fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Ludowcy grają o samorządy

Janusz Piechociński
Fotorzepa, Tomasz Jodłowski
Choć lider PSL zapewnia o lojalności wobec PO, pod znakiem zapytania stają kolejne koalicje w sejmikach.

Po fatalnym wyniku w ostatnich wyborach parlamentarnych (poparcie na poziomie 5,13 proc. ledwo pozwoliło na przekroczenie wyborczego progu) ludowcy stanęli na skraju przepaści. PiS zdobyło ogromną przewagę nie tylko na wsi, ale również w innych, dotychczas przypisywanych PSL bastionach: wśród rolników, mieszkańców mniejszych ośrodków i słabiej wykształconych wyborców.

Oprócz przejęcia władzy na najwyższych szczeblach partia Jarosława Kaczyńskiego szuka możliwości zwiększenia wpływów w samorządzie. Rok temu – mimo najwyższego procentowego wyniku PiS – w większości sejmików powstały koalicje PO–PSL.

Choć lider PSL Janusz Piechociński i szef Rady Naczelnej tej formacji Jarosław Kalinowski deklarowali we wtorek podtrzymanie dotychczasowych porozumień, pojawiły się już pierwsze zgrzyty. Gra toczy się o stanowiska i wpływy w regionach.

– Wszyscy spodziewają się dymisji Piechocińskiego w sobotę, więc jego oświadczenia mało kto bierze sobie do serca – mówi jeden z ważniejszych polityków partii.

Już w dniu wydania oświadczenia przez obecnego szefa PSL przed groźbą rozpadu stanęły dwie, stabilne dotąd koalicje sejmikowe PO–PSL.

Jak poinformowało Radio Zet, w województwie lubuskim sojusz z Platformą wypowiedziała szefowa tego regionu PSL Jolanta Fedak. Powodem była próba doproszenia do koalicji SLD i wprowadzenie do zarządu byłego posła tej partii Bogusława Wontora.

– To nie my zerwaliśmy tę koalicję, tylko Platforma. To oni zaczęli szukać innych sojuszników i złamali dotychczasowe ustalenia – mówi nam minister rolnictwa Marek Sawicki. Przekonuje też, że w PSL nie ma chętnych do dogadywania się z PiS i zmiany koalicji.

Jak wynika z naszych informacji, sytuacja w Lubuskiem została doraźnie załagodzona. – Ale zagrożenie wciąż istnieje. Fedak nie ma nic do stracenia i do końca będzie walczyć o swoje. Może nawet rzucić partyjną legitymacją – mówi osoba znająca kulisy sprawy.

Pod znakiem zapytania stanęło też porozumienie w Małopolsce. We wtorek miało tam dojść do wyboru Jacka Krupy z PO na nowego marszałka (dotychczasowy Marek Sowa został posłem). Zamiast tego radni PiS zgłosili wniosek o przesunięcie głosowania na poniedziałek. Ich postulat poparł jeden radny PSL, a trzech kolejnych się wstrzymało.

– Tak naprawdę to nikt nie wie, dlaczego tak się stało. Co gorsza, nie wiemy także, co się stanie w poniedziałek – mówi osoba z kierownictwa PSL.

Z wyborem nowych władz związane są także perturbacje w podlaskim sejmiku, bo dotychczasowy marszałek Mirosław Baszko z PSL przeniósł się do Sejmu. Próbę odbicia województwa podjęło PiS, zwołując nadzwyczajną sesję. Na razie próba okazała się nieudana, bo sesję zbojkotowali radni PO i PSL. – I będą bojkotować do skutku – przekonuje Sawicki.

Z naszych informacji wynika jednak, że zmiany grożą większej liczbie województw. W PSL słychać głosy, że niepewna jest sytuacja w Łodzi. – PiS próbuje tam podkupić dwóch radnych PO, a wesprzeć ich może Dariusz Klimczak, który chce zachować fotel wicemarszałka – słyszymy w PSL.

Spokój panuje na razie w Wielkopolsce, choć część działaczy obawia się przewrotu. Powód? Obecny przewodniczący sejmiku Krzysztof Paszyk został posłem. – A tam, gdzie konieczne są zmiany, może się stać wszystko – przekonuje nas jeden z prominentnych ludowców.

– Piechociński może pisać oświadczenia, ale decyzje i tak będą zapadać w regionach – dodaje nasz rozmówca.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA