fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca, emerytury, renty

Centralna Informacja Emerytalna będzie kosztowała 39 mln zł

Fotolia.com
IKE i IKZE, PPE i PPK zapłacą miliony na nowy system informowania o wysokości emerytur. Te pieniądze mogą zostać potrącone z oszczędności Polaków na przyszłość.

„Rzeczpospolita" dotarła do projektu ustawy o Centralnej Informacji Emerytalnej, najnowszego pomysłu PiS na zmiany w zasadach powiadamiania milionów Polaków o wysokości ich przyszłej emerytury. Zdaniem Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju obecny system jest archaiczny i rozdrobniony, a każda instytucja gromadząca pieniądze na przyszłe emerytury wysyła oddzielną informację o zebranych u siebie składkach.

Do tego ZUS wysyła około 30 mln papierowych listów, które kosztują ponad 100 mln rocznie, a po wejściu w życie PPK tych papierowych listów może być nawet 40 mln i jeszcze wyższe koszty tej korespondencji.

Z projektu zmian wynika, że nowy elektroniczny system ma dostarczyć szybkiej informacji o oszczędnościach Polaków zebranych w ZUS, KRUS, IKE, IKZE, PPE, PPK i mundurowych zakładach emerytalnych, do której będzie można uzyskać dostęp za pośrednictwem strony internetowej czy aplikacji na smartfona. Ma to uspokoić rodaków w sprawie stabilności naszego systemu emerytalnego i zachęcić ich do zatrudniania się na etatach i oszczędzania na przyszłość.

– Ten projekt to dla nas spore zaskoczenie, bo nie można go było znaleźć w wykazie prac legislacyjnych rządu – komentuje Arkadiusz Pączka, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców RP. – Szczerze wątpię, że powołanie takiego systemu informacji przełoży się na wzrost zatrudnienia na etatach. Poza tym podstawowe pytanie, to kto za to wszystko zapłaci. I czy przypadkiem nie chodzi o to, by podmioty z rynku finansowego nie przejęły kosztów, jakie ponosił dotąd ZUS.

Projekt przewiduje, że uruchomienie nowego systemu informacyjnego prawdopodobnie już w 2020 r. będzie kosztowało 42 mln zł, a jego utrzymanie w kolejnych latach ponad 39 mln zł rocznie. Pieniądze na ten cel będą pochodziły z obowiązkowych składek podmiotów prowadzących IKE, IKZE, PPE i PPK w wysokości 0,0035 proc. od przeciętnego wynagrodzenia. Taka opłata wyniesie więc pozornie niewiele, nie więcej niż około 18 groszy miesięcznie i trochę ponad 2 zł rocznie od każdego oszczędzającego. W sumie złoży się to jednak na 39 mln zł, które rok w rok będą ściągane z publicznych pieniędzy na utrzymanie tej informacji.

Instytucja finansowa, która nie podłączy się do nowego systemu i nie przekaże danych o swoich klientach na czas, musi liczyć się z karą w wysokości 100 tys. zł. W myśl ustawy koszt podłączenia z CIE i codziennego aktualizowania zebranych tam informacji, każdy zobowiązany do tego podmiot ma pokryć z własnej kieszeni.

Nowe przepisy mogą wejść już w 2020 r. Elektroniczny system informacji emerytalnej miałby powstawać przez następne trzy lata. W tym czasie generowałby tylko koszty.

– Uważam, że pomysł na Centralną Informację Emerytalną jest, delikatnie mówiąc, chybiony i nie ma większego uzasadnienia dla jej tworzenia – komentuje dr Marcin Wojewódka, radca prawny, założyciel Kancelarii Wojewódka i Wspólnicy. – Nie widzę żadnej wartości dodanej w tym, aby wydać kilkadziesiąt milionów złotych publicznych pieniędzy tylko po to, żeby zdublować informacje, które dzisiaj gromadzi ZUS czy usługodawcy prowadzący IKE czy IKZE, do których ubezpieczeni mają dobry dostęp już dzisiaj.

– Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby przeznaczenie tych środków na skuteczną edukację emerytalną Polaków, a kwestie informowania można powierzyć przykładowo ZUS, który przecież już dziś posiada odpowiednie zasoby i kompetencje – dodaje Wojewódka.

Zwiększając koszty prowadzenia IKE, PPE czy IKZE, nowy system spowoduje też ich mniejszą konkurencyjność.

Powołanie CIE może też zaciemnić przekaz w sprawie wysokości przyszłych emerytur. Ustawa nie zdejmuje bowiem z poszczególnych instytucji finansowych obowiązku wysyłania corocznej informacji o stanie konta do klientów. Przyszli emeryci będą więc otrzymywali jeszcze więcej danych o wysokości zebranych środków i spodziewanego w przyszłości świadczenia.

Powołanie systemu elektronicznego nie zmniejszy także raczej kosztów papierowej wysyłki listów przez ZUS. Aby tych listów ubyło, ubezpieczony będzie musiał najpierw zaznaczyć w elektronicznym systemie rezygnację z papierowego dokumentu. Tradycyjne listy ciągle będą więc wysyłane do dość dużej grupy ubezpieczonych niekorzystających z internetu.

Etap legislacyjny: konsultacje społeczne

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA