fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Ukraina: Znaleźć kota w worku

Wołodymyr Zełenski gra w ping-ponga w nocy po pierwszej turze wyborów. Piłka ciągle jest po jego stronie
AFP
Trzy dni przed drugą turą wyborów Ukraińcy nie wiedzą, kim prawdopodobny zwycięzca obsadzi najważniejsze stanowiska w państwie.

Najnowsze sondaże wskazują, że wynik niedzielnych wyborów prezydenckich jest raczej przesądzony. Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii (KMIS) podaje, że starający się o reelekcję prezydent Petro Poroszenko może liczyć na poparcie 25,4 proc. Ukraińców, spośród tych którzy deklarują udział w wyborach. Tymczasem na aktora kabaretowego Wołodymyra Zełenskiego chce głosować aż 72,2 proc. respondentów. Wszystko wskazuje więc na to, że to wyrok dla obecnego prezydenta. Ostatnią szansę, by przekonać Ukraińców, będzie miał 19 kwietnia podczas debaty z Zełenskim na Stadionie Olimpijskim w Kijowie.

Nikt nic nie wie

Prezydent Ukrainy jest tak naprawdę najważniejszą osobą w kraju. To jego ludzie staną na czele resortów obrony i spraw zagranicznych, Prokuratury Generalnej, Służby Bezpieczeństwa (SBU), Narodowego Banku Ukrainy. Kandydatury co prawda musiałaby zaakceptować Werchowna Rada. Gdyby jednak tego nie zrobiła, Ukraina znalazłaby się w głębokim kryzysie politycznym przynajmniej do październikowych wyborów parlamentarnych. Rada blokowałaby inicjatywy prezydenta, a ten z kolei wetowałby decyzje deputowanych, a nawet rządu. Uchylić prezydenckie weto mogłoby 300 z 450 parlamentarzystów, a to w obecnej sytuacji jest mało prawdopodobne. Od lat ukraiński parlament przeżywa kryzys z powodu nieobecnych na sali deputowanych i w najlepszym przypadku udaje się zebrać niezbędną do głosowania większość (225).

Problem polega jednak na tym, że po raz pierwszy w historii niepodległej Ukrainy nikt nie wie, kim prawdopodobny przyszły przywódca kraju chce obsadzić te stanowiska. Zełenski jeszcze przed 31 marca obiecał pokazać tych ludzi przed drugą turą. Teraz do ciszy wyborczej pozostaje mu nieco ponad doba.

– Dla wszystkich to jest wielka tajemnica. To bardzo zła, nieprzewidywalna i niebezpieczna sytuacja, nawet dla kraju stabilnego i dobrze rozwijającego się. W naszej sytuacji, gdzie brak stabilności, wzrostu gospodarczego i trwa wojna, jest to nawet śmiertelnie niebezpieczna sytuacja – mówi „Rzeczpospolitej" Wiktor Zamiatin, politolog z kijowskiego Centrum im. Razumkowa.

– Kupujemy worek, w którym prawdopodobnie nie ma kota. Coś tam jest, ale nie wiemy co. Dlaczego on ma tak duże poparcie? Społeczeństwo jest bardzo zmęczone sytuacją, w którym się znajduje od pięciu lat. Nie bez powodu też ma pretensje do prezydenta i rządu. Rządzący z kolei przez pięć lat nie potrafili nawiązać z ludźmi odpowiedniej komunikacji i nie wytłumaczyli, co i dlaczego dzieje się w kraju – dodaje.

Kto za tym stoi?

Tuż po pierwszej turze wyborów prezydenckich transmitowany na żywo Poroszenko oświadczył, że „będzie miał do czynienia z marionetką Kołomojskiego". Chodzi o skłóconego z nim i mieszkającego obecnie w Izraelu miliardera Igora Kołomojskiego. Oligarcha jest właścicielem stacji telewizyjnej 1+1, która od kilku lat pokazuje kabaret Zełenskiego. Komik osobiście zapewnia, że ma z nim wyłącznie relacje biznesowe. Wielu ukraińskich analityków i dziennikarzy twierdzi, że Kołomojski ma wpływ co najmniej na część ludzi z ekipy faworyta ukraińskich wyborów.

– Prawdopodobnie nie dowiemy się przed drugą turą wyborów, kim Zełenski zamierza obsadzić najważniejsze stanowiska w państwie. Wokół Zełenskiego skupia się kilka wpływowych grup.

Oprócz ludzi Kołomojskiego są tam ludzie związani z Georgem Sorosem, Firtaszem (ukraiński oligarcha, który uciekł do Austrii – red.) i Wiktorem Pinczukiem (miliarder i zięć byłego prezydenta Leonida Kuczmy – red.) – mówi „Rzeczpospolitej" Konstanty Bondarenko, znany ukraiński politolog, wcześniej związany z Blokiem Opozycyjnym. – Każda z tych grup zaproponowała swoje kandydatury, zaczynając od szefa jego administracji i kończąc ministrem obrony. Nikt w Kijowie dzisiaj nie jest w stanie powiedzieć, kim są ci ludzie, krążą dziesiątki nazwisk, ale nie ma żadnych konkretów. Wiele wskazuje na to, że Ukraińcom brak tych nazwisk nie przeszkadza – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA