fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Dąbrowska: Ziobro musi zbudować legendę

Fotorzepa / Jerzy Dudek
Ziobryści znaleźli się w narożniku. Imperium zbudowane w Ministerstwie Sprawiedliwości mocno się chwieje, a chętnych na jego przejęcie jest wielu.

Pole rozgrywki wewnętrznej zostało jasno zarysowane: Zbigniew Ziobro obroni się tylko wtedy, jeśli bezdyskusyjnie odetnie się od swoich ludzi i wymyśli przekonującą „legendę" tłumaczącą to, co działo się przez ostatnie lata w Ministerstwie Sprawiedliwości.

– Jeśli chodzi o odpowiedzialność polityczną ministra Ziobry, nic nie wskazuje na to, żeby miał jakąkolwiek wiedzę o tym, co ewentualnie mieliby robić jego podwładni w Ministerstwie Sprawiedliwości – mówił wicepremier Jarosław Gowin w programie Onet.pl. (co zresztą dla Ziobry jest opinią kompromitującą). Gowin dodawał też, że nie należy „ferować wyroków, dopóki nie usłyszymy drugiej strony". Podobnych argumentów użył Piotr Mueller, rzecznik rządu, w rozmowie z „Rz". Jednocześnie, w ramach budowania zasłony dymnej, PiS zajął się walką z koncepcją zgłoszona przez PO, ponownego oddzielenia prokuratury od resortu sprawiedliwości, choć w natłoku faktów jest to kwestia na razie drugoplanowa.

Prezes partii natomiast czeka. Tak jak w przypadku afery z działką przy u. Srebrnej czy wahadłowych lotów marszałka Kuchcińskiego i innych sytuacjach niewygodnych dla PiS. Jarosław Kaczyński milczy, by wybrać najlepszy moment i wystąpić jako ojciec narodu albo chociaż tego narodu chrzestny.

Dymisja wiceministra Piebiaka została przyjęta przez premiera Morawieckiego błyskawicznie, co trochę przeczy tezie o „konieczności wysłuchania drugiej strony". Szef rządu nie chciał czekać na tłumaczenia, bo materiał przedstawiony przez Onet i materiały ukazujące się w internecie na temat aktywności trolli żyjących w idylli pod skrzydłami niedowidzącej Temidy nie pozwoliły Morawieckiemu na przymknięcie oczu.

– Natomiast ze względu na pewne okoliczności, które wystąpiły, taka decyzja ze strony pana ministra Piebiaka została podjęta i ja tę dymisję przyjmę – tłumaczył szef rządu podczas konferencji prasowej.

Wiadomo też, że – mówiąc delikatnie – premier nie należy do grona wielbicieli Zbigniewa Ziobry i tylko względy równowagi koalicyjnej oraz rozpędzona kampania wyborcza nie pozwalają mu na otwartą konfrontację.

Taką decyzję musiałby podjąć sam Jarosław Kaczyński. Zdolność odcinania usychających gałęzi posiada i kiedy przychodzi czas, chwyta za piłę, zachowując kamienną twarz. Ale moment dobry nie jest – stąd chwila zawieszenia i obserwowanie, jak Zbigniew Ziobro poradzi sobie z problemem.

Jednak w okolicach Nowogrodzkiej usłyszeć już można, że po wyborach układ koalicyjny może się nieco zmienić. Lepsze notowania ma Jarosław Gowin, który zręcznie buduje skrzydło modernizacyjno-konserwatywne i nie tworzy wewnątrz Zjednoczonej Prawicy imperium czy superresortu, w dodatku przy użyciu narzędzi, których starsze pokolenie raczej nie rozumie.

Jako zdrajca z przeszłości Ziobro kolejnej szansy już nie uzyska i – jak słychać – nawet jeśli dociągnie na stanowisku do wyborów, w imię jak najmniejszych strat, to ministrem sprawiedliwości już potem nie zostanie. W PiS jest przecież wielu takich, którzy pochodnię sprawiedliwości noszą w plecaku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA