fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Hulajnogi mogą być bardzo niebezpieczne

Adobe Stock
Lekarze alarmują: lawinowo przybywa ofiar jazdy na hulajnogach z poważnymi obrażeniami, prawnicy dodają, że taka kraksa może je słono kosztować.

Do Wojskowego Instytutu Medycznego na Szaserów w Warszawie trafił niedawno nieprzytomny mężczyzna z ciężkim urazem głowy po wypadku na hulajnodze. To do tej pory najpoważniejszy przypadek w mazowieckim centrum urazowym. Na co dzień ofiary elektrycznych hulajnóg przyjeżdżają tu ze skręconymi stawami skokowymi, złamanymi rękami i urazami głowy.

Śmiertelne zagrożenie

– Obrażenia są podobne jak przy wypadkach rowerowych. Najczęściej to rany tłuczone głowy i rany łuków brwiowych – mówi Roman Badach-Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego. – Może jednak dochodzić do złamań czaszki i krwiaków wewnątrzczaszkowych. Istnieje duże ryzyko złamania podstawy czaszki, które stwarza śmiertelne zagrożenie. Uderzenia o krawężniki, wystające elementy mogą się skończyć śmiercią – dodaje.

– To jeden z najniebezpieczniejszych środków lokomocji. Także dlatego, że Polacy nie nauczyli się jeszcze na nim jeździć – podkreśla prof. Bogdan Koczy, ortopeda i dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich, do którego trafiają ranni z całej aglomeracji katowickiej. – Część osób używających hulajnóg do przemieszczania się uważa, że – jak w grze komputerowej – wsiądzie i pojedzie. Tymczasem do jazdy trzeba się przygotować. To pojazd, który przy dużej mocy ma bardzo małe koła. Wystarczy mała nierówność terenu, jakiś kamyk, i hulajnoga gwałtownie hamuje albo zmienia kierunek, a człowiek spada z niej z prędkością 25 km/h – tłumaczy prof. Koczy

Jak rower czy motor?

Obecne przepisy nie nadążają za fenomenem, jakim są tysiące elektrycznych hulajnóg, które można wypożyczyć w największych miastach Polski.

– W praktyce osobę poruszającą się na hulajnodze elektrycznej niekiedy traktuje się jako pieszego, można nawet spotkać się ze stwierdzeniem, że jest to „biegnący pieszy", co jest jednak co najmniej nieprzekonujące – ocenia dr Arkadiusz Turczyn, radca prawny. – Tymczasem z orzecznictwa sądów powszechnych wynika, że ze względu na to, iż elektryczne hulajnogi są wprawiane w ruch za pomocą silnika o określonych parametrach, powinny być traktowane jak motorowery. Użytkownik takiego pojazdu musi się liczyć z odpowiedzialnością na zasadzie ryzyka za wszystkie konsekwencje jazdy na tym urządzeniu.

Zamiast otrzymać odszkodowanie za utratę zdrowia po wypadku na takim pojeździe, przyjdzie mu zapłacić za obrażenia innych użytkowników dróg i chodników czy za zniszczenia samochodów, z którymi się zderzył z własnej winy.

– Osoba po wypadku na e-hulajnodze może dochodzić od producenta lub wypożyczalni odszkodowania czy zadośćuczynienia za doznane obrażenia tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy udowodni wadę lub uszkodzenie sprzętu, które doprowadziło np. do upadku z hulajnogi. Najczęściej będzie jednak tak, że to przedsiębiorca wypożyczający e-hulajnogi będzie miał roszczenie o odszkodowanie do użytkownika za wszelkie uszkodzenia powstałe w czasie tego wypadku – mówi Kamil Osiński, adwokat z EY Law. – Dlatego uważam, że użytkownicy e-hulajnóg powinni mieć co najmniej ubezpieczenie OC, aby nie musieli pokrywać takich kosztów z własnej kieszeni.

Ministerstwo Infrastruktury przygotowuje właśnie nowelizację prawa o ruchu drogowym, w myśl której hulajnogi jako „urządzenia transportu osobistego" (tzw. UTO) będą taktowane na drodze jak rowery.

– Pytanie jednak, czy jest to właściwy kierunek i czy nadanie takiego statusu będzie w praktyce wystarczające – zastanawia się Kamil Osiński. – Chodzi przede wszystkim o to, że hulajnogi są mniej widoczne od rowerów i bardziej niebezpieczne w użytkowaniu, przez mniejszą zwrotność czy możliwość zatrzymania się lub ominięcia przeszkody. Warto, aby ustawodawca przeanalizował specyfikę jazdy na hulajnodze elektrycznej i przyjął takie regulacje, które zwiększą bezpieczeństwo poruszania się na nich zarówno dla samych użytkowników takich urządzeń, jak i innych uczestników ruchu drogowego.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Michał Burtowy, adwokat z poznańskiej kancelarii adwokacko-mediacyjnej

Warto zauważyć, że wynajmującymi hulajnogi są najczęściej firmy mające siedzibę poza Polską, tak więc w interesie użytkowników takich pojazdów, dochodzących roszczeń odszkodowawczych przed polskimi sądami, byłoby wprowadzenie obowiązku posiadania przez takich przedsiębiorców przedstawicielstwa/oddziału na terenie Rzeczypospolitej Polskiej. Innym rozwiązaniem tego problemu jest też wprowadzenie obowiązku zawierania umowy ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej za szkody wywołane w związku z prowadzeniem wynajmu hulajnóg miejskich.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA