fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo i Sprawiedliwość

Poseł PiS Artur Soboń: PO manipuluje opinią publiczną

Poseł Artur Soboń: – Wypowiedź dr Berczyńskiego w sprawie caracali nie przekreśla dorobku podkomisji smoleńskiej.
materiały prasowe
Termin dostaw caracali od początku był nierealny – mówi poseł PiS Artur Soboń, członek sejmowej komisji obrony.

Rzeczpospolita: „Berczyński wykończył caracale", a PO chce teraz wykończyć MON i zapowiada kontrolę procedury przetargowej związanej z zakupem śmigłowców dla polskiej armii?

Artur Soboń: Nie da się i nikt nawet nie próbuje obronić braku odpowiedzialności za wypowiedź, jaką zaprezentował w sprawie caracali dr Wacław Berczyński. Ministerstwo Obrony Narodowej od razu ją zdementowało.

W tej sprawie ze strony naszych konkurentów politycznych jest całkowity brak symetrii. Jeśli dzisiaj podstawą ataku na Ministerstwo Obrony Narodowej miałyby być słowa Wacława Berczyńskiego, członka podkomisji do spraw wypadków lotniczych, to przypomnę, że już 7 maja 2015 roku, po wyborze śmigłowca caracal dla polskiej armii, minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak mówił o tysiącach miejsc pracy. Z kolei 14 maja 2015 r. o „wojskowej wyżynie lotniczej" i inwestycjach m.in. w Radomiu i Łodzi. Wiemy dzisiaj, że to była nieprawda. Nie było żadnej gwarancji nowych miejsc pracy, a inwestycje, które zostały zaplanowane przez francuskiego oferenta, mogłyby dawać od 200 do 300 nowych miejsc pracy.

Tomasz Siemoniak doskonale o tym wiedział już w grudniu 2014 roku, bo od tego momentu znane były oferty offsetowe. Jeżeli mówimy, że u Berczyńskiego był brak odpowiedzialności za słowo, to jest on w równej mierze udziałem polityków Platformy Obywatelskiej. Ówczesny minister obrony świadomie wprowadzał w błąd opinię publiczną.

Dr Berczyński jednak interesował się tym przetargiem, prosił o dokumenty, miał do nich wgląd, co potwierdza Ministerstwo Obrony. Czy ta sytuacja nie wymaga chociaż weryfikacji przez organy państwowe CBA, prokuraturę, a może NIK?

Taka weryfikacja jest czymś, co jest prawnie usankcjonowane. Ale warto przypomnieć, że 27 maja 2015 r. zamknięto testy techniczne śmigłowca, a jesienią rozpoczęły się negocjacje offsetowe w Ministerstwie Rozwoju. Ten etap postępowania był już zamknięty.

Dr Berczyński był przewodniczącym rady nadzorczej Wojskowych Zakładów Lotniczych w Łodzi. Dla niego absolutnie strategiczne znaczenie miało zaangażowanie potencjalnego oferenta i rola jego zakładu w serwisowaniu śmigłowców w perspektywie wieloletniej. Dlatego nie dziwię się jego zainteresowaniu tym postępowaniem. Gdybym to ja był przewodniczącym rady nadzorczej WZL w Łodzi, także bym się tym interesował.

Chwila słabości dr. Berczyńskiego podkopała jednak wiarygodność ustaleń kierowanej przez niego do niedawna komisji do wyjaśnienia okoliczności katastrofy smoleńskiej.

Po tym, co się stało z tym kontraktem, nasi konkurenci nie powinni zabierać głosu w tej sprawie, bo wielokrotnie manipulowali opinią publiczną i do tej pory to robią. Nie wiem, czy to jest chwila słabości pana doktora, uważam, że był to poważny błąd z jego strony. W żaden sposób nie wpływa jednak i nie przekreśla kolegialnego dorobku podkomisji w zakresie ustalenia przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Poseł Marcin Kierwiński z PO pyta, czy Berczyński związany w przeszłości z Boeingiem, mógł mieć także wpływ na decyzję MON w sprawie zakupu samolotów dla VIP-ów.

A czy praca dla Airbus Helicopters w PZL Okęcie w przeszłości przez Kierwińskiego ma wpływ na jego lobbing na rzecz tej firmy? To jest pytanie w stylu: jak często bije pan żonę? To chwyt, który służy wywołaniu chaosu i dezawuowaniu działań, które służą modernizacji sił zbrojnych. Jeżeli ktoś dzisiaj podważa zasadność zakupu samolotów dla ViP-ów, po latach braku skuteczności w tym zakresie, to wystawia sobie świadectwo braku odpowiedzialności za państwo. Tego zakupu trzeba dokonać.

W tej chwili wychodzimy z niemocy zakupowej, w której do niedawna byliśmy. Poprzedni rząd w deklaracjach był arcymistrzem. Opowiadał, jakie mamy wielomiliardowe plany inwestycyjne. Dzisiaj mamy je zweryfikowane do realnych rozmiarów. I konsekwentnie są one realizowane.

Przyzna pan jednak, że obietnice ministra Macierewicza w sprawie zakupu śmigłowców mijają się z rzeczywistością, na razie nie ma ich nawet do testów, nie ma też obiecanych „polskich śmigłowców", które mieliśmy produkować wraz z Ukrainą.

Okres pomiędzy październikiem a marcem 2017 r., czyli po zakończeniu negocjacji offsetowych, moim zdaniem został dobrze wykorzystany. Mamy zupełnie inną filozofię działania niż nasi poprzednicy. Przypomnę, że rząd PO–PSL prowadził postępowanie formalnie od 2012 roku, a mowa o zakupie śmigłowców była już od 2008 r. I zakończyło się to niczym. Gdyby Tomasz Siemoniak był przekonany, że te caracale trzeba kupić, to by to zrobił. Z końcem maja 2015 r. zakończono testy techniczne maszyny, a wniosek o negocjacje offsetowe wysłano cztery miesiące później. Pytanie, dlaczego zwlekano z decyzją? Moim zdaniem zrobiono tak, wiedząc, że tego zakupu nie da się obronić.

Minister Siemoniak nie ukrywał, że decyzję w tej sprawie chciał oddać do decyzji nowego rządu.

Gdyby była determinacja ze strony rządu, to udałoby się je kupić. Nie czekałby na wybory.

Po zakończeniu negocjacji offsetowych nastąpił dialog z przemysłem. Wiemy, co on posiada i czego wojsko potrzebuje. Rozpoczęto negocjacje z firmami, które złożyły oferty. Nie wykluczyliśmy, tak jak nasi poprzednicy, zakładów w Polsce. Wymagania zostały maksymalnie wyśrubowane. Oczekiwania wojska zostały dedykowane do konkretnych zadań – do wsparcia pola walki dla wojsk specjalnych i dla Marynarki Wojennej w zakresie poszukiwawczo-ratowniczym i zwalczania okrętów podwodnych.

Jestem przekonany, że nowe śmigłowce dostaniemy szybciej niż gdybyśmy podpisali rok temu umowę z Airbus Helicopters na zakup caracali. Bo przecież śmigłowiec uniwersalny, do realizacji wszystkich zadań, oczywiście nie istnieje. Integracja caracala w wersji do zwalczania okrętów podwodnych to pewnie okres około pięciu lat.

Jeżeli natomiast chodzi o współpracę polsko-ukraińską, o którą pytał pan wcześniej, to ma ona miejsce w Łodzi. Serwisuje się tam śmigłowce z rodziny Mi.

Ale przynajmniej na razie nie ma mowy o produkcji nowej maszyny, co zapowiadał minister Macierewicz.

To prawda. Ale taka perspektywa europejska dla budowy wspólnego śmigłowca bojowego istnieje. Te pomysły są całkiem realne. Ale oczywiście dzisiaj możemy mówić o dwóch rozpoczętych zakupach.

Minister Macierewicz podawał konkretne daty dostaw nowych maszyn, oczywiście do dzisiaj nie zostały one zrealizowane. Kiedy armia może otrzymać pierwsze śmigłowce?

Nie podejmuję się precyzyjnego określić takiego przedziału czasowego. Wszystko zależy od naszych oczekiwań i możliwości producentów. Otwarte jest też pytanie, w jakim zakresie uda się tę produkcję polonizować. Wiele będzie zależało od prowadzonego dialogu z przemysłem, bo wtedy możemy otrzymać śmigłowiec za najmniejszą cenę i z realnym terminem dostawy. Nie chcemy doprowadzić do takiej sytuacji, jaka miała miejsce z Francuzami, którzy napisali, że śmigłowce dostarczą w 2017 r., wiedząc, że jest to niemożliwe. Lepiej jest stawiać sprawę uczciwie niż robić PR.

Chcemy mieć w jak największym zakresie produkcję w Polsce, bo to daje gwarancję bezpieczeństwa dostaw i nowych miejsc pracy dla gospodarki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA