fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Petru podgryza PO

Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru są na siebie skazani – uważa politolog
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Posłanka Platformy ma przejść do Nowoczesnej. To nie koniec transferów.

Relacje pomiędzy Nowoczesną a Platformą Obywatelską stają się coraz bardziej napięte.

– W opozycji nie ma koalicji – bagatelizuje relacje pomiędzy ugrupowaniami posłanka Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer.

Potwierdzają to ostatnie wydarzenia, gdy partia Petru przejmuje działaczy PO. Lubnauer zaznacza, że jest kluczowe, aby opozycja mówiła jednym głosem w kwestiach ważnych dla Polski, jak łamanie demokracji, ale partie dzielą różnice programowe i cele polityczne. – Jest konkurencja, ale nie wrogość – zapewnia.

Platforma topnieje

W poniedziałek Ryszard Petru, szef Nowoczesnej, ograł lidera PO Grzegorza Schetynę, gdy na wspólnej konferencji z prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem poinformował, że do Nowoczesnej przeszło sześciu radnych z PO.

W efekcie w radzie miejskiej powstał nowy klub sygnowany literą „N".

Radości z takiego obrotu spraw nie krył przewodniczący Nowoczesnej, który zdobył swój cenny polityczny łup. – Bardzo się cieszę z tej koalicji nie tylko dlatego, że Wrocław potrzebuje stabilności na najbliższe lata, ale również dlatego, że jest to miasto, w którym się urodziłem i wychowałem. To dla mnie osobisty i ważny moment – mówił Petru.

– Niepotrzebnie Petru zdecydował się na taki ruch, bo to tworzy zgrzyt – oburzał się w Wirtualnej Polsce poseł PO Marcin Kierwiński.

Petru pytany przez dziennikarzy o kolejne transfery do N odparł krótko „nie wiem".

Jednak o tym, że wkrótce partię Petru zasili nowa osoba, poinformował w środę w programie #RZECZoPOLITYCE poseł Jerzy Meysztowicz z Nowoczesnej, nie zdradzał jednak, kogo ma na myśli.

Jak ujawniliśmy we środę w internetowym wydaniu „Rzeczpospolitej", nową posłanką Nowoczesnej zostanie dotychczasowa działaczka PO Lidia Gądek, która do Sejmu weszła z listy PO w Krakowie.

Wrocławski problem

Przejęcie przez Petru Wrocławia, nazywanego matecznikiem Schetyny, musiało być ciosem dla tego drugiego.

Jeszcze kilka miesięcy temu lider PO mówił, że wysokie notowania Nowoczesnej są efektem słabości jego partii, co miało się zmienić.

Według doniesień mogą nadejść kolejne ciosy, bo „skazywanym" na zmianę partii jest wrocławski poseł PO Michał Jaros.

Według „Gazety Wyborczej" po poniedziałkowym odbiciu rady miejskiej przez Nowoczesną doszło pod Wrocławiem do spotkania kilkudziesięciu działaczy PO z Dolnego Śląska, którzy zgłaszają chęć dołączenia do Nowoczesnej.

Wydarzeń, które wystawiają na próbę relacje Schetyny z Petru, jest coraz więcej.

Kłopot Schetyny

Kością niezgody okazał się jeden z niedawno publikowanych sondaży. Drugie miejsce za PiS zajęła w nim Nowoczesna z 20,4-proc. poparciem, a PO uplasowała się na czwartym miejscu za ruchem Kukiz'15 z wynikiem 12,8 proc.

Ciekawiej kształtują się notowania ugrupowań, gdy obok partyjnego szyldu pojawia się nazwisko lidera.

W przypadku PO zadano pytanie z podwójną opcją odpowiedzi, gdy liderem może być szef Rady Europejskiej Donald Tusk lub Schetyna. W przypadku pierwszego pytania wyborcy deklarowali 11,2-proc. poparcie dla PO, z kolei gdy wymienia się obecnego lidera, tylko 4,5-proc.

Poseł PO Marcin Kierwiński tłumaczył, że podwójna odpowiedź rozprasza głosy.

Przy tym nie mówił wprost, ale sugerował, że badanie zostało przeprowadzone przy współudziale partii opozycyjnej z bardzo dobrym wynikiem w tym sondażu.

Dotychczas współpraca Schetyny i Petru przebiegała bez zarzutu. Wspólnie uczestniczyli w protestach Komitetu Obrony Demokracji przeciwko rządom PiS i interweniowali u europejskich polityków.

Słodko-gorzki związek

Jeden z polityków PO przekonuje, że relacje liderów są „poprawne, ale dla obu trudne". – Współpraca wynika z pragmatyzmu – mówi nam poseł PO, który prosi o anonimowość.

– Obie partie żyją w słodko-gorzkim związku, bo wiedzą, że są na siebie skazane – mówi prof. Rafał Chwedoruk. Politolog uważa, że bez KOD i protestując indywidualnie, obie formacje nie miałyby takiej siły przebicia, jaką mają wspólnie.

Dodatkowo byłoby im ciężko wyciągać na ulice tłumy, zważywszy na podobne i niezwyczajne do takich praktyk elektoraty. – Walczą o przetrwanie i zatrzymanie wyborców – uważa prof. Chwedoruk.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA