fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Hall o wyborach prezydenckich: Po bitwie, przed kolejną

Fotorzepa
Dopiero druga tura wyborów prezydenckich powinna być momentem skupienia opozycji wokół jednego kandydata – przekonuje historyk i polityk.

Sytuacja w obozie władzy jest jasna. Przywódcą i arbitrem w wewnętrznych sporach pozostaje Jarosław Kaczyński. Nic nie wskazuje na to, aby zmienił on swój strategiczny plan, jakim jest zmiana ustroju Polski i skoncentrowanie olbrzymiej władzy w jednym ośrodku. Pełzająca rewolucja, rozpoczęta jesienią 2015 r., będzie kontynuowana ze wszystkimi opłakanymi skutkami dla naszego państwa i wspólnoty narodowej.

Nie lekceważę faktu, że ugrupowania wasalne Prawa i Sprawiedliwości istotnie wzmocniły swój stan posiadania w wyborach. Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin mają swoje ambicje i chcą mieć większe wpływy. W ostatecznym rozrachunku postąpią jednak tak, jak życzy sobie tego Jarosław Kaczyński, który zresztą doskonale umie realizować zasadę „dziel i rządź".

Nie wykluczam w przyszłości poważnego kryzysu w obozie Zjednoczonej Prawicy, ale z pewnością nie wydarzy się on po wyborach wygranych przez obóz Kaczyńskiego z rekordowym poparciem.

Nie będzie pana Kałuży

Opozycja ma jednak podstawy do nadziei i umiarkowanego optymizmu. Jest nim zwycięstwo w wyborach do Senatu. Nie wierzę, aby – po stoczeniu w wyborach bardzo twardej walki z kandydatami PiS-u – którykolwiek z senatorów opozycji zrobił polityczną woltę. Wszyscy są ludźmi z nazwiskiem, dorobkiem, a większościowy sposób wyboru senatorów powoduje ich szczególny związek z wyborcami.

Podejrzewanie któregokolwiek z nich o możliwość naśladowania radnego Wojciecha Kałuży z sejmiku śląskiego jest niestosowne. Bardzo irytuje mnie, gdy znany z prawości i mocnych przekonań senator Filip Libicki po raz kolejny musi zapewniać liberalne media, że nie zdradzi swych przekonań i wyborców. Przewaga w Senacie będzie miała dla opozycji znaczenie nie tylko symboliczne, ale także polityczne, i może wpłynąć na poprawę jej notowań w społeczeństwie. Obawiam się natomiast protestów wyborczych złożonych przez PiS w przypadku sześciu okręgów w wyborach do Senatu. Rozpatrywać je będzie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Składa się ona z sędziów wybranych przez niekonstytucyjną Krajową Radę Sądownictwa. Byłoby wielką naiwnością mieć zaufanie do ich bezstronności i niezależności. Wejście przez PiS na drogę unieważniania wyników wyborów, które PiS-owi się nie podobają, może okazać się pyrrusowym zwycięstwem. Polacy uznali, że co jak co, ale wolne wybory – także pod rządami PiS-u – będą decydować, kto rządzi w Polsce. Zamach na to święte prawo wzbudziłby oburzenie, zmobilizował społeczeństwo obywatelskie i nadał nową dynamikę opozycji przed wyborami prezydenckimi.

Walka o Pałac

Stawka wyborów prezydenckich, które czekają nas już niedługo, jest naprawdę bardzo duża. Konstytucja przyznaje prezydentowi znaczące uprawnienia, w tym prawo weta, które w obecnym układzie parlamentarnym mogłoby skutecznie blokować ustawowe działania władzy, niebezpieczne dla państwa i naszych wolności.

Druga tura wyborów prezydenckich mogłaby się przekształcić w plebiscyt dotyczący nie tylko oceny prezydentury Andrzeja Dudy, ale także obozu politycznego, do którego przynależy. Obecne sondaże, sytuujące Dudę w roli zdecydowanego faworyta wyborów, nie mogą demobilizować opozycji. Warto przypomnieć sobie, że na pół roku przed ostatnimi wyborami prezydenckimi Bronisław Komorowski wprost miażdżył w sondażach swoich konkurentów, a wiemy jaki był finał.

Konfederacja przeminie

Nie bardzo wierzę, aby główne siły opozycyjne porozumiały się w sprawie wspólnego kandydata przed pierwszą turą wyborów. Przeciwko takiemu rozwiązaniu przemawiają nie tylko partykularne interesy ugrupowań politycznych, ale także ryzyko zniechęcenia do udziału w elekcji wyborców, którzy w pierwszej turze chcieliby poprzeć kandydata najbliższego ich politycznej tożsamości. To dopiero druga tura byłaby okresem skupienia głosów opozycji wokół tego kandydata, który pozostanie w szrankach wyborczych z urzędującym prezydentem. Szanse, że tak się stanie, znacznie by wzrosły, gdyby ugrupowania opozycyjne przed pierwszą turą zawarły porozumienie, że w drugiej poprą rywala prezydenta Dudy, a ich kandydaci w pierwszej turze będą się zachowywali wobec siebie fair. Wówczas pierwsza tura wyborów prezydenckich stałaby się prawyborami opozycji.

Jak wygląda obecnie stan opozycji? W mojej analizie nie biorę pod uwagę Konfederacji. Z dwóch powodów. Po pierwsze z oczywistej niezdolności do współdziałania z ugrupowaniami opozycyjnymi, a po drugie z bardzo niewielkich szans na okazanie się trwałym czynnikiem na scenie politycznej. Konfederacja jest pospolitym ruszeniem. Panowie Janusz Korwin-Mikke, Grzegorz Braun i Robert Winnicki to polityczni soliści. Długo nie wytrzymają pod wspólnym dachem.

Z ugrupowań opozycyjnych najlepszy wynik uzyskała Koalicja Obywatelska, w której dominuje Platforma Obywatelska. Aktywami PO są także liczni samorządowcy wszystkich szczebli, a w szczególności prezydenci dużych miast. Ugrupowanie to ma jednak poważne problemy. Przywództwo partii to problem oczywisty. Moim zdaniem jeszcze poważniejszym jest jej tożsamość. Od dłuższego czasu Platforma w sprawach światopoglądowych i ideowych przesuwała się w lewo.

Było to tym dziwniejsze, że wyraźna większość polskich wyborców ma prawicowe i centroprawicowe poglądy. PO nie próbowała o nich walczyć, podejmując rywalizację z lewicą o przejęcie jej elektoratu. Sojusze zawarte z Nowoczesną, Inicjatywą Polską i Zielonymi tylko wzmocniły tę tendencję. Grzegorz Schetyna nie zrezygnował jednak zupełnie z transferów z prawej strony. W ostatnich wyborach z list KO zostało wybranych kilka wyrazistych, nowych w tym środowisku postaci mających konserwatywne poglądy.

Anty-PiS ma sens

Dlatego ogólny obraz formacji jest nieklarowny. PO pozostaje przede wszystkim Anty-PiS. Tego określenia nie uważam za pejoratywne. Cele ustrojowe partii Jarosława Kaczyńskiego i stosowane przez niego metody są niebezpieczne dla wolności obywatelskich i państwa. Jeśli przez Anty-PiS rozumieć kategoryczny sprzeciw wobec polityki PiS, ta formuła ma swój niekwestionowany sens. Jednak występowanie przede wszystkim w tej roli ograniczało Platformę Obywatelską w pozyskiwaniu nowych wyborców. Teraz PO będzie jeszcze trudniej. W parlamencie powstały dwa wyraziste ośrodki opozycyjne. Pierwszym jest Lewica. Nie ulega wątpliwości, że będzie ona grała ostro, proponując rewolucję obyczajową i zepchnięcie Kościoła do kruchty. Jestem przeciwnikiem tego programu, ale wiem, że będzie on przyciągał nowych wyborców, chociaż mniej, niż się zdaje liderom Lewicy.

Zielona nadzieja

Nadzieja w drugim ośrodku i jego liderze. Mam na myśli odnowiony PSL i jego lidera Władysława Kosiniaka-Kamysza. Są wielkie szanse na to, że będzie się budowała w Polsce poważna centroprawica, odporna na autorytarne i rewolucyjne zapędy obecnej władzy. Jestem przekonany, że może ona stać się naprawdę bardzo znaczącą siłą, tym bardziej że ma utalentowanego i prawego lidera. Warto na niego stawiać. Będę go wspierał.

Partia Kosiniaka-Kamysza będzie odbierać PiS-owi wyborców o poglądach prawicowych, którzy nie chcą naciągania i łamania konstytucji ani rewolucji ustrojowej zmierzającej do autorytaryzmu. PSL będzie też odbierać zwolenników nijakiej lub schodzącej na lewo PO.

Tak więc – pomimo swych aktywów – Platforma wydaje się być w trudniejszej sytuacji niż Lewica i PSL. Chciałbym, aby zmieniła kurs bardziej na prawo i zrezygnowała ze ścigania się z Lewicą, ale niezbyt w to wierzę.

Bardzo ważną wartością jest to, że wszystkie opozycyjne ugrupowania bronią konstytucji i porządku demokratycznego. Pozwoli im się to spotkać w ważnych politycznych bataliach, które jeszcze przed nami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA