fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Czego nie można mówić na Litwie

Wikimedia Commons, GFDL
Książki autorki, która przełamała tabu o litewskim udziale w Holokauście, znikają z księgarń. Z powodu wypowiedzi o bohaterze antyradzieckiego podziemia.

Ruta Vanagaite, wcześniej teatrolog i działaczka samorządowa, wstrząsnęła swoją ojczyzną w zeszłym roku, gdy opublikowała książkę, która w Polsce ukazała się kilka miesięcy temu pod tytułem „Nasi. Podróżując z wrogiem".

To pierwsza szerzej na Litwie znana publikacja, w której ukazano wielką skalę kolaboracji Litwinów z Niemcami w latach 1941-1944. Jest opisem spotkań z ostatnimi świadkami zbrodni na litewskich Żydach. W spotkaniach uczestniczył także, współautor książki Efraim Zuroff, izraelski łowca nazistów, szef oddziału Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie, dla wielu nacjonalistów litewskich – tytułowy wróg.

Teraz Ruta Vanagaite zajęła się historią antyradzieckiej powojennej partyzantki. I wzburzyła rodaków swoją opinią o jednym z jej przywódców Adolfasie Ramanauskasie (pseudonim Vanagas), i to w momencie, gdy Sejm litewski chciał ogłosić 2018 jego rokiem. Ramanauskas został schwytany przez Sowietów w 1956 roku po dziesięciu latach działalności partyzanckiej i skazany na śmierć. Partyzantka antysowiecka to świętość dla odrodzonej Litwy.

Vanagaite powiedziała w telewizji publicznej LRT, że znalazła w archiwach KGB dokumenty świadczące, że wbrew temu, co się głosi, zdradził współtowarzyszy i dokonał samobójstwa. I najprawdopodobniej nie był torturowany przez sowiecką bezpiekę. Oskarżono ją o relatywizację zbrodni komunistycznych. Odpowiedział jej też najważniejszy konserwatywny polityk, pierwszy przywódca Litwy po odzyskaniu przez nią niepodległości Vytautas Landsbergis.

Nazwał ją „panią Duszanską" - nawiązując do Nachama Duszanskiego, oficera KGB, który uchodzi za wcielenie najgorszego oprawcy bohaterów litewskiego podziemia. Uczestniczył też w aresztowaniu i przesłuchaniach Ramanauskasa. Duszanski zmarł w 2008 roku w Izraelu.

Najdotkliwszą konsekwencją było oświadczenie wydawnictwa Alma Littera, która publikuje książki Ruty Vanagaite. Wydawnictwo uznało, że jej wypowiedź była nie do przyjęcia. I, jak podały media wileńskie, zerwało z nią współpracę i – co najważniejsze – zapowiedziało wycofanie ostatniej książki ze sprzedaży.

Wszystko to rozegrało się tydzień temu. Ale z pewnym opóźnieniem trafiło do mediów zagranicznych. Teraz piszą o niej media izraelskie, amerykańskie i niemieckie. Pojawia się w nich pytanie o wolność wypowiedzi na Litwie. I przy okazji rozważania o odpowiedzialność partyzantów litewskich za zbrodnie na Żydach. Portal niemieckiego tygodnika „Der Spiegel" wspomina o zarzutach wobec samego Ramanauskasa o udział w mordowaniu Żydów w Druskiennikach, ale dodaje, że nie ma na to dowodów.

Europejski Kongres Żydów „mocno potępił" ataki na Rutę Vanagaite. Szef Kongresu Mosze Kantor uznał za niewyobrażalne zakazywanie rozpowszechnianie książek „z czysto politycznych powodów". Kantor jest uważany za bliskiego Kremlowi. Pojawiły się opinie, że Vanagaite wystąpiła w roli „pożytecznej idiotki Moskwy", bo ułatwiła jej krytykowanie Litwy argumentami o nazistowskiej przeszłości.

Żydowska agencja prasowa JTA napisała, że do zerwania współpracy przez wydawnictwo doszło zaraz po tym, jak się okazało, że Ruta Vanagaite jest partnerką życiową Efraima Zuroffa. To, jak zasugerowała autorka w liście do JTA, łączy się z „podstępnymi i jawnie antysemickimi" odniesieniami do Nachama Duszanskiego.

Przed ukazaniem się książki „Nasi" niektórzy politycy Izraela zarzucali Litwie, że unika rozliczenia wojennej przeszłości. – Litwini twierdzą, że w relacjach z nami chcą patrzeć w przyszłość. Ale ja im mówię: jak chcecie to zrobić, skoro nie jesteście gotowi przyznać się do strasznych rzeczy, które wasz naród zrobił w czasie, kiedy Niemcy podbijali Rosję i nawet nie mieli czasu zatrzymać się w Wilnie. Wszyscy moi kuzyni, cała moja rodzina, która została w Wilnie, bo tam właśnie mieszkała, wtedy została zamordowana – mówił w 2014 roku „Rzeczpospolitej" prezydent Izraela Reuven Riwlin, dodając, że zupełnie inaczej postąpiła Polska - „przyznała się do tragicznych fragmentów swojej przeszłości, nawet zanim my o to poprosiliśmy. I bardzo to doceniamy".

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA