fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Dr Witold Zontek: „Bezkarność plus” jest nie do obrony

Adobe Stock
To kuriozalne, by władza sama wprowadzała przepis, który ją uwolni od odpowiedzialności za działania niezgodne z prawem – mówi „Rz" dr Witold Zontek, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Prawo i Sprawiedliwość w ramach ustawy covidowej zgłosiło – i wycofało – wprowadzenie przepisu mającego gwarantować bezkarność urzędnikom, którzy podejmą nielegalne działania w interesie społecznym. Oponenci przywołują przepis kodeksu karnego mówiący o stanie wyższej konieczności, który można wykorzystać w nadzwyczajnych sytuacjach. Czy więc taki przepis jest potrzebny?

Obecny art. 26 kodeksu karnego, który rzeczywiście odnosi się do działania stanu wyższej konieczności, nie ma zastosowania do urzędników państwowych. A to oznacza, że żaden z nich nie może się na niego powoływać. Urzędnicy mają swoje procedury i nic ich nie zwalnia z ich przestrzegania. Zresztą ten przepis o stanie wyższej konieczności jest niezmiernie rzadko stosowany przez sądy.

Dlaczego?

Z uwagi na wpisane w nim kryteria. Mówi się w nim np., że dobro poświęcone musi przedstawiać niższą wartość niż dobro ratowane. A to jest niezmiernie trudne do oceny. Weźmy np. przedsiębiorcę, który nie płaci podatku, by ratować własną firmę. Czy działa on w stanie wyższej konieczności? To są sprawy nierozstrzygalne.

Czyli może nowy przepis kierowany do urzędników jest jednak potrzebny?

Na to pytanie niech odpowiedzą urzędnicy, w interesie których ma się pojawić. Dla mnie ta propozycja jest kuriozalna. Władza chce sobie uchwalić przepis, który ją uniewinni od potencjalnie przestępczego działania. To legislacyjne kuriozum i inaczej tego nazwać nie można. Nie dziwię się więc, że budzi tyle kontrowersji.

Czytaj także:

I te kontrowersje sprawiły, że autorzy – posłowie PiS – zanim wycofali projekt, po środowej burzliwej debacie zdecydowali się poprawić ten głośny ostatnio przepis. Czy po poprawkach nadal jest on nie do obrony?

Te poprawki niewiele wnoszą. Jedynie lekko zawężają jego stosowanie do działań klasycznie urzędniczych. Pojawia się też w poprawce kwestia proporcji dobra poświęconego do dobra ratowanego, żywcem przeniesiona z artykułu regulującego stan wyższej konieczności.

To może pocieszające jest jednak to, że autorzy chcieli jakoś zawęzić stosowanie tego przepisu, zanim się z niego wycofali?

Mnie to w najmniejszym stopniu nie pociesza. Taki przepis, stosowany wobec urzędników państwowych, nie ma prawa istnieć.

Doczekał się on już nawet ironicznej nazwy. Krytycy mówią o nim „bezkarność plus".

Ironicznej, ale prawdziwej, bo oznacza dokładnie to, czym w istocie jest.

Nie jest tajemnicą, że jest, jak wielu twierdzi, pisany dla kilku dzisiejszych urzędników – ministrów, którzy z czasem mogą mieć kłopoty z odpowiedzialnością za decyzje podejmowane w czasie pandemii.

Nawet jeśli tak jest, to może się okazać, że będzie niemożliwy do zastosowania. I nie myślę tu o tym, że nie obejmie owych urzędników, bo jak wiemy, ma działać wstecz. Chodzi o to, że np. w przypadku wicepremiera Sasina niezmiernie trudne może być udowodnienie, które z dóbr chronionych przez ministra było ważniejsze: kondycja finansowa podległej mu Poczty Polskiej i stosowne procedury gospodarowania majątkiem spółki czy organizacja wyborów.

To są sprawy nie do rozstrzygnięcia. Wprowadzanie takich przepisów psuje prawo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA