fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

USA chcą resetu z Unią

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo (z przodu) we wtorek w Parlamencie Europejskim w Brukseli
AFP
Pompeo przybył do Brukseli. A do Waszyngtonu poleciał wysłannik Macrona.

Po obu stronach Atlantyku widać wzmożoną aktywność w celu poprawy wyjątkowo złych relacji między Stanami Zjednoczonymi i Unią Europejską. Amerykański sekretarz stanu w poniedziałek i wtorek spotkał się w Brukseli ze wszystkimi nowymi szefami najważniejszych europejskich instytucji.

Z tymi, co już urzędują, jak David Sassoli, i z tymi, co dopiero przygotowują się do objęcia obowiązków. Czyli z desygnowaną na przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, przyszłym przewodniczącym Rady Europejskiej Charles'em Michelem oraz przyszłym wysokim przedstawicielem ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Josepem Borrellem.

Główne spory

– Chcemy resetu wzajemnych relacji i te spotkania mogą być tego katalizatorem – powiedział amerykański ambasador przy UE Gordon Sondland w wywiadzie dla Politico. Według niego Pompeo miał w Brukseli poruszyć najważniejsze tematy, takie jak handel, Iran, europejskie inicjatywy obronne, Chiny i technologia 5G.

W każdym z nich między stronami jest duży spór. Jeśli chodzi o handel, to USA wprowadziły karne cła na stal i aluminium, grożą podobnymi na samochody i blokują funkcjonowanie Światowej Organizacji Handlu. W relacjach z Chinami stawiają na otwarty konflikt, czego elementem jest także blokowanie chińskiej ekspansji technologii 5G.

A jeśli chodzi o inicjatywy obronne, to USA chcą co prawda, żeby Europa więcej inwestowała w swoją obronę, ale nie podoba im się wykluczanie amerykańskich firm z programów finansowanych z unijnego budżetu

Chwilowa przychylność Trumpa wobec Iranu

W sprawie Iranu UE chce podtrzymania umowy z 2015 roku, w której Teheran zobowiązał się do zahamowania programu nuklearnego w zamian za zniesienie sankcji. Donald Trump jednak jednostronnie z tej umowy się wycofał.

I choć Europejczycy zdecydowali się ją podtrzymywać, to bez Amerykanów nie ma to żadnego sensu. Bo Waszyngton jednocześnie wprowadził sankcje dla wszystkich firm, również europejskich, które weszłyby w biznes z Iranem.

Co oznacza, że kraj ten znów zostanie skazany na gospodarczą izolację i na nowo będzie rozwijał program nuklearny. Europa za wszelką cenę chce tego uniknąć, stąd nieoczekiwany ruch ze strony prezydenta Francji, który na szczyt G7 w Biarritz ponad tydzień temu zaprosił irańskiego ministra spraw zagranicznych Dżawada Zarifa. Z Zarifem rozmawiali tylko Macron i jego minister obrony, ale o spotkaniu był poinformowany obecny w Biarritz Donald Trump i miał odnieść się do niego pozytywnie.

– Może lepiej byłoby, gdyby o spotkaniu zostali też uprzedzeni europejscy partnerzy Macrona. Ale samą próbę należy ocenić jako pożądaną – mówi „Rzeczpospolitej" Sven Biscop, ekspert belgijskiego think tanku Egmont Institute. Według niego na długiej liście spornych spraw między USA i UE to temat, w którym wiele się teraz dzieje i przełom jest możliwy. Macron postanowił wykorzystać chwilową przychylność Trumpa i namówić go do zniesienia sankcji. Do Waszyngtonu poleciał we wtorek francuski minister gospodarki Bruno Le Maire z konkretną propozycją wartego 15 mld euro kredytu dla Iranu, za który kraj ten płaciłby dostawami ropy do końca tego roku. Jednak warunkiem byłyby gwarancje ze strony USA niestosowania sankcji w tym czasie.

Podobno o sprawie wspominał Macron w rozmowie z Trumpem w Biarritz i ten nie powiedział „nie".

Strategiczne konsultacje

– Zawsze wiele inwestowaliśmy w dobre relacje, osobiście przewodniczący Juncker – powiedziała rzeczniczka Komisji Europejskiej. Rzeczywiście, Jean-Claude Juncker pojechał do Waszyngtonu w lipcu 2018 roku, żeby powstrzymać wprowadzenie sankcji na europejskie samochody, i udało mu się to.

Ale wszystko to są chwilowe inicjatywy, bo nie wiadomo, jak trwałe są decyzje Trumpa. Dlatego trudno też ocenić, co może wyniknąć z zaskakująco dobrej atmosfery na szczycie w Biarritz i następującego po nim wzmożenia dyplomatycznych kontaktów. – Najważniejsze, żeby ze sobą rozmawiać w sposób trwały i ustrukturyzowany – uważa Sven Biscop. Jego zdaniem w erze prezydentury Trumpa nie ma żadnej przewidywalności po stronie amerykańskiej i nie wiadomo, kto powinien być rozmówcą w administracji Białego Domu czy Departamencie Stanu. A to konieczne, bo różnice między stronami są już zbyt widoczne.

– Nie musimy się zgadzać w 100 procentach, ale trzeba prowadzić strategiczne konsultacje, bo zupełnie się rozjedziemy – uważa ekspert.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA