fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Niemcy: Strach przed AfD nie maleje

Trzy dekady od upadku muru berlińskiego skutków podziału Niemiec nie udało się usunąć mimo pomocy sięgającej dwóch bilionów euro
AFP
Mnożą się ostrzeżenia, że sukcesy Alternatywy dla Niemiec zagrażają rozwojowi gospodarki na wschodzie Niemiec.

Do powakacyjnych wyborów do trzech landtagów na wschodzie Niemiec jeszcze sporo czasu, ale prawdziwa panika ogarnęła już wiele środowisk obawiających się doskonałych wyników Alternatywy dla Niemiec (AfD). W końcu obszar byłej NRD to jej matecznik. Tam też działa aktywnie Pegida, czyli Patriotyczni Europejczycy przeciwko Islamizacji Zachodu, będąca faktycznie zapleczem AfD.

Z kolei Saksonia, w której wybory odbędą się 1 września, była do niedawna wdzięcznym polem działania neonazistowskiej NPD. Tego samego dnia co w Saksonii wybrany zostanie landtag w Brandenburgii i nieco później w Turyngii.

Ból głowy

AfD ma więc uzasadnioną nadzieję na poważne sukcesy wyborcze, a taka perspektywa przyprawia o ból głowy już nie tylko niemiecką elitę polityczną, ale coraz częściej gospodarczą.

Hiltrud Werner, członkini zarządu Volkswagena, ostrzegła na łamach „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung", że AfD staje się problemem dla działających na wschodzie Niemiec przedsiębiorstw. Obserwuje z bliska, że ideologia AfD dociera w coraz większym stopniu do świadomości mieszkańców wschodu Niemiec, których motywacją wyborczą będzie dążenie do odsunięcia od władzy tradycyjnych partii. A to grozi brakiem stabilizacji politycznej i zagraża klimatowi gospodarczemu.

Członkini zarządu VW winą za frustrację mieszkańców wschodu obarcza elity polityczne, które nie mają tym ludziom wiele do zaoferowania, przyczyniając się do wzrostu popularności AfD.

W podobnym duchu wypowiada się Michael Hüther, szef Instytutu Niemieckiej Gospodarki (IW), obawiając się „zmiany kultury politycznej". Do tych ostrzeżeń przyłącza się Gustav Horn, szef renomowanego Instytutu Makroekonomii i Badań nad Koniunkturą (IMK), uznając nierówności ekonomiczne za jedną z przyczyn spodziewanego sukcesu AfD.

Problemy byłej NRD

– Jest tak, że do dobrego tonu w Niemczech należy opinia, iż im silniejsza AfD, tym gorzej dla Niemiec – tłumaczy „Rzeczpospolitej" prof. Werner Patzelt politolog z uniwersytetu technicznego w Dreźnie. Jest jednak zdania, że wyniki AfD we wschodnich landach rzędu 20–25 proc. doprowadzić mogą do tworzenia wątpliwej trwałości koalicji rządowych w landach, wyłącznie po to, aby zablokować AfD.

Partia ta jest nadal przedmiotem ostracyzmu ze strony wszystkich ugrupowań politycznego establishementu.

Z drugiej strony sytuacja gospodarcza na wschodzie Niemiec nadal sprzyja popularności AfD. Z przedstawionej w poniedziałek przez Leibniz-Institut für Wirtschaftsforschung Halle (IWH) ekspertyzy podsumowującej stan gospodarki wschodnich landów w 30 lat po upadku muru berlińskiego wynika, że wschód i zachód Niemiec nadal dzieli przepaść.

Na wschodzie mniejsza jest produktywność, mniejszy wzrost gospodarczy, jedynie 36 z 500 największych niemieckich firm ma siedziby na wschodzie, a działającym tam przedsiębiorstwom daje się we znaki brak rąk do pracy. Co ciekawe, mimo liczonych w setkach miliardów euro dotacji rządowych, gospodarka landów wschodnich rosła od 2000 roku wolniej niż polska.

Rezultaty są widoczne w poziomie płac. Na zachodzie sięgają średnio 3330 euro miesięcznie, na wschodzie 2600 euro . Ale w graniczącym z Polską Görlitz średnia płaca to 2183 euro, a w bawarskim Ingolstadt 4600 euro. Różnic tych nie niwelują niższe o ok. 15 proc. koszty utrzymania na wschodzie. Nie tylko te różnice, ale i wyższe na zachodzie emerytury czy nieco lepsza służba zdrowia wywołują frustrację, co zaowocowało w ostatnich wyborach do Bundestagu 22,5-proc. poparciem na wschodzie dla AfD. Trzy czwarte wyborców AfD oddało głosy na tę partię nie z powodów ideologicznych, lecz jako wyraz protestu przeciwko wszystkiemu, czego nie akceptują w RFN.

Radykalizm w modzie

– Pokażemy jesienią, na co nas stać – mówi Jörg Meuthen jeden z liderów AfD, zapowiadając zwycięstwa wyborcze we wszystkich trzech wschodnich landach. Z ostatnich badań wynika, że w Brandenburgii AfD liczyć może na 20 proc. głosów, czyli tyle samo co SPD i nieco więcej niż CDU. W Saksonii CDU wyprzedza AfD o cztery punkty procentowe (29 do 25 proc.), a w Turyngii znajduje się na poziomie 22 proc., a więc na równi z CDU oraz postkomunistycznym ugrupowaniem Lewica.

Do jesieni wiele się może zmienić. Także z powodu sporu w samej AfD, gdzie doszło do konfrontacji pomiędzy skrzydłem radykalnym a liderami o pragmatycznych poglądach. Przywódcą radykałów jest Björn Höcke, szef AfD w Turyngii, którego krąg zwolenników z Der Flügel (skrzydło) prezentuje otwarcie rasistowskie poglądy, domagając się przymusowej „reemigracji" uchodźców. Höcke zasłynął wcześniej z twierdzenia, że pomnik Holokaustu w Berlinie jest przejawem hańby narodowej. Cześć liderów ostrzega, że w AfD powstaje partia w partii, co grozić może rozłamem. – Radykalizacja AfD jest postępującym procesem. Jest też zapewne reakcją na ostracyzm wobec partii, jak i zainteresowanie się jej działalnością przez kontrwywiad – tłumaczy prof. Patzelt. Nie jest przy tym przekonany, czy AfD nie osiągnęła już szczytu swych możliwości i czekać ją może nie tyle rozłam, co spadek popularności. W sondażach przed wyborami do Parlamentu Europejskiego jej notowania sięgają 8 proc. Jeszcze kilka miesięcy temu były niemal dwa razy wyższe.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA