fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Oskarżeni rezygnują z obecności na rozprawach w sądach. Co na to sędziowie i adwokaci?

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Nie można wydać wyroku, nie widząc podsądnego - twierdzą sędziowie. Rzadko jednak przymuszają ich do wizyt.

Coraz częściej oskarżeni o najpoważniejsze przestępstwa rezygnują z obecności na rozprawach. Sąd ma jak przymusić ich do przyjazdu do sądu, ale rzadko się na to decyduje.

– Rozumiem ekonomikę procesową: brak konwoju, spóźnienia itd., ale co to ma wspólnego z wymierzaniem sprawiedliwości? – zastanawia się adwokat Mariusz Paplaczyk. Identycznego zdania jest wielu sędziów. Przykłady?

Brak chęci i odwagi

23-letni mieszkaniec Jarocina stanął przed Sądem Okręgowym w Kaliszu oskarżony o zabójstwo w wielkopolskiej Cerekwicy Starej nożem dwóch osób i usiłowanie zabójstwa dwóch, w tym swojego nienarodzonego dziecka. Nie chce brać udziału w rozprawie. 4 marca 2018 r. wskutek wybuchu gazu zawaliła się część kamienicy na poznańskim Dębcu. W ruinach znaleziono ciała pięciu osób. W katastrofie rannych zostało łącznie ponad 20 mieszkańców budynku. W połowie sierpnia do poznańskiego Sądu Okręgowego trafił akt oskarżenia przeciwko Tomaszowi J. Prokuratura oskarżyła go o zabójstwo żony Beaty J., znieważenie jej zwłok, a także zabójstwo czterech osób i usiłowanie zabójstwa 34 kolejnych poprzez spowodowanie wybuchu gazu. 44-latek odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Jego obrońca z kolei złożył wniosek o to, by nie musiał uczestniczyć w tej i kolejnych rozprawach. Sąd przychylił się do tego wniosku.

Czytaj też: Duże zmiany w procedurze karnej - wyroki mają zapadać szybciej

Odwagi, by zmierzyć się z rodziną pokrzywdzonych, zabrakło także Józefowi Z., oskarżonemu o znęcanie się i spowodowanie kalectwa dwójki swoich dzieci. Ten wprawdzie na rozprawy był dowożony, ale każdorazowo po odrzuceniu przez sąd jego wniosku o odroczenie kazał się wyprowadzać z sali.

– U mnie obowiązuje żelazna zasada. Nie wyobrażam sobie wydania wyroku na człowieka, który nie bierze udziału w rozprawach – mówi „Rzeczpospolitej” sędzia Barbara Piwnik. I dodaje, że jej opinia dotyczy każdej kategorii spraw – i tych najpoważniejszych, i tych o lżejszym kalibrze.

– Wyrok to wyrok – tłumaczy i wyjaśnia, dlaczego u niej na sali oskarżony być musi.

– Zanim sąd wyda wyrok, obserwuje zachowanie oskarżonego na sali rozpraw, jego reakcję na zeznania świadków, na pojawienie się pokrzywdzonych. W ten sposób jest w stanie ocenić prognozę kryminologiczną podsądnego – tłumaczy sędzia Piwnik.

Czasem się boją i wstydzą

Adwokat Paplaczyk dodaje ewentualną skruchę oskarżonego.

– Jak sąd czy ławnicy mają ocenić, czy oskarżony ją okazuje, skoro go nie widzi? A przecież szczera skrucha to nie tylko szansa na lepszą resocjalizację, ale i mniejszą karę – zauważa.

Zdarza się, że, jak twierdzą prawnicy, oskarżeni obawiają się wizyt w sądzie. Mówią o tym ich obrońcy.

– Przed laty brałem udział w rozprawach dotyczących makabrycznej zbrodni pod Warszawą – wspomina Aleksander Wojciechowski, ówczesny ławnik zapasowy.

I wylicza korytarz pełen publiczności, część osób z fotografiami zamordowanej pary; konwój prowadzi oskarżonych na salę rozpraw. Publiczność wstaje z ław, rozlegają się okrzyki: – Mordercy, do piachu!

– Wszystko w rękach sędziów. To oni muszą zadbać, by oskarżony nie bał się korzystać ze swoich praw – dodaje sędzia Piwnik.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA