieść deklaracjom polityków tego ugrupowania o szacunku dla religii i tradycji. W rzeczywistości PiS reprezentuje awanturniczy prawicowy populizm i nie ma nic wspólnego z tradycją konserwatywną wywodzoną od Edmunda Burke'a, ceniącą realizm, odrzucającą rewolucję, jako metodę zmieniania państwa i społeczeństwa, uznającą znaczenie więzi społecznych i elit, szanującą rządy prawa, nieufną wobec nieograniczonej władzy politycznej, gdyż prowadzi ona do tyranii.

Dojrzały polski konserwatyzm potrafił dokonywać krytycznych rozrachunków z wadami I Rzeczypospolitej, a Józef Szujski, wielki konserwatywny historyk, przestrzegał w XIX wieku przed fałszywą historią – jako mistrzynią fałszywej polityki. Narodowa mitologia PiS, w której centrum znajduje się legenda o zbrodni smoleńskiej, stanowi antytezę poglądów Szujskiego i krakowskiej szkoły historycznej i obraża zdrowy rozsądek.

Obowiązkiem wobec Polski jest przede wszystkim samodzielne myślenie i przyjęcie aktywnej, obywatelskiej postawy. Jest to czas na aktywność.

Autor jest historykiem i politykiem. W czasach PRL lider opozycyjnego konserwatywnego Ruchu Młodej Polski, w III RP m.in. Unii Demokratycznej, Partii Konserwatywnej i Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA