fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Chiny mają strategię do 2035 roku. Plany na życie za Wielkim Murem

Uczestnicy zjazdu w Pekinie przekonywali, że świat po pandemii będzie podnosić chińska gospodarka
AFP
Podwoić gospodarkę, rozbudować armię i być gotowym do wojny. Państwo Środka ma strategię do 2035 roku.

„System kapitalistyczny napędzany chciwością pogrążył już dziesiątki milionów ludzi z Zachodu – i być może setki milionów mieszkańców południa globu – w ekonomicznych tarapatach" – napisał w czwartek chiński rządowy dziennik „Global Times". Podsumował w ten sposób zakończenie dorocznej sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (czyli formalnie parlamentu ChRL) oraz sesji Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej, która jest głównym organem doradczym partii komunistycznej. W Pekinie szczycą się 2,3-procentowym wzrostem gospodarczym w roku pandemii (2020) w czasach, gdy gospodarki USA czy państw UE przeżywają recesję.

Podwoić gospodarkę

Tradycyjny pięcioletni plan rządu (14. z rzędu) na lata 2021–2025 mówi m.in. o walce z bezrobociem, przyśpieszeniu urbanizacji, rozwoju gospodarki opartej na wysokich technologiach, ale też rozwoju gospodarki wiejskiej. Chiny deklarują, że będą ograniczać emisję dwutlenku węgla do atmosfery. I nic w tym dziwnego, bo w dniu zamknięcia dorocznej sesji stan powietrza w mieście był tak kiepski, że mieszkańcom zalecano pozostanie w domach. Dopingować wzrost gospodarczy mają zapowiedziane przez rząd ulgi podatkowe, niemal dwukrotnie mają się zmniejszyć podatki dla małych firm.

– Chiny chcą bardziej skupić się na budowie własnego potencjału, samowystarczalności. Zwłaszcza w obliczu kryzysu w gospodarce światowej i polityki USA wobec Chin za czasów Donalda Trumpa, której Joe Biden raczej nie zmieni. Rozbudowują więc własny potencjał chociażby w dziedzinie 5G czy elektromobilności, a zmniejszają zależność od dostaw technologii zagranicznych – mówi „Rzeczpospolitej" Marcin Przychodniak, analityk ds. Chin z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM).

O wiele ambitniejszy jest drugi plan rozwoju gospodarczego, sięgający 2035 roku. Władze chcą, by do tego czasu gospodarka się podwoiła. A to oznacza, że rocznie przez najbliższe 15 lat średni wzrost gospodarczy nie może być mniejszy niż 4,7 proc. PKB.

– Wszystko będzie zależało od tego, jak świat sobie poradzi z kryzysem gospodarczym i jak długo będzie trwała pandemia. Ważne jest też to, jak bardzo państwa zachodnie będą w stanie się zadłużać, by wspierać konsumpcję, która z kolei napędza eksport z Chin – mówi „Rzeczpospolitej" sinolog Michał Bogusz z Ośrodka Studiów Wschodnich i redaktor portalu zawielkimmurem.net.

Ujarzmić Hongkong

Już drugi rok z rzędu sesja Zgromadzenia rozstrzyga los Hongkongu. Najpierw wprowadzono tam przepisy przeciwko „separatyzmowi, terroryzmowi, wpływom zagranicznym oraz działalności wywrotowej", wsadzono do więzienia przeciwników partii, a teraz zmienia się prawo wyborcze. Delegaci zjazdu, podobnie jak rok temu, twierdzą, że reforma ma wzmocnić zasadę „jedno państwo, dwa systemy" i sprawić, że regionem „będą zarządzać patrioci". Wiele wskazuje na to, że w ten sposób Pekin reaguje na ubiegłoroczne prawybory, które pokazały popularność opozycji w byłej brytyjskiej kolonii.

– To oznacza koniec nawet pozorów demokracji w Hongkongu, ostateczne ujarzmienie regionu. Pojawia się nowe ciało, coś w rodzaju komisji wyborczej, która będzie decydowała o tym, kto będzie mógł kandydować w wyborach. W zasadzie bez zgody władz w Pekinie nikt już nie wystartuje, tylko ludzie powiązani i uzależnieni, także finansowo, od partii komunistycznej – tłumaczy Bogusz.

Pułapka Tukidydesa

Liderzy powstałej w ubiegłym roku grupy Quad (Quadrilateral Security Dialogue), czyli Australii, Indii, Japonii i Stanów Zjednoczonych, po raz pierwszy spotkają się (zdalnie) w piątek. Tematem rozmów ma być głównie wzrastająca potęga Chin w regionie. Jednocześnie szef amerykańskiej dyplomacji Antony Blinken w przyszłym tygodniu uda się najpierw do Tokio i Seulu, a tuż po tym spotka się na Alasce ze swoim chińskim odpowiednikiem i kilkoma przedstawicielami rządu w Pekinie.

– Nie spodziewam się poprawy stosunków między Pekinem a Waszyngtonem. Kierunek na rywalizację z obydwu stron jest wyznaczony. Mogą się zmienić akcenty czy język, ale rywalizacja ma charakter strukturalny i to się nie zmieni – mówi Bogusz.

Wiele wskazuje na to, że w poprawę stosunków niespecjalnie wierzy też Pekin. W trakcie tygodniowej sesji Zgromadzenia chińscy generałowie z otoczenia Xi Jinpinga, mówiąc o potrzebie rozbudowy armii, użyli określenia tzw. pułapki Tukidydesa, sugerując możliwość konfliktu pomiędzy mocarstwem dominującym (USA) a wschodzącym (Chiny). Stąd zwiększenie nakładów na armię, na którą rząd już teraz przeznacza ponad 200 mld dolarów rocznie. Szacuje się jednak, że Pekin znacząco zaniża te liczby.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA