fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo i Sprawiedliwość

Kaczyński podpisał się pod bublem prawnym

Fotorzepa, Roman Bosiacki
Czołowe instytucje krytykują jedną z nielicznych nowelizacji, pod którą podpis złożył osobiście Jarosław Kaczyński.

„Wzmocnienie pozycji kobiet na rynku pracy jest jak najbardziej pożądane i należy do niego dążyć. Przedstawione propozycje nie stanowią jednak właściwego środka, przy pomocy którego cel ten może być osiągnięty" – pisze Sąd Najwyższy w opinii do projektu zmian w kodeksie pracy, który złożyli na początku lipca posłowie PiS. Jako pierwszy podpisał się pod nim Jarosław Kaczyński.

To sytuacja wyjątkowa, bo prezes PiS w Sejmie nie podpisuje się niemal pod niczym. Np. w ubiegłej kadencji, w czasie której rekordziści z PiS podpisali ponad 200 projektów, Kaczyński złożył tylko dwa podpisy. Poparł w ten sposób wniosek o wybór Marka Kuchcińskiego na marszałka i jedną z nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt.

W obecnej kadencji jest niewiele lepiej, bo podpisów jest pięć. Prezes poparł kandydata na sędziego TK Rafała Wojciechowskiego oraz dwa projekty, które w kwietniu forsował Jarosław Gowin, by zakończyć pat wokół wyborów prezydenckich. Ostatnio podpisał głośny projekt „piątka dla zwierząt", mający m.in. zakazać hodowli norek. Piąty podpis prezes złożył właśnie pod nowelizacją kodeksu pracy. W praktyce można ją uznać za jeden z dwóch projektów ustaw z podpisem prezesa w tej kadencji, które mogą zostać uchwalone.

Nowelizacja jest krótka i dotyczy zmiany definicji mobbingu. A raczej uzupełnienia jej o to, że mobbingiem może być też „różnicowanie wysokości wynagrodzenia ze względu na płeć".

Projekt, jako „likwidujący lukę płacową", zaprezentowała 24 czerwca, tuż przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, partyjna młodzieżówka Forum Młodych PiS. O tym, że jako pierwszy podpisał się prezes, pochwaliła się na konwencji w Lublinie.

Reprezentantką wnioskodawców w Sejmie została Anna Gembicka, wiceminister funduszy i polityki regionalnej, zaliczająca się do ścisłej gwardii premiera Mateusza Morawieckiego. Pierwsze opinie zaczęły nadchodzić w sierpniu. I wynika z nich wprost: projekt jest bublem.

Sąd Najwyższy zauważa, że w kodeksie pracy są już przepisy zabraniające dyskryminacji płacowej. W dodatku w ich przypadku obowiązuje korzystna dla pracowników zasada tzw. odwróconego ciężaru dowodu, co oznacza, że to pracodawca musi udowodnić, że nie dyskryminował.

Przy mobbingu takich ułatwień nie ma. Zdaniem Sądu Najwyższego „wprowadzenie proponowanej przez posłów zmiany w sposób istotny zaburzy obecny system dochodzenia roszczeń z powodu dyskryminacji i paradoksalnie może spowodować osłabienie ochrony pracowników przed dyskryminacją".

W podobnym kierunku idzie opinia głównego inspektora pracy. „Należy rozważyć, czy projektowana zmiana przyniesie oczekiwany efekt" – pisze. Forum Związków Zawodowych twierdzi, że zmiana nie rozwiążę problemów związanych z dyskryminacją. A prezydium Komisji Krajowej NSZZ Solidarność apeluje o „odstąpienie od zmian w kodeksie pracy w zaproponowanym kształcie".

Jak to możliwe, że pod projektem o tak wątpliwej jakości podpisał się prezes PiS?

– To był pomysł młodzieżówki, a głównie jej szefa Michała Moskala, dyrektora biura prezesa PiS. I był to pomysł realizowany poza sztabem wyborczym Dudy – mówi jeden z polityków z otoczenia prezydenta. – Młodzieżówka poszła bezpośrednio do prezesa i wywalczyła sobie jego podpis, a dopiero potem projekt trafił do zaufanej premiera posłanki Gembickiej z prośbą o złożenie go w Sejmie – dodaje.

W PiS nie brakuje też jednak opinii, że prezes został instrumentalnie wykorzystany w celu promocji środowiska Morawieckiego. Jeden z naszych rozmówców zauważa, że w momencie powstania projektu premier był posądzany o nieodpowiednie wsparcie kampanii Andrzeja Dudy.

Z kolei senator KO Krzysztof Brejza zauważa, że projekt złożono na ostatniej prostej przed wyborami, kilka dni po tym, gdy pomysły dla kobiet przedstawił Rafał Trzaskowski.

– Projekt był typową PR-ową wrzutką kampanijną bez szans na uchwalenie – mówi. – To dość symboliczne, że jedyna ustawa podpisana przez Kaczyńskiego okazała się być gorszego sortu – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA