fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Adwokaci i sędziowie na celowniku Orbána

Viktor Orbán rządzi już w sumie 14 lat
AFP
Premierowi nie podobają się wyroki sądów o wypłatę odszkodowań więźniom.

Börtönbiznisz znaczy po polsku tyle, co więzienny biznes, i jest obecnie neologizmem niezwykle często używanym na Węgrzech. Rozpoczęło się od noworocznej konferencji prasowej premiera Viktora Orbána, który wezwał do nieprzestrzegania wyroków sądów przyznających odszkodowania więźniom za niehumanitarne warunki odbywania kary.

Zdaniem premiera odszkodowania dla kryminalistów ranią poczucie sprawiedliwości Węgrów i nie powinny być wypłacane. Nawet na podstawie prawomocnych wyroków sądowych.

Sprawa ma swój początek w orzeczeniu Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który pięć lat temu stwierdził, że przeludnienie węgierskich więzień, panujące w nich warunki – jak słaba wentylacja, inwazje owadów, nieludzkie traktowanie – stwarza podstawy do wypłaty odszkodowań więźniom (początkowo sześciu), których przed Trybunałem reprezentował Węgierski Komitet Helsiński. Liczba skarg urosła równie szybko jak i liczba korzystnych dla więźniów wyroków, w tym i węgierskich sądów.

– Dobrze znane grupy adwokackie wykorzystują absurdalne definicje tortur dla własnego biznesu, co kosztuje państwo wiele miliardów forintów – wyjaśnił premier Orbán swe stanowisko w przemówieniu radiowym przed kilkoma dniami. Zdaniem premiera tego rodzaju więzienny biznes nie jest do zaakceptowania dla dziesięciu milionów Węgrów płacących podatki, z których wypłacane są „nagrody" dla więźniów. Warto w tym miejscy przypomnieć, że Viktor Orbán jest doktorem prawa.

Zwolennicy premiera oraz jego ugrupowania Fidesz przyjmują takie słowa ze zrozumieniem. Także krytykę wyroków, na podstawie których skazani opuszczali mury więzienne sporo przed upływem kary. Takie praktyki mają zostać wkrótce zabronione ustawowo.

Premier i jego partia nigdy nie pokusili się o przeprowadzenie dogłębnej reformy sądownictwa, jak to ma miejsce w Polsce. Były pomysły dotyczące sądów administracyjnych i wyboru do nich sędziów z klucza politycznego, lecz wycofano się z nich w obliczu nieuchronnej konfrontacji z UE.

Po ostatnich słowach Orbána środowiska prawnicze są oburzone, tym bardziej że premier atakuje nie tylko adwokatów, lecz także sędziów, którzy wydają wyroki odszkodowawcze. Są ich już obecnie setki. Rząd zamierzał początkowo zakazać ustawowo wypłat, lecz zdecydował się niedawno na dekret nakazujący wypłaty w „możliwie najbardziej odległym terminie".

– W gruncie rzeczy Orbánowi chodzi wyłącznie o stworzenie nowego wroga. Jest pilnie potrzebny, gdyż premier jest politykiem, który realizuje się najlepiej w warunkach ostrej konfrontacji politycznej – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Peter Kreko z Political Capital, niezależnego think tanku, często krytycznego wobec rządu.

Przypomina, że kilka miesięcy temu Fidesz stracił władzę na rzecz opozycji w wyborach municypalnych, w tym w Budapeszcie. Ugrupowanie premiera liczyć może nadal na poparcie stabilnej jednej trzeciej części społeczeństwa, jednak widać zarówno w partii, jak i w społeczeństwie wyraźne oznaki zmęczenia autorytarnym systemem rządów Viktora Orbána.

Swą popularność budował on w ostatnich latach na kampanii przeciwko nielegalnej imigracji. Po kryzysie imigracyjnym na pierwszym planie pojawił się George Soros, amerykański miliarder węgierskiego pochodzenia, którego celem miałoby być zalanie Europy imigrantami.

Kolejnym wrogiem był Jean-Claude Juncker oraz Unia. Ale gdy Parlament Europejski przyjął niedawno niewiążącą rezolucję w sprawie artykułu 7. traktatu unijnego, wskazującą na pogarszający się stan praworządności w Polsce i na Węgrzech, premier Orbán uznał, że jest to wynik działania „sieci Sorosa".

Przy tym w Trybunale Sprawiedliwości UE (TSUE) toczy się nadal postępowanie dotyczące ustawowego obowiązku rejestracji organizacji otrzymujących wsparcie finansowe z zagranicy przekraczające 20 tys. euro. Rzecznik TSUE wyjaśnił już, że ustawa jest niezgodna z Kartą praw podstawowych UE. Wyrok w tej sprawie będzie zapewne dla Węgier niekorzystny.

Nie wiadomo też, jak zakończy się sprawa zawieszenia Fideszu w Europejskiej Partii Ludowej (EPP). Szef tego ugrupowania Donald Tusk otrzymał już wewnętrzny raport i decyzja na temat dalszego członkostwa Fideszu w największym sojuszu politycznym w PE zapadnie za kilka tygodni. W Budapeszcie panuje przekonanie, że Fidesz nie zostanie wyrzucony. Wiele zależeć będzie od spotkania Orbána z Tuskiem.

W konfrontacji z Unią Europejską Orbán przegrywa, co jednak nie świadczy, że nie zdobywa punktów w polityce wewnętrznej. Głównie dlatego, że węgierska opozycja nie jest w stanie skutecznie się temu przeciwstawić.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA