fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Jak TVP mobilizowało Konfederację

shutterstock
Obecność w Sejmie 11 wyrazistych postaci z alternatywnej prawicy to dla Jarosława Kaczyńskiego zła wiadomość.

Nowy Sejm to nowe wyzwania dla obozu Zjednoczonej Prawicy. Jednym z nich jest pojawianie się 11 posłów Konfederacji, formacji bardziej na prawo od PiS. Sukces tego komitetu okazał się jedną z największych niespodzianek tych wyborów, również dla obozu władzy. Pytanie, co z niego wyniknie i jakie wnioski wyciągną liderzy PiS.

Telewizyjna wpadka z flagą

Pierwsze pytanie, na które musi sobie odpowiedzieć PiS, to dlaczego Konfederacja w ogóle znalazła się w Sejmie. Najpewniej jest to niemal wyłącznie efekt ostatnich dwóch tygodni kampanii i serii wydarzeń poza bezpośrednią kontrolą sztabu. Po wyborach do Parlamentu Europejskiego i przed startem ostatniej fazy kampanii wewnętrzne badania PiS pokazywały raczej demobilizację elektoratu Konfederacji niż gotowość jej wyborców do tłumnego stawienia się przy urnach. Coś musiało doprowadzić do mobilizacji.

1 października, tuż przed pierwszą debatą w TVP, doszło do niewielkiego incydentu, który na Twitterze przeszedł bez większego echa, ale okazał się istotny dla wyborców Konfederacji. Jak relacjonował Krzysztof Bosak, pracownik TVP próbował zabrać polską flagę, którą na swoim stanowisku umieścił Jacek Wilk z Konfederacji. „Doszło do dwóch konfrontacji, w trakcie których musiałem zagrozić użyciem siły. Oto nagranie końcówki. Skandal!" – grzmiał na Twitterze Bosak.

Ten wpis trafił też na portale takie jak wykop.pl z liczną ultrakonserwatywną i wolnościową widownią. Tam raz po raz zaczęły się pojawiać oskarżenia o to, że PiS próbuje cenzurować Konfederację. Uległy one znacznemu wzmocnieniu po tym, jak TVP nie pokazała korzystnego dla Konfederacji wyniku jednego z sondaży. Skończyło się to procesem w trybie wyborczym, który telewizja przegrała. To wszystko sprawiło, że w konserwatywnej i wolnościowej bańce w mediach społecznościowych i na portalach zaczęła rosnąć mobilizacja. Zwłaszcza wśród młodych ludzi. – Odebrano to jako cenzurę. Dlatego zagłosowali – twierdzi nasz rozmówca z PiS.

Inaczej niż w kampanii europejskiej Konfederacja nie eksponowała postulatów międzynarodowych związanych np. z ustawą 447. Postawiła na zupełnie inną strategię, w której członkowie ugrupowania przedstawiali się jako prawica stawiająca na wolnościowe postulaty i program gospodarczy. Nie bez znaczenia była też bardzo dobra postawa Krzysztofa Bosaka w ostatniej debacie telewizyjnej, który – podobnie jak inni politycy – konsekwentnie budował opowieść o tym, że Konfederacja w zasadniczy sposób różni się od czterech pozostałych komitetów wyborczych. To wszystko dało dobry efekt. Nawet historia dotycząca Janusza Korwin-Mikkego i jego postulatów sojuszu z Rosją tego nie zmieniła. Być może dla głosujących „wbrew cenzurze" ludzi nie miało to znaczenia. Albo informacja na ten temat nie trafiła do wystarczającej liczby odbiorców. – Gdyby (politycy Konfederacji – red.) byli szerzej obecni (w mediach – red.), to pewno ich wynik byłby po prostu gorszy – podsumował po wyborach Antoni Macierewicz w Radiu WNET.

Na prawo nie ma już ściany

Teraz PiS musi mierzyć się z obecnością posłów Konfederacji w Sejmie. Liczy na wewnętrzne podziały, które sprawią, że ta formacja nie będzie skutecznie budowała się jako alternatywa dla PiS.

Ale jesteśmy na nieznanych wodach. PiS nie ma takiego komfortu jak w latach 2015–2019, gdzie jedyną alternatywą byli (częściowo) niektórzy politycy z list Pawła Kukiza. Dlatego – jak to często w polityce bywa – kilka decyzji i splot okoliczności w październiku 2019 roku może mieć długofalowy wpływ na polską politykę.

Wiele zależy też od tego, jaką strategię obierze sama Konfederacja i jej politycy. Być może PiS zdecyduje się też na próbę przejęcia części jej posłów w dalszych etapach kadencji. Pytanie: czy przystąpi do rywalizacji z Konfederacją, czy też dzięki niej będzie pokazywać się jako formacja bardziej umiarkowana. Ale na pewno obecność 11 wyrazistych postaci z alternatywnej prawicy to dla Jarosława Kaczyńskiego zła wiadomość. Doktryna, że na prawo od PiS może być tylko ściana, przestaje działać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA