fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Scenariusz polexitu nie istnieje

Uczestnicy dyskusji (od lewej): Cezary Szymanek i Michał Szułdrzyński oraz Marek Cichocki, Agata Szczęśniak, Marek Migalski i Bogusław Chrabota
materiały prasowe
Co sprawiło, że tak wielu obywateli poszło na wybory europejskie, i co to oznacza dla przyszłości Wspólnoty?

Na pytania o wnioski wynikające z majowych wyborów dla Europejczyków i Unii Europejskiej odpowiadali uczestnicy debaty zorganizowanej przez redakcję „Rzeczpospolitej" i zespół Facebooka: „Wspólnota, ale jak, gdzie, z kim, kiedy i dlaczego?".

Iść czy nie iść

Debatę rozpoczęła dyskusja dotycząca wysokiej frekwencji, jaką odnotowano podczas wyborów do europarlamentu. Goście wyjaśniali, co ich zdaniem zadecydowało o tym, że do urn poszło tak wielu wyborców, oraz jakie znaczenie dla UE będzie miało pogłębiające się wśród Europejczyków zainteresowanie polityką.

Agata Szczęśniak, socjolożka i publicystka, dopatrywała się przyczyn wysokiej frekwencji w polityce wewnątrzkrajowej. – W Polsce mieliśmy typowo polską kampanię wyborczą. Prawo i Sprawiedliwość tak sformułowało przekaz tych wyborów, że one stały się de facto wyborami krajowymi – mówiła. Jednak według Szczęśniak przyczyny frekwencji w pozostałych krajach członkowskich były inne. – Obywatele i obywatelki Europy zmobilizowali się, głosując za różnymi kwestiami europejskimi. Odbyło się wiele inicjatyw, manifestów, pojawiły się partie transnarodowe, które same nie odniosły sukcesu, ale pomogły w mobilizacji Europejczyków – wyjaśniała. – Siły, które zdobyły więcej głosów niż w poprzednich wyborach, czyli liberałowie i Zieloni, to są właśnie te siły, które mówią o Europie jako ponadnarodowym mechanizmie – dodała. W kontrze był Marek Migalski z Uniwersytetu Śląskiego, były europoseł. – Ta zaskakująco wysoka frekwencja prawie we wszystkich krajach UE nie ma nic wspólnego z tematyką europejską. W większości państw to tematyka krajowa wpłynęła na to, że frekwencja była wyższa. Jestem przekonany, że dla Polaków 500+ jest ważniejsze niż to, jaki będzie układ sił w PE – zaznaczył.

Redaktor naczelny „Rzeczpospolitej" Bogusław Chrabota zwrócił uwagę na głębszy sens frekwencji i podkreślił, że mobilizacja wyborców wykracza poza UE. – Ta mobilizacja jest początkiem reintegracji. W powietrzu wisi coś, co mobilizuje ludzi do aktywności politycznej. Myślę, że ludzie od Stanów Zjednoczonych, przez UE – gdzie pojawiły się groźby i zapowiedzi uaktywnienia się populistów oraz inicjatyw, które działają na rozpad Wspólnoty – mają świadomość, że jesteśmy w przededniu jakiejś wielkiej zmiany. Żyjemy w momencie wielkich demokracji, po obydwu stronach Atlantyku spodziewamy się czegoś nowego, jest oczekiwanie zmian – tłumaczył.

Europejczycy sceptyczni względem eurosceptyków

Podczas kampanii przed wyborami do europarlamentu na znaczeniu zyskiwały ugrupowania antyunijne. – Spodziewaliśmy się, że siły eurosceptyczne będą dużo silniejsze, a ku zaskoczeniu wielu silniejsze są siły proeuropejskie – zaznaczyła Szczęśniak, z którą zgodził się Migalski. – Rzeczywiście, brak oczekiwanego sukcesu sił eurosceptycznych jest zaskakujący. Hiobowe wieści, które dochodziły do nas przez kilka miesięcy przed wyborami, że być może to będzie parlament, w którym do rządzenia trzeba będzie włączyć eurosceptyków, się nie sprawdziły – skomentował. Podczas debaty prowadzący wraz z gośćmi zastanawiali się także nad tym, jak dalece realne są scenariusze kolejnych exitów z UE. – Scenariusz polexitu jest wymyślony z powodów politycznych, on nie istnieje. W sensie mobilizacji i emocji odegrał wcześniej pewną rolę, tym razem to już nie zaskoczyło. Poza tym po brexicie apetyt na to, by głosić skrajne poglądy o chęci niszczenia UE, się zmniejszył. Brexit przyniósł ogólną naukę, że to, co zrobili Brytyjczycy, nie jest jednak dobrym pomysłem – zauważył prof. Marek Cichocki z Collegium Civitas.

Marek Migalski zwrócił natomiast uwagę, że to proces brexitu zniechęcił inne kraje do opuszczania Wspólnoty. – To przedstawienie, które Brytyjczycy sami sobie zafundowali, jest trochę zniechęcające dla wszystkich, którzy chcieliby powtórzyć ten scenariusz. Nagle okazało się, że kształt umowy brexitowej może zablokować 500-tysięczna Malta. Tak oto skończyły się sny o potędze – skomentował.

Nihil novi in Europa

Debatę zakończyły rozważania na temat przyszłości UE. Czy pojawi się inny model współpracy międzynarodowej? A może zaistnieje scenariusz, w którym Wspólnota przestanie istnieć? – Nie jesteśmy prorokami, ale nie widzę żadnego czynnika, który mógłby tę Unię w perspektywie siedmiu–dziesięciu lat zdezintegrować – stwierdził Bogusław Chrabota. Marek Migalski pytany o to, czy Wspólnota się powiększy, odpowiedział: – Wątpię. Może będzie głębsza, inna, bardziej elastyczna, natomiast myślę, że rozszerzenie w 2004 roku sprawiło, iż większość Europejczyków nie myśli o kolejnych – zaznaczył były europoseł.

Podobnego zdania był Cichocki. – Jeżeli nie będzie jakiejś geostrategicznej katastrofy, to UE będzie nadal funkcjonowała, gdyż taki system współzależności między państwami jest we współczesnym świecie najzwyczajniejszą koniecznością – podsumował profesor.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA