fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wołodymyr Fesenko: Nie wiemy, co będzie w kolejnych odcinkach Sługi Narodu

Wołodymyr Fesenko jest szefem kijowskiego centrum badań politycznych Penta
shutterstock
To filmowcy, działają intuicyjnie i nic nie planują. To ich styl myślenia – mówi „Rzeczpospolitej" Wołodymyr Fesenko, czołowy ukraiński politolog.

Skąd taka popularność partii Sługa Narodu, o której jeszcze pół roku temu nikt nie słyszał?

O partii nikt nie słyszał, ale każdy słyszał o serialu „Sługa narodu" i o Wołodymyrze Zełenskim. Partia zawdzięcza takie wyniki w sondażach popularności prezydenta, który ma ogromne poparcie. Wiele wskazuje też na to, że popularność ugrupowania jeszcze wzrosła, gdy prezydent zaczął jeździć po regionach i „robić porządki". Ukraińscy publicyści twierdzą, że wobec zwykłych ludzi i urzędników zachowuje się jak przywódca Białorusi Aleksander Łukaszenko, a wobec mediów jak prezydent USA Donald Trump, z kolei dla biznesu stara się być jak prezydent Francji Emmanuel Macron. Próbuje łączyć w sobie kilka różnych styli.

Część ukraińskich publicystów twierdzi, że serial był dobrze przemyślaną akcją polityczną.

Gdyby tak było, autorzy tego filmu i osobiście Zełenski mogliby się tym szczycić. Nie ma potrzeby tego ukrywać, bo to sukces. Znam to środowisko i wiem, że nie była to jakaś wcześniej zaplanowana operacja. To filmowcy, nie mają długoterminowych strategii. Piszą scenariusz do jutrzejszego odcinka, ale nie wiedzą, co będzie w kolejnych. Działają sytuacyjnie i nic nie planują. Szef prezydenckiego biura (tak się nazywa teraz administracja prezydenta Ukrainy – przyp. red.) Andrij Bohdan niedawno dobrze zobrazował mechanizm działania tej ekipy. Powiedział, że dużo improwizują i przeważnie nic nie planują. To ich styl myślenia.

Czy to dobrze dla Ukrainy, że po niedzielnych wyborach w rękach tej improwizującej partii może znaleźć się cała władza?

Większości partyjnej nie będzie, to arytmetycznie nie jest możliwe. Połowa deputowanych Rady Najwyższej jest wybierana z list partyjnych. Nawet jeżeli ich najlepszy wynik w sondażach (ok. 50 proc.) się potwierdzi, będą mogli liczyć na 135–140 mandatów. Reszta jest wybierana w jednomandatowych okręgach wyborczych, szacuje się, że w najkorzystniejszych okolicznościach mogą liczyć na 70 mandatów. Razem więc będą posiadali ok. 210 mandatów, i to, podkreślmy, w najbardziej optymistycznym przypadku. Natomiast do większości parlamentarnej potrzeba 226 parlamentarzystów.

Czyli stronnicy prezydenta będą potrzebowali koalicjanta?

W pierwszej kolejności będą próbowali przeciągnąć do swoje frakcji niezależnych kandydatów. Jeżeli partia Gołos (liderem jest wokalista zespołu Okean Elza Swiatosław-Wakarczuk) przekroczy 5-procentowy próg wyborczy, prawdopodobnie wejdzie do koalicji ze Sługą Narodu. Innym możliwym koalicjantem jest partia Siła i Honor Ihora Śmieszkę (były szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy – przyp. red.), ale w tym przypadku przekroczenie progu wyborczego również nie jest pewne. Na wszelki wypadek pozostaje więc Batkiwszczyna Julii Tymoszenko. Problemu z koalicjantem raczej nie będzie.

Jak duży wpływ na parlament będzie miał oligarcha Ihor Kołomojski. To jego stacja 1+1 emitowała serial „Sługa narodu", to z nią od lat był związany obecny ukraiński przywódca.

Jakiś wpływ jest, ale bardzo niewielki. Po wyborach role się odwróciły, Kołomojski znał aktora kabaretowego, ale nie wie, jak rozmawiać z prezydentem Zełenskim. Prezydent też nie wie, jak rozmawiać ze swoim byłym partnerem biznesowym. Status jest obu inny. Obecne ich relacje są mocno napięte, a kontakt mocno ograniczony. To Andrij Bohdan ma największy wpływ na prezydenta, mówi się nawet, że jest jego suflerem. Nazywano go prawnikiem Kołomojskiego i przyjacielem Andrija Portnowa (były zastępca szefa administracji zbiegłego do Rosji prezydenta Wiktora Janukowycza – red.). Pewne jest jedno, Bohdan gra obecnie własną grę i na własnych zasadach. Ma największą styczność z polityką ze wszystkich członków ekipy Zełenskiego. Dlatego ma taki wpływ, bo prezydent jest w trakcie zdobywania doświadczenia.

A czy prezydent Zełenski zdaje sprawę z tego, że to on, a nie szef jego biura, będzie musiał sprostać oczekiwaniom milionów Ukraińców? Przecież będąc dzisiaj bohaterem, jutro może zostać wrogiem publicznym numer jeden.

Podjął poważne ryzyko i wszystko wskazuje na to, że się go nie boi. Czy zdaje sobie sprawę z ciężaru odpowiedzialności, który na nim leży? Pewnie tak, ale tylko teoretycznie.

Od ponad pięciu lat na wschodzie Ukrainy toczy się jednak prawdziwa, a nie teoretyczna wojna. Czy w Słudze Narodu mają jakąś strategię co do tego, jak rozmawiać z Władimirem Putinem?

Z tego co obserwuję, nie ma strategii, jest taktyka. Polega na tym, by iść do celu małymi krokami. Jednym z głównych celów jest uwolnienie ukraińskich marynarzy (zaatakowani i zatrzymani przez Rosję w Cieśninie Kerczeńskiej w listopadzie 2018 roku – red.), rozmowy trwają, Rosja się targuje i gra na czas. Jeżeli chodzi o Donbas, udało się dojść do porozumienia i wycofać siły w Stanicy Ługańskiej. Od niedzieli ma obowiązywać zawieszenie broni, jeżeli się utrzyma, można będzie rozmawiać o kolejnych krokach. Na razie to jest plan maksimum.

Rozmowa odbyła się przed ogłoszeniem wyników

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA