Polityka

Schetyna: Europejskie dziedzictwo Konstytucji 3 maja

Cechą zachodniej cywilizacji są rządy prawa, liberalna demokracja, niezależny od władzy wykonawczej Sejm, a także poszanowanie praw obywatelskich.
Rzeczpospolita/ Jerzy Dudek
Niszczenie rządów prawa wpisuje się w zagraniczne cele polityki Kremla.

Dla mojego pokolenia święto Konstytucji 3 maja nierozerwalnie łączyło się z walką o wolność w PRL i było symbolem europejskiego wyboru, którego dokonał Sejm Czteroletni. Wyboru, który chciałem, aby moje pokolenie powtórzyło. Tyle, że na trwale.

Wydawało nam się, że dokonaliśmy tego wchodząc do NATO i Unii Europejskiej. Częściowo mieliśmy rację, gdyż nasi partnerzy i sojusznicy przyjęli nas jak swoich. Okazało się jednak, że europejski wybór Polski, wbrew opinii ponad 80 proc. rodaków, kwestionowany jest przez praktykę polityczną obecnej większości rządzącej. Na nowo zatem musimy potwierdzić cywilizacyjne miejsce Polski na Zachodzie.

Rzeczpospolita dwóch cywilizacji

Polska od co najmniej XVI wieku była państwem granicznym. To wtedy wzdłuż Łaby utrwalił się podział Europy na rozwinięty cywilizacyjnie Zachód i zostający daleko w tyle Wschód. Na Zachodzie występował system handlowego kapitalizmu, z produkcją rolną opartą na rencie pieniężnej, prowadzącą do znacznego złagodzenia stosunków feudalnych. Na Wschodzie rozwijano gospodarkę folwarczno-pańszczyźnianą, przy równoczesnym upadku mieszczaństwa i miast. Ta oś podziału przetrwała, oczywiście w różnych formach, do upadku komunizmu. Obejmowała ona także różnice systemów politycznych i wartości życia społecznego.

Na Zachodzie koncepcje rządów prawa, trójpodziału władzy, demokracji, praw obywatelskich, racjonalizmu, tolerancji i wolności wzrosły na gruncie historii i filozofii starożytnej Grecji i Rzymu oraz odrodzeniowego humanizmu i oświeceniowego racjonalizmu. Z drugiej strony była Rosja wzmacniająca samodzierżawie i prowadząca imperialistyczne podboje.

Rzeczpospolita przyjęła cechy obu tych cywilizacji. Od XVI do XVIII wieku usiłowała czerpać korzyści ze wschodniego modelu społeczno-ekonomicznego, kultywując zarazem zachodnie wartości monarchii stanowej i broniąc się przed podbojami wschodniego sąsiada. Już w XVII wieku było to trudne. W XVIII wieku okazało się niemożliwe.

Polska szlachta nasyciła państwo zachodnim duchem wolności, które niestety uległo wynaturzeniu w liberum veto. Zmiany ustrojowe doprowadziły do oligarchizacji osłabienia władzy centralnej. W efekcie powstała przestrzeń do rozgrywania polityki wewnętrznej przez mocarstwa zewnętrzne, głównie Rosję.

Stosunki międzynarodowe nie znoszą próżni. Agresywne mocarstwa zawsze szukają luk w systemach wewnętrznych innych państw, aby je wypełnić swoimi wpływami. Ofiarą tego na początku XVIII wieku padła Polska. Każdemu modelowi społeczno-ekonomicznemu odpowiada właściwa struktura polityczna. Problemem Polski było utrzymywanie ustroju odwołującego się do zachodniego systemu wartości przy równoczesnym wschodnim systemie społeczno-ekonomicznym. Na dłuższą metę było to nie do utrzymania. Rzeczpospolita musiała albo zrezygnować z wolności politycznych i poddać się rządom despotycznym, aby utrzymać system folwarczno-pańszczyźniany, albo z niego zrezygnować, nadając mieszczanom prawa obywatelskie, a chłopów zwalniając z poddaństwa i pańszczyzny, wchodząc tym samym na drogę rozwoju kapitalistycznego.

Epoka stanisławowska naznaczona została próbami reformy ustroju Polski. Chodziło o zwiększenie efektywności monarchii stanowej i unowocześnienie systemu społeczno – ekonomicznego na wzór Europy Zachodniej. Cele te zrealizowała Konstytucja 3 maja. Stworzyła ona fundament pod ostrożną, modernizacyjną rewolucję. Powstała w ten sposób monarchia konstytucyjna, z monteskiuszowskim trójpodziałem władz. Mimo uznania religii katolickiej za panującą, konstytucja deklarowała wolność wyznania. Nadała prawa polityczne mieszczanom oraz wzięła chłopów pod ochronę państwa. W efekcie, tworzyła podstawy nowoczesnego państwa, likwidując oligarchię magnacką oraz otwierając miasta i gospodarkę na kapitalistyczną modernizację.

Niestety, prozachodnie tendencje modernizacyjne szły w parze z próbą zatrzymania reform ze strony grupy magnatów i szlachty. Zawiązana pod patronatem Katarzyny II konfederacja targowicka zakładała utrzymanie przywilejów politycznych i ekonomiczno-społecznych sygnatariuszy, w zamian za stałe zawrócenie kraju w stronę cywilizacji tworzonej przez Rosję. Sojusz imperializmu rosyjskiego ze sprzeciwem wobec modernizacji doprowadziły do upadku nowego ustroju, a konsekwencji Rzeczypospolitej.

Konsekwencje rosyjskich wpływów

Historia Polski to dzieje przesuwania się granic cywilizacji zachodniej i rosyjskiej. Polska, mając silną identyfikację kulturową zachodnią, bywała włączana siłą do cywilizacji wschodniej. Muszę to podkreślić raz jeszcze. Zabór rosyjski, a później PRL nie były zwykłą okupacją czy państwowością przy braku suwerenności. Wpływy rosyjskie zawsze oznaczały wprowadzenie u nas wartości i instytucji sprzecznych z naszą tożsamością. Okres I Rzeczypospolitej uzmysłowił nam jednak, że rządzący mogą chcieć utrzymać pewne cechy cywilizacji wschodniej, przy ustroju politycznym zbudowanym na wartościach zachodnich. Upadek Konstytucji 3 maja i rozbiory pokazały, że w warunkach XVIII wiecznej Europy nie było to możliwe. Rządzący dziś Polską chcą powtórzyć doświadczenie zacofanej XVII/XVIII wiecznej szlachty. Chcą w ramach zachodnich struktur politycznych wprowadzić w Polsce cechy systemu wschodniego. Jego istotą jest zniszczenie rządów prawa i uzależnienie wszystkich instytucji państwa od oligarchii partyjnej. Jakie to może dziś przynieść konsekwencje?

Zachód i Rosja w dalszym ciągu tworzą odrębne cywilizacje. Cechą zachodniej są rządy prawa, liberalna demokracja i prawa obywatelskie. Cechą cywilizacji wschodniej, rosyjskiej jest system autokratyczno-korupcyjny. Kreml stworzył pionowy system zarządzania Rosją, który ułatwia jego korupcyjną eksploatację. Umożliwia to pobieranie swoistej renty korupcyjnej od transakcji z państwem, której beneficjentami są uczestniczący w procesie podejmowania decyzji, finalnie włączając w to samego prezydenta i jego otoczenie. Mówiąc inaczej, eksploatacja wsi została zastąpiona eksploatacją państwa. Oczywiście korupcja istnieje także na Zachodzie, ale tam cały system prawny nastawiony jest na jej niszczenie. Inaczej jest w Rosji. Tam wyznacza logikę stosunków społecznych.

Przy zetknięciu obu struktur cywilizacyjnych powstaje napięcie, przy czym stroną agresywną jest Rosja. Aby korzystać z brudnych, korupcyjnych pieniędzy, oligarchia kremlowska potrzebuje dostępu do świata zachodniego i możliwości inwestowania w nieruchomości Florydy, Kalifornii i Manhattanu, a także Baden-Baden, Nicei i Londynu. Z drugiej strony, ze względu na ograniczone zasoby własne, Kremlowi zależy na rozszerzeniu korupcyjnych standardów na kraje Zachodu. Jest to warunkiem znacznego zwiększenia zysków. To jest główny cel polityki Kremla. On nie musi zakładać terytorialnych podbojów. W dzisiejszych warunkach pozyskanie bogactwa innych krajów nie wymaga już okupacji. Wystarczy zastąpić instytucje oparte na rządach prawa instytucjami skorumpowanymi. O to toczy się gra oligarchii rosyjskiej.

Kreml zaczął od przekupywania biznesu zachodniego koncesjami na inwestycje w Rosji w zamian za uznawanie jej interesów politycznych przez państwa, z których pochodzi kapitał. Z czasem uruchomił znacznie bardziej subtelne instrumenty. Rosyjska ingerencja z w proces wyborczy w Stanach Zjednoczonych oraz w referendum dotyczące Brexitu, za pomocą kampanii prowadzonych w sieciach społecznościowych, miała na celu podważenie legitymacji decyzji podejmowanych przez wyborców. Istotą demokracji jest suwerenny proces wyborczy i referendalny. Jeśli na ten proces zaczyna wpływać inne państwo z zewnątrz, demokracja traci swój fundament. Obywatele zaś tracą poczucie pewności, jakie daje wiara w demokratyczne instytucje. To tworzy pole działania dla populistów, którzy pragną narzucania swoich zasad. Chcą zastąpić zaufanie społeczne, posłuszeństwem wobec swoich rządów, a tolerancję wyprzeć przez akceptację dla swojej ideologii. I nic dziwnego, że populistyczne partie w Europie są wspierane, także finansowo, przez Kreml. W zamian za to kwestionują żywotność liberalnej demokracji i sens integracji europejskiej. A wszystko po to, aby zachodnie rządy prawa zostały zastąpione regułami korupcyjnymi panującymi w Rosji. To gra o wielką stawkę.

Autorytaryzm i korupcja

Myli się ten, kto uważa, że Polska jest na marginesie tych działań. Jest w ich centrum. Bo Polska jest kluczem do Europy Środkowej i głównym państwem flanki wschodniej NATO. Wystarczy spojrzeć na mapę, aby zrozumieć, że od naszej spójności z instytucjami i wartościami zachodnimi zależy zdolność wsparcia, jakie nasza wspólnota może udzielić zaatakowanej przez Rosję Ukrainie. Osłabianie instytucji rządów prawa i demokracji w Polsce ułatwia Kremlowi podobne działania w całym regionie.

Regułą jest, że upadek praworządności i stopniowe wprowadzanie cech autorytarnych idzie w parze z rozszerzaniem korupcji. Doskonałym tego przykładem są Węgry, gdzie wraz z koncentracją władzy wokół premiera i likwidacją niezawisłości sądownictwa zaczął powstawać system oligarchiczny budowany na korupcji. I nie jest przypadkiem, że w ślad za tym wzrastają w Budapeszcie polityczne i biznesowe wpływy Kremla.

Polska Jarosława Kaczyńskiego jest dopiero na początku drogi, po której kroczą Węgry Viktora Orbána. Jednak cel jest już wyznaczony. Punktem wyjścia ma być zniszczenie praworządności. Umożliwiłoby ono trwałe zawłaszczenie państwa przez PiS. Już dziś partyjna nomenklatura eksploatuje jego zasoby w postaci gigantycznych zarobków w administracji i spółkach Skarbu Państwa. A kto zagwarantuje, że za jakiś czas zdemoralizowany i przekupny aparat PiS nie będzie skłonny przyjąć korupcyjnych propozycji Kremla? W ten sposób nastąpiłoby stopniowe odrywanie Polski od cywilizacji zachodniej i przenoszenie jej na rosyjski Wschód. Można powiedzieć, że w całkowicie innych warunkach historycznych polityka PiS pełni tę samą rolę, co Targowica. Niszczenie rządów prawa w Polsce wpisuje się w zagraniczne cele polityki Kremla.

To jest kontekst, przez który należy patrzeć na działania Komisji Europejskiej podejmującej problem braku praworządności w Polsce. Obrona instytucji rządów prawa jest ważna nie tylko dla utrzymania spójności Unii Europejskiej. Dziś jest czymś znacznie więcej. Jest frontem walki o utrzymanie suwerenności Unii Europejskiej, także Polski wobec putinowskiej Rosji.

Wybory w obronie praworządności

Autorom Konstytucji 3 maja nie udało się na stałe zakotwiczyć Polski na Zachodzie. Ich koniunktura międzynarodowa trwała krótko. My mamy nieporównanie większe szanse. Jesteśmy wciąż w środku instytucji zachodnich, chronieni od otwartej agresji rosyjskiej. Wszystko zależy od naszej mobilizacji. Przed nami wybory. Musimy w nich obronić nasz system polityczny i przywrócić praworządność. Inaczej znów zaczniemy dryfować na Wschód.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL