fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Jak przestać się truć

Stock Adobe
Nie obronimy się przed zanieczyszczonym powietrzem, instalując oczyszczacze lub używając masek. Trzeba zmienić myślenie – przekonuje publicysta.

Zanieczyszczenie powietrza to współczesna „żelazna kurtyna": coraz mniej osób kwestionuje sam fakt, ale już odpowiedź na pytanie, jak sobie z nim poradzić, jest miernikiem naszego światopoglądu. Są jeszcze naukowi negacjoniści, zazwyczaj tożsami z wyznawcami ideologii wolnego rynku, jak obecni prezydenci USA i Brazylii, tłumiący czasem swoje sumienia cynizmem i prezentujący pogląd, że „samo się naprawi". W szerszej skali mają rację – Ziemia przetrwa, ale bez człowieka, jak przetrwała bez dinozaurów. Większość ludzi jednak rozumie problem i szuka rozwiązań. Często jednak są oszukiwani mitami, które nie stanowią rozwiązania i tylko pogłębiają informacyjny szum.

Wygrać ze smogiem możemy wyłącznie wspólnie. Dość już sztucznie tworzonych frontów kolejnych walk, tylko po to by odnieść sukces w wyborach. Tu chodzi o coś ważniejszego. Potrzebna jest szeroka dyskusja i społeczny konsensus dotyczący trudnych decyzji, często wymuszających zmianę trybu życia i rezygnację z komfortu. Tego jednak wymaga strategiczny interes naszego kraju, z najbrudniejszym powietrzem w Europie. Tego wymaga zdrowie nasze i naszych dzieci, a patrząc dalej, w ogóle ich przyszłość. Chyba że chcemy udowodnić, że nasza inteligencja nie odróżnia nas od dinozaurów – i będziemy bezmyślnie konsumować, jakby jutro miało nie nadejść.

Czy z powodu doraźnych zysków politycznych schlebialibyśmy zwolennikom Towarzystwa Płaskiej Ziemi? Dlaczego wciąż inwestujemy w brudną energię? Czy trującego nas sąsiada uniewinnilibyśmy jego biedą?

Smog nie jest mitem

Tym, którzy nie wierzą, że smog naprawdę istnieje, proponuję prosty i genialny eksperyment autorstwa Tomasza Rożka.

W dowolny dzień między listopadem a marcem, jeśli tylko nie wieje silny wiatr, proszę wyjąć odkurzacz, na rurę zamiast szczotki nałożyć chusteczkę higieniczną i obwiązać gumką recepturką, by nie spadła i nie została wciągnięta. Wystawić rurę za okno i uruchomić na pięć minut. Później zobaczyć na własne oczy, jak biała chusteczka zmienia się w szarą – lub czarną. Tak, właśnie udowodnili państwo istnienie smogu.

A teraz proszę pomyśleć, że to wszystko ląduje w państwa płucach.

Co możemy z tym zrobić? Sprawą pierwszą jest ustalenie faktów – to już zrobiliśmy odkurzaczem. Od faktu istnienia smogu trzeba oddzielić mity na temat sposobów jego zwalczania. Nie obronimy się przed nimi, próbując wznosić mury – instalując oczyszczacze powietrza, używając masek. Niwelujemy tylko, i to na chwilę, skutki, pozwalając rosnąć przyczynom zanieczyszczeń. Dlatego konieczny jest ponadpartyjny termin rezygnacji z węgla i kaucje za plastik.

Samooszukiwanie się

Przyczyną jest emisja zanieszczyszczeń. Zarówno z elektrowni węglowych, jak i ta „niska" – domowa (palenie plastikiem) i samochodowa (szczególnie w miastach).

Smogu nie zwalczamy samochodami hybrydowymi czy nawet elektrycznymi (tak jak nie uprawiamy aktywności fizycznej, korzystając z elektrycznych hulajnóg), bo one nadal produkują spaliny, tyle że pośrednio – wszystkie są ładowane na prąd, który w naszym kraju wciąż pochodzi przede wszystkim ze spalania węgla. To nie jest broń w walce ze smogiem, podobnie jak nie są bronią „maści antysmogowe" czy „antysmogowe diety". To samooszukiwanie się.

Konieczne jest zatem wyznaczenie granicy odejścia od węgla – dobrze, że jedna z partii odważyła się taką datę zasugerować. Może dlatego minister Jadwiga Emilewicz powiedziała – choć już bez dat – o perspektywie odejścia od węgla. Teraz doprecyzujmy to ponadpartyjnie, w konsensusie, np. w referendum („Czy chcesz, aby Polska zrezygnowała z energetyki węglowej, powodującej zanieczyszczenie powietrza: tak, od roku 2040; tak, od roku 2030; nie").

Butelkomaty od zaraz

W związku z tą perspektywą należy wstrzymać wszelkie inwestycje w nowe bloki energetyczne oparte na węglu, a zatem w Ostrołękę C. Ponieważ istnieje deficyt energii, którego nie zdążylibyśmy zapełnić elektrownią jądrową (nie mówiąc o finansowych kosztach takiej energii czy o skutkach dla środowiska), trzeba skoncentrować się na energetyce słonecznej i wiatrowej (Bałtyk). Każdy nowy budynek publiczny – szkoła, urząd, szpital – powinien mieć swoje źródło energii w postaci paneli fotowoltaicznych. Trzeba odejść od biurokracji w instalacjach wznoszonych przez rolników. To nie tylko walka ze smogiem, ale także dbanie o dywersyfikację energii.

„Niską" emisję domową trzeba powstrzymać wymianą pieców, promocją fotowoltaiki, ale także wyznaczaniem kaucji za plastikowe butelki. Przyśpieszmy tę perspektywę wymaganą przez UE, ucząc ludzi segregacji śmieci za pomocą myślenia o oszczędnościach. Z kolei „butelkomaty" płacące za plastik to rozwiązanie w drugą stronę, premiujące gromadzenie plastiku. Kaucja zmusza do myślenia, by oddać plastik do recyklingu, podobnie jak szkło.

Ponadpartyjna ustawa

Pożądany tu byłby głos biskupów, tak zaciekle wymyślających różne problemy – żeby, jak niegdyś biskup ze Śląska, jasno powiedzieli, że produkowanie smogu przez palenie plastikiem, oponami, itd. to grzech (zagrożenie zdrowia i życia bliźniego). Tu – zamiast oddzielać się murami – mogliby spotkać się wszyscy: i Kościół, którego drogę wyznacza encyklika „Laudato Si", i lewica. Dlaczego tego nie zrobić?

Urealnienie norm zanieczyszczeń to krok w dobrą stronę, ale dlaczego rządząca partia nie dopuściła do prac nad rozwiązaniami postulowanymi przez Marka Szolca z Nowoczesnej czy Gabrielę Lenartowicz z PO i tylko w ostatniej chwili przed wyborami wykonała gest działający edukacyjnie, ale nierozwiązujący problemu? Dobrym krokiem byłaby ponadpartyjna ustawa o czystym powietrzu, zbierająca w jednym miejscu rozwiązania ograniczające przyczyny smogu oraz dająca narzędzia ograniczania skutków smogu samorządowcom, np. możliwość ogłaszania alarmów smogowych z zakazem wjazdu aut do obszarów nim objętych włącznie. Takie alarmy muszą być w gestii samorządów, nie wojewodów, tego nie da się scentralizować. Nawet w jednym wielkim mieście sytuacja bywa zróżnicowana, np. kiedy w Wawrze jest tragicznie, a na Bielanach zawiało czyste powietrze od Puszczy Kampinoskiej, to według dzisiejszych rozwiązań oznaczałoby to, że w Warszawie alarmu nie będzie – choć w Wawrze trudno oddychać.

Jednym z rozwiązań byłoby uwolnienie przestrzeni publicznej z korków, także produkujących smog: większości – która rezygnuje z wygody własnego auta – trzeba coś dać: pierwszeństwo. Komunikacja zbiorowa powinna mieć zawsze pierwszeństwo przed komunikacją indywidualną. Nie postuluję zakazu używania aut – tylko uprzywilejowanie komunikacji zbiorowej, wprowadzenie buspasów tam, gdzie autobusy dzisiaj stoją w korkach, a co nie jest robione z obawy przed kosztami politycznymi. Tam, gdzie byłoby to trudne, wprowadźmy nie ścisłe buspasy, ale pasy prawdziwie zbiorowe, współdzielone, typu „1+2" (jak w Rzeszowie) czy nawet „1+1": po pasach tych jeździłyby poza autobusami także samochody prywatne, w których poza kierowcą jedzie jeden lub dwóch pasażerów.

Ustawa o czystym powietrzu powinna mieć autorów z różnych partii i środowisk społecznych, co umożliwi wprowadzenie trudnych rozwiązań we wspólnym interesie – publicznym. Przestańmy truć, zacznijmy działać. Sprawa smogu powinna połączyć, solidarnie, wszystkich. Może to szansa odbudowy podzielonej Polski?

Łukasz Garbal jest autorem biografii Jana Józefa Lipskiego nagrodzonej Nagrodą Znaku i Hestii im. ks. Tischnera, Nagrodą Historyczną „Polityki" oraz Nagrodą im. Jerzego Giedroycia przyznawaną przez UMCS w Lublinie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA