fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

PiS zdeterminowane w sprawie wyborów prezydenckich

Jarosław Gowin podał się do dymisji, ale Porozumienie w rządzie zostaje
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Długie targi o termin wyborów prezydenckich. PiS mocno zdeterminowane.

Chaotyczny sejmowy dzień zaczął się od dymisji wicepremiera i ministra nauki Jarosława Gowina. Jak sam przyznał, nie przekonał PiS do kluczowej poprawki w projekcie powszechnego głosowania korespondencyjnego wprowadzającego trzymiesięczne vacatio legis.

– Taka ustawa jest potrzebna, bo przez najbliższe dwa lata inne głosowanie niż korespondencyjne nie będzie możliwe. Równocześnie uważam, że wybory powinny być przesunięte, że termin 10 maja nie wchodzi w grę – przyznał, tłumacząc powody swojej dymisji.

Gowin poinformował jednocześnie, że będzie rekomendował Jadwigę Emilewicz na stanowisko wicepremiera. – To przegrupowanie – mówią politycy Porozumienia.

Nie ma jednak wątpliwości, że ostatnie kilkanaście godzin oznaczają największą zmianę w koalicji rządowej od czasu jej zawiązania i przejęcia władzy przez Zjednoczoną Prawicę w 2015 roku.

Różne scenariusze

Nadal jednak nie jest pewny termin wyborów prezydenckich, bo dymisja Gowina nie kończy tej sprawy. PiS w Sejmie forsuje głosowanie korespondencyjne dla każdego Polaka.

W nowym projekcie nowelizacji kodeksu wyborczego znalazł się zapis, który umożliwia marszałek Elżbiecie Witek przesunięcie terminu wyborów prezydenckich, jeśli w Polsce obowiązuje stan epidemii. To przesunięcie może odbyć się tylko w terminach zakreślonych konstytucją. W ten sposób wybory mogłyby odbyć się 17 maja.

– Tak PiS chce kupić trochę czasu na przygotowanie głosowania pocztą – mówi nasz rozmówca z opozycji. Bo w pierwotnym kalendarzu Sejm (po 30-dniowej „zamrażarce" w Senacie) przyjąłby zmianę kodeksu wyborczego zaledwie na kilka dni przed terminem wyborów 10 maja.

W połowie kwietnia swoją rekomendację ma przedstawić minister Łukasz Szumowski. Jego negatywna ocena tego, czy wybory mogą odbyć się bezpiecznie – nawet korespondencyjnie – to jeden ze scenariuszy dotyczących wyborów.

Drugim scenariuszem jest zmiana konstytucji. Jarosław Gowin zadeklarował w poniedziałek, że będzie nadal pracował nad tym, by przekonać opozycję do poparcia jego poprawki do ustawy zasadniczej, która zakłada przedłużenie kadencji prezydenta Andrzeja Dudy do 2022 roku. Aby zdążyć przed majowym terminem wyborów, potrzebna jest jeszcze zmiana regulaminu Sejmu, by nie było konieczności 14-dniowej przerwy między pierwszym a drugim czytaniem nowelizacji ustawy zasadniczej.

– Dzięki temu cały kalendarz się spina. Zmiana konstytucji może być przyjęta przez Sejm 6 maja, przez Senat 7 maja, podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę 8 maja. W ten sposób przed wyborami 10 maja możemy przesunąć je o dwa lata – powiedział Gowin w poniedziałek.

Do tego wszystkiego potrzebne jest jednak poparcie opozycji.

Stan niepewności

W poniedziałek PiS przegrało głosowanie nad wprowadzeniem do porządku obrad „pierwszego" projektu powszechnego głosowania korespondencyjnego. Jarosław Gowin, Iwona Michałek i Magdalena Sroka z Porozumienia wstrzymali się od głosu, przeciwko projektowi był Wojciech Maksymowicz i Micha Wypij. Nie głosował jeden poseł PiS, a jeden – Grzegorz Puda – był przeciw. Obydwaj tłumaczyli później sytuację błędami technicznymi. Ale to pokazuje, jak niepewna stała się teraz większość Zjednoczonej Prawicy, mimo że pozostali posłowie Porozumienia poparli pierwotny projekt.

Opozycja zwiera szeregi

Kolejne głosowania będą równie istotne, zwłaszcza to, w którym Sejm będzie miał odrzucić wniosek Senatu.

Opozycja koncentruje się na pokazywaniu sytuacji gospodarczej. W poniedziałek mówili o niej liderzy opozycji w kontrze do informacji rządu o epidemii koronawirusa. Polityków opozycji bardzo zmotywowało wygrane, techniczne głosowanie.

– Wierzę, że ta mała bitwa, wygrana dzisiaj, to początek wygranej wojny – powiedział tuż po nim lider Platformy Obywatelskiej Borys Budka. Jak zaznaczył, w sprawach fundamentalnych opozycja jest zawsze razem.

– Każdego dnia przychodzimy do Sejmu z propozycjami, a wy zamiast rozmawiać o tych propozycjach, chcecie zmieniać kodeks wyborczy – podkreślał wcześniej z trybuny sejmowej Budka.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA