fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Zmiana ustawy dezubekizacyjnej zablokowana. Dlaczego?

Wojciech Raczuk, choć postrzelony na służbie, stracił milicyjną emeryturę. Premier przyznał mu specjalną rentę
Agencja Gazeta, Jacek Brzuszkiewicz
Senatorowie PiS chcieli złagodzenia ustawy obniżającej emerytury byłym esbekom. Zmienili jednak zdanie.

– Podejrzewam, że senatorowie PiS dostali po łapach z sugestią, by więcej nie wygłupiać się w tej sprawie – mówi senator niezrzeszony Grzegorz Napieralski. W ten sposób komentuje to, co stało się we wtorek na posiedzeniu senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji. Wbrew swojej wcześniejszej decyzji wstrzymała ona prace nad petycją dotyczącą zmian w tzw. ustawie dezubekizacyjnej.

Ustawę PiS uchwalił 16 grudnia 2016 roku w Sali Kolumnowej. Tego dnia wybuchł sejmowy kryzys, a salę obrad blokowała opozycja. Ustawa przewiduje obniżenie emerytur i rent byłym funkcjonariuszom służb specjalnych PRL. W sumie obcięto 39 tys. świadczeń do wysokości od 850 do 1700 zł.

Kontrowersje związane z ustawą dotyczą jej bezwzględnego charakteru. Po pierwsze, świadczenia obniżono funkcjonariuszom, którzy w bezpiece przepracowali choć jeden dzień. Po drugie, dotknęła osób, które nie miały nic wspólnego z gnębieniem opozycji. Objęła m.in. piłkarzy z resortowych klubów sportowych, funkcjonariuszy, którzy w wolnej Polsce narażali życie, walcząc z przestępczością zorganizowaną, a nawet oficerów operacji „Samum" w Iraku i Kuwejcie w 1990 roku.

Emeryturę stracił też pewien weteran służby poza granicami państwa, który brał udział w misjach w Bośni i Kosowie. Powodem obniżenia świadczenia był krótki staż w pionie prewencyjno-dochodzeniowym Wojskowej Służby Wewnętrznej. „Gdy wyjeżdżałem kolejny raz na misję, moja żona i dzieci nie wiedziały, czy wrócę cały i zdrowy" – napisał do Senatu. Zażądał wyłączenia spod ustawy takich osób jak on, a w maju senacka komisja przegłosowała wniosek o kontynuowanie prac nad tym postulatem.

We wtorek podjęła jednak odwrotną decyzję, a na posiedzeniu senatorowie PiS ostro atakowali pomysł złagodzenia ustawy, twierdząc, że „nadszedł czas sprawiedliwości". Petycji bronił tylko senator Napieralski.

Dlaczego PiS zmienił zdanie? W praktyce kluczowe znaczenie miała postawa senatora PiS Łukasza Mikołajczyka. W maju wstrzymał się od głosu, co przy niskiej frekwencji miało decydujący wpływ na rozstrzygnięcie komisji. Tym razem nie tylko głosował za zaprzestaniem prac, ale w dodatku sam złożył wniosek o takiej treści.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą" Mikołajczyk wyjaśnia, że zrobił to „po wysłuchaniu opinii ministerstwa oraz rozmowach z senatorami". Wspomnianą opinię MSWiA wysłał do Senatu wiceszef resortu Jarosław Zieliński z PiS. Podkreślił, że osobom dotkniętym ustawą przysługuje odwołanie do sądu. Problem w tym, że Sąd Okręgowy w Warszawie umocowany do badania odwołań tego nie robi, bo czeka na rozpatrzenie swojego pytania prawnego przez Trybunał Konstytucyjny. Odwołań pozytywnie nie rozpatrują też kolejni szefowie MSWiA.

W maju Andrzej Rozenek, polityk SLD zaangażowany w walkę z ustawą, zachowanie PiS nazywał „przedwyborczą wrzutką". – Ma ona dać sygnał emerytom, że coś się zmieni, choć to nie nastąpi – mówił.

Zauważył, że Komisja ds. Petycji w Sejmie odrzuciła w 2018 roku pismo od tego samego funkcjonariusza, który tym razem napisał do Senatu. W tym samym roku posłowie odrzucili też inicjatywę obywatelską podpisaną przez 250 tys. osób, której celem było złagodzenie skutków ustawy dezubekizacyjnej.

W maju nastąpiło jednak coś, co może świadczyć o mięknięciu PiS. Premier Mateusz Morawiecki przyznał rentę specjalną Wojciechowi Raczukowi, byłemu milicjantowi, który w 1982 roku dostał sześć kul w pościgu za zabójcą. Gdy walczył o życie, milicja fikcyjnie umieściła go na tzw. etacie politycznym, wskutek czego podpadł pod ustawę dezubekizacyjną.

Grzegorz Napieralski twierdzi jednak, że do systemowych zmian nie dojdzie. – Ta ustawa otwiera bardzo niebezpieczną furtkę. Kiedyś jakaś partia w Polsce może przykładowo obniżyć emerytury funkcjonariuszom służącym za rządów PiS. I przekonywać, że to zgodne z prawem, bo przecież można się odwołać do sądu – komentuje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA