fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Minister spraw zagranicznych Sebastian Kurz hipnotyzuje Austriaków

Sebastian Kurz, najbardziej popularny polityk Austrii, cieszy się poparciem 70 proc. obywateli.
PAP/EPA
Najmłodszy na świecie szef dyplomacji może już za pięć miesięcy zostać najmłodszym szefem rządu.

Patrząc nieco wstecz, można dojść do wniosku, że to w Austrii nastąpiło odwrócenie trendu sprzyjającego wzrostowi prawicowego populizmu w Europie. Prezydentem został w grudniu ubiegłego roku Alexander van der Bellen, wywodzący się z ugrupowania Zielonych, po morderczej walce z populistą Norbertem Hoferem ze skrajnie prawicowej Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ), co obserwowała z zapartym tchem cała Europa.

Niedługo po porażce Hofera klęskę ponieśli prawicowi populiści z Partii Wolności Geerta Wildersa w Holandii, a niedawno Marine Le Pen we Francji przegrała wysoko z Emmanuelem Macronem.

Ale to w Austrii jesienią tego roku może dojść do kolejnego odwrócenia trendu, a kanclerzem może zostać Heinz-Christian Strache, lider FPÖ, tej samej partii, w której działa Hofer.

Ucieczka do przodu

Niewykluczone, że tak właśnie się skończy eksperyment, który uruchomił Sebastian Kurz, od kilku dni nowy szef Austriackiej Partii Ludowej (ÖVP), a jednoczenie szef austriackiego MSZ, któremu podlegają także sprawy imigracji. Ma już dość obecnej tzw. wielkiej koalicji z socjaldemokratami z SPÖ i doprowadził do przedterminowych wyborów parlamentarnych, które odbędą się w październiku tego roku.

Oczywiście wie doskonale, jak wyglądają sondaże, w których brylują populiści z FPÖ mogący liczyć na 30–35 proc. poparcia. To co najmniej 15 pkt proc. więcej niż rezultat, jaki mogłaby uzyskać chadecja z ÖVP, która z kolei wyprzedza nieco socjaldemokratów. Parcie do wyborów w takiej sytuacji wyglądać może na prezent dla wolnościowców, jak nazywa się w Austrii pogrobowców Jörga Haidera, który wszedł do rządu w 2000 roku, wywołując ostre protesty w Europie. Wygrywając wybory, Heinz-Christian Strache zostałby kanclerzem, a ugrupowaniu Kurza przypadłaby rola koalicjanta.

Sebastian Kurz ma jednak śmiały i bardzo ryzykowny plan. W październiku zamierza wygrać, dyskontując osobistą popularność po gruntownej przebudowie własnej partii.

Ma zaledwie 30 lat, ale spore doświadczenie polityczne. Popiera go dzisiaj 70 proc. Austriaków. Osiem lat temu zaczął kierować młodzieżową organizacją ÖVP. Rzucił wtedy studia prawnicze. Dwa lata później został sekretarzem ds. integracji, a więc swego rodzaju ministrem niewchodzącym w skład rządu. Po kolejnych dwóch latach objął stanowisko szefa dyplomacji, będąc najmłodszym ministrem spraw zagranicznych na świecie. Do tego resortu włączono wtedy sprawy imigracji.

Kurz sprzeciwia się przyjmowaniu uchodźców ekonomicznych i proponuje przyjęcie w UE polityki stosowanej w Australii, czyli bezwzględnego odsyłania do kraju pochodzenia. Ostatnio złagodził swój sprzeciw wobec pomysłu relokacji uchodźców w UE. Tymczasem austriacki parlament przyjął ostatnio ustawę o zakazie noszenia burki i nikabu w miejscach publicznych i dystrybucji Koranu oraz obowiązkowych kursach językowych dla uchodźców.

To z inicjatywy Kurza przyjęta została ustawa o zakazie finansowania meczetów i imamów z funduszy zagranicznych. Był za zamknięciem szlaku bałkańskiego i zerwaniem negocjacji akcesyjnych z Turcją w reakcji na falę represji po nieudanym puczu wojskowym.

Przejęte hasła

Właśnie zdecydowanej postawie w sprawach imigracji Kurz zawdzięcza swą popularność. Ale nie tylko. – Jest młodym politykiem rzucającym wezwanie zastałym strukturom, który mówi dobitnie to, co wielu obywateli myśli o niewydolnym systemie sprawowania władzy – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Hannes Swoboda, były szef frakcji socjalistów w Parlamencie Europejskim.

Chociaż od dawna było pewne, że wcześniej czy później Kurz obejmie przywództwo ÖVP, nie spodziewano się, że uczyni to w tak brutalny sposób. Zgodę na przywództwo uzależnił od uzyskania od władz partii pisemnych gwarancji dających mu prawo jednoosobowego podejmowania najważniejszych decyzji, jak np. w sprawie koalicji czy ustalania list wyborczych. Co więcej, ÖVP zmieni nazwę i w wyborach wystartuje jako Lista Sebastiana Kurza – Nowa Partia Ludowa.

Nie brak w mediach opinii plasujących Kurza pomiędzy Viktorem Orbanem a Recepem Tayyipem Erdoganem. Jest też porównywany do Emmanuela Macrona, gdyż startuje z dalekiej pozycji, ale ma szanse na sukces. – Mimo naszej przewagi sondażowej nie można wykluczyć zwycięstwa partii Kurza. Wiele pomysłów, jak chociażby hasło „Najpierw Austria", przejął od naszego ugrupowania – mówi „Rz" Jorg Schimanek, szef komórki FPÖ w robotniczej dzielnicy Wiednia, Floridsdorf.

„Pomysł przedterminowych wyborów jest ryzykowny i jeżeli nie zakończy się sukcesem, Sebastian Kurz może pożegnać się z karierą polityczną i wrócić na studia" – pisał niedawno „Der Standard". Innego zdania jest Hannes Swoboda, który udowadnia, że idea ucieczki do przodu zwiększa szanse partii establishmentu kosztem prawicowych populistów, którzy mogliby do przyszłego roku jedynie zwiększyć swój stan posiadania.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: p.jendroszczyk@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA