fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo i Sprawiedliwość

Ardanowski: Trzeba być wiernym swoim poglądom

Fotorzepa, Robert Gardziński
Przez wojnę z rolnikami PiS może już nie wygrać żadnych wyborów. Jeszcze jest czas na opamiętanie się - mówi Jan Krzysztof Ardanowski, były minister rolnictwa, poseł PiS.

Jarosław Kaczyński mówił, że każdy porządny człowiek powinien poprzeć tę ustawę. Nie jest pan dobrym człowiekiem?

 O tym, czy ktoś jest dobry, decyduje ocena Pana Boga, a nie innych ludzi. Ta ustawa jest oparta na fałszywej aksjologii, fałszywym rozumieniu moralności, również tego, co porządkuje nasze życie i określania dobra i zła. Uważam, że i tak wielokrotnie w Prawie i Sprawiedliwości mówiono, że w sprawach dotyczących sumienia, czyli poczucia dobra i zła, nigdy nie będzie dyscypliny i nakazów. Nie było ich nawet przy o wiele ważniejszych sprawach, takich jak aborcja. Wtedy pozostawiono kwestię decydowania każdemu z posłów. Natomiast przy ustawie o zwierzętach obowiązuje dyscyplina, z którą się co do zasady nie godzę. Niezależnie od wątpliwości moralnych i etycznych – a w tym przypadku aksjologia oparta o religię i tradycję europejską  jednoznacznie mówi, że człowiek ma prawo korzystać ze zwierząt do różnych celów, starając się im oczywiście zapewnić jak najlepsze warunki życia. Ze względu na ogromne, negatywne skutki gospodarcze dla polskiego rolnictwa, nie mogę na tę ustawę się zgodzić i jestem całkowicie świadomy konsekwencji, które mnie spotkają.

Może niewygodnie już panu w Prawie i Sprawiedliwości?

 W Prawie i Sprawiedliwości jestem od prawie dwudziestu lat, poświęciłem na nie sporą część swojego życia, kosztem nawet rodziny. Poświęciłem się wizji braci Kaczyńskich, czyli że Polska ma być solidarna, oparta o zasady solidaryzmu społecznego, sprawiedliwa, ma być Polską nowoczesną w sensie gospodarki, technologii czy postępu, ale również opartą o konserwatywne zasady, oparte o tradycję europejską, Polski liczącej się na arenie międzynarodowej, ubiegającej o swoją pozycję. Próba złożenia ustawy, która nie była zapowiedziana w programie wyborczym Prawa i Sprawiedliwości, która w żaden sposób – a sprawdzałem to u wszystkich organizacji rolniczych – nie była z nikim ze środowiska wiejskiego konsultowana, która nie była konsultowana z ministerstwem rolnictwa, zaawansowanym w pracach nad dobrostanem zwierząt, nie mogła być przeze mnie zaakceptowana. Nie była przedmiotem naszej kampanii wyborczej i polityki. Nie wiem, jaki będzie mój los w Prawie i Sprawiedliwości, jestem zawieszony, konsekwencje były znane mi wcześniej. Nie jestem zaskoczony, bo wszyscy zostali powiadomieni, że jakakolwiek próba głosowania przeciw czy wstrzymania się od głosu, bądź niewzięcia udziału w głosowaniu, pociągnie szereg konsekwencji, łącznie z wyrzuceniem z partii i różnych funkcji, które były powierzone. Chcę w partii pozostać, ponieważ Prawo i Sprawiedliwość jest Polsce potrzebne i ma jeszcze wiele pozytywnych rzeczy do zrobienia, do naprawienia, czy poprawienia. Ale nie będzie to moja decyzja.

Nowy minister uważa, że noszenie futer to fanaberia. Może kurs Prawa i Sprawiedliwości się zmienia, a pan nie nadąża?

 Nie chce nosić futer, to niech nie nosi. To jego fanaberia, może chodzić w ortalionie, który się rozkłada tysiąc lat, a futro podlega rozłożeniu znacznie szybciej. To jego wybór, ale nie będzie decydował, czy ktoś inny może w futrze chodzić, czy też nie. Od czasu zajęcia się hodowlą zwierząt, dostarczamy społeczeństwu takich surowców i produktów, jakich społeczeństwo oczekiwało. Nie będzie zapotrzebowania na futro, bo społeczeństwo dojdzie do wniosków, że czy z powodu zmian klimatycznych, czy etycznych, będzie chciało z nich zrezygnować i wtedy rolnicy tych futer produkować nie będą. Dopóki na świecie jest zapotrzebowanie, a jest, to rolnicy będą na świecie zwierzęta futerkowe hodowali. W Holandii zacierają ręce, bo zostanie wyeliminowany poważny konkurent, a hodowle będą się rozwijały poza Unią Europejską, może w Azji, może na Ukrainie, gdzie zwierzęta będą miały dużo gorsze warunki, niż w Polsce. Może ktoś swoje sumienie uspokoi, choć jest to w dużej mierze hipokryzja. Jestem osobą odpowiedzialną za konwencje polskiego rolnictwa, które dotyczą też prognoz rolnictwa i muszę zgłaszać uwagi do tego, co może rolnictwu bardzo zaszkodzić. Mięsożerne norki zjadają to, czego nie chcą ludzie. Jest to ekologiczne, bo teraz trzeba będzie resztki palić w piecach utylizacyjnych, a niemieckie firmy utylizacyjne tylko na to czekają. Za fanaberie o nienoszeniu kożuchów zapłacą konsumenci mięs, które będą rosnąć. Próba wprowadzenia tej ustawy ma uspokoić społeczeństwo, że to walka z cierpieniem grupy zwierząt. Była to wrzutka, która miała odwrócić uwagę od ważniejszych kwestii. Producenci drobiu wiedzą, że te hodowle trzeba będzie zlikwidować, ale jest potrzebny czas na dostosowanie i odszkodowania. W sytuacji spowodowanej pandemią, trzeba jeszcze będzie znaleźć pieniądze na ogromne odszkodowania dla rolników-hodowców. Kancelarie prawne będą miały żniwo, jakiego być może w historii jeszcze nie miały. Również próbą zmanipulowania społeczeństwa jest wmawianie, że hodowcy zwierząt futerkowych są pewnego rodzaju zorganizowaną mafią, grupą przestępców i lobbystów, którzy korumpują polityków, a dodatkowo są powiązani z wielkim Tadeuszem Rydzykiem. Tak się ich próbuje przedstawić, by ich zohydzić. Natomiast ważniejszy od zwierząt futerkowych jest zakaz uboju rytualnego na eksport. W tym momencie jedynymi rynkami, na jakie możemy sprzedawać mięso pochodzące z uboju rytualnego, są rynki krajów muzułmańskich. W krajach europejskich jest coraz więcej muzułmanów, a zostaniemy niedługo zalani ogromną ilością drobiu i wołowiny z Ameryki Południowej, bo ustępująca Komisja Europejska podpisała umowę handlową z tamtejszymi krajami, które są największymi producentami na świecie, więc życzę sukcesów tym, którzy będą chcieli na rynku unijnym uregulować nadwyżki mięsa.

W dalszym ciągu będzie się pan sprzeciwiał „Piątce dla zwierząt”?

 Tak, ona absolutnie łamie prawo, poprzez przyznanie organizacjom prozwierzęcym prawa do wchodzenia na posesje, odbierania zwierząt na podstawie „widzimisię”, bez wiedzy i kompetencji, które byłyby w jakikolwiek sposób sprawdzone i jeszcze ma im przysługiwać ochrona policji, gdy gospodarze zaczną bronić swojej własności. To łamanie zasad prawa. Tam pojawiają się też kwestie zwierząt cyrkowych, długości łańcucha u psów, które powinny żyć bez łańcuchów i właściciele powinni im zapewnić przyzwoite warunki. A jest zapis, że jeśli suka się oszczeni w małym mieszkaniu, to właściciel będzie się musiał wyprowadzić, żeby zapewnić jej warunki. To jest smutne, bo rzeczy absolutnie ważne, jak chipowanie zwierząt, czy dobrostan innych gatunków zwierząt, są w ogóle pominięte i ustawa się nad tym nawet nie zająknęła.

Być może poprawki senackie coś w tej kwestii zmienią.

 Trudno powiedzieć, bo ustawa w tym kształcie, w jakim jest, jest nie do przyjęcia. Ona doprowadziła do utraty zaufania rolników, którzy poparli Prawo i Sprawiedliwość w wyborach parlamentarnych i prezydenckich. Zwycięstwo, które dało władzę, to zwycięstwo dzięki głosom wsi. I teraz ta wieś została w tak dotkliwy sposób upokorzona i zaatakowana. Mam nadzieję, że ta ustawa pójdzie w kierunku racjonalnym i przy likwidacji hodowli zwierząt futerkowych zapewni się odpowiednie odszkodowania, że nie będzie łamania prawa. Jeśli ktoś myśli, że w przypadku uboju rytualnego może zastosować jakiekolwiek odszkodowania, to nie wie, o czym mówi. W oparciu o hodowlę zwierząt, które trafiają tylko na rynki muzułmańskie, mieliśmy rozwijać rolnictwo, bo pieniędzy unijnych i krajowych nie będzie w takiej ilości, która pozwoliłaby utrzymać jako taki poziom życia na wsi. Odcinamy się od rynku. Liczę na to, że Senat mocno ustawę poprawi.

Rozmawiał pan z prezydentem o tej ustawie, żeby ją zawetował?

Nie tylko ja rozmawiałem. Spotkał się z przedstawicielami kilkunastu organizacji rolniczych, z porozumieniem rolniczym, dostał specjalną petycję, czy też deklarację wspierającą prezydenta, ale też w sposób jednoznaczny krytykującą tę ustawę. Prezydent to stanowisko zna. Wie również, że rolnicy go wsparli. Podejmie decyzje, jakie uzna za stosowne, przy czym sojusz Prawa i Sprawiedliwości ze skrajną lewicą mnie zaskoczył, więc być może i weto prezydenta zostałoby odrzucone?

Liczy pan na to weto?

 Liczę na poprawki Senatu, żeby prezydent nie musiał stosować weta. Wtedy mieszkańcy wsi widząc, że zdrowy rozsądek zaczął działać, może poprą w przyszłości Prawo i Sprawiedliwość.

Jeśli ustawa przejdzie w takiej formie, to PiS straci wyborców?

 Jestem zmartwiony tym, że mając tak silne poparcie na wsi, co pokazały ostatnie wybory, rezygnuje się z tego elektoratu. Jeśli ktoś naiwnie sądzi, że nowe roczniki, które dostaną prawa wyborcze za kilka lat, zagłosują na PiS, to nie rozumie młodzieży, która jest zawsze antysystemowa, występuje przeciwko partiom, które sprawują władzę, jest skrajna w poglądach – na jedną, bądź drugą stronę. Biorąc to pod uwagę, jak można popełniać taką głupotę i rezygnować z wiernego elektoratu?

 

Będzie pan doradzał prezydentowi Andrzejowi Dudzie w Kancelarii Prezydenta?

Nie. Wielu by się ucieszyło z tego powodu, że odszedłem do Kancelarii. Pracowałem w kancelarii Lecha Kaczyńskiego i znam funkcjonowanie tego najwyższego zaplecza prezydenta. Bardzo cenię Andrzeja Dudę i uważam go za dobrego prezydenta, wrażliwego na potrzeby wsi. Natomiast jeśli poszedłbym do Kancelarii Prezydenta, zostałoby mi zarzucone, że załatwiłem sobie posadę i będę się z boku przyglądał. Ja jestem posłem wybranym przez prawie osiemdziesiąt tysięcy ludzi. To najlepszy wynik przedstawiciela wsi i jeden z najlepszych wyników w PiS. Dzięki między innymi tym głosom, partia ma w Sejmie przewagę. Pozostanę posłem, bo takie jest moje zobowiązanie wobec tych, którzy na mnie głosowali i będę mówić i tym, jakie działania są potrzebne w polskim rolnictwie.

Zakłada pan odejście z PiS?

 Nie chciałbym tego kroku czynić i nie chciałbym być postawiony przed faktem dokonanym. Podobnie jak inni posłowie, którzy zostali zawieszeni, zastrzegam sobie prawo podejmowania suwerennych decyzji w tym obszarze.

A mógłby pan przejść do Konfederacji?

 Nie przewiduję zasilenia innych partii politycznych. Nie jestem zdrajcą, który odchodzi od macierzystej partii. Słyszałem, że jestem nielojalny, ale to jest postawa moralna, która wiąże się z dotrzymywaniem słowa i wierności zasadom. Nie jestem nielojalny, trzeba się zastanowić, kto jest nielojalny wobec polskiej wsi. Nie przewiduję jednak kariery politycznej w innych ugrupowaniach.

Próbował pan rozmawiać z premierem czy z Jarosławem Kaczyńskim o „Piątce dla zwierząt?

 Owszem, pan premier podziela wrażliwość pana prezesa i mówi, że z powodów zasadniczych, moralnych uważa, że ustawa jest słuszna, a ja uważam to za fałszywą aksjologię i fałszywie rozumianą moralność.

Nie ma pan poczucia, że rozbija PiS?

 Taki zarzut można postawić każdemu, kto ma własne zdanie. Do tej pory w ważniejszych sprawach głosowałem z PiS, bo uważałem, że reformujemy państwo, zapewniając rozwój wszystkim grupom społecznym. Zarzucanie mi, że rozbijam PiS, jest kłamstwem. Ustawa nie była w programie wyborczym i była procedowana w sposób uniemożliwiający bezpośrednie zainteresowanie, bez możliwości wypowiedzenia się rolników. Nie mogę zrobić nic innego, jak podjąć decyzję o rezygnacji. Mam nadzieję, że zapanuje zdrowy rozsądek.

A jak nie to? Wojna rolników z rządem?

Rolnicy ostatniego zdania nie powiedzieli i ich gniew państwo może mocno odczuć.

Współpraca: Joanna Leśnicka

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA