fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Kim najpierw gra z Chińczykami

Limuzyna z północnokoreańskim dyktatorem Kim Dzong Unem na wyłączonej z ruchu alei w Pekinie, 8 stycznia
AFP
Czwarty raz w ciągu roku przywódca komunistycznej Korei Północnej odwiedza Pekin.

„Chiny znów uprzedzają ruch prezydenta Trumpa. Za każdym razem tak się dzieje. Trump znów chce się spotkać z Kim Dzong Unem i nagle – pstryk! – spotkanie w Chinach. Pekin chce być o krok z przodu, na czele gry" – napisał na Twitterze dziennikarz amerykańskiej telewizji NBC Richard Engel na wieść o wizycie Koreańczyka w Chinach.

Przywódca komunistycznej Korei przyjechał do Pekinu niespodziewanie, kilka dni po zapowiedzi prezydenta Trumpa, że chciałby znów się z nim spotkać – może w lutym. Według nieoficjalnych informacji rządowe delegacje północnokoreańska i amerykańska już rozmawiały w Wietnamie.

Natychmiast pojawiły się sugestie, że to właśnie Wietnam będzie miejscem następnego szczytu Trump–Kim.

„Nowa droga"

Pjongjang zaczyna okazywać bowiem coraz większe zniecierpliwienie z powodu amerykańskiej polityki. Mimo zapowiedzi sankcje wobec Korei Północnej nie zostały zniesione.

– Przeceniły cierpliwość naszego ludu, próbując wymusić coś na nas, upierając się przy sankcjach i naciskach na naszą republikę mimo obietnic złożonych na oczach całego świata. Może nie pozostawią nam innego wyboru, jak tylko rozważyć nową drogę obrony naszej suwerenności i naszych interesów – powiedział o USA Kim Dzong Un w noworocznym telewizyjnym orędziu do narodu (a przynajmniej tej jego części, która ma telewizory).

Pierwsze i jedyne spotkanie Trumpa i Kima miało miejsce w czerwcu ubiegłego roku w Singapurze. Poprzedził je rok obrzucania się przez obu przywódców niezbyt wybrednymi wyzwiskami. Wszystko zaś wywołały prowadzone w 2017 roku koreańskie testy rakiet balistycznych i własnej broni atomowej. Ostatnia wystrzelona przez Pjongjang rakieta mogła podobno dolecieć do kontynentalnej części USA (wcześniejsze modele sięgały amerykańskich wysp na Pacyfiku).

„Korea czeka teraz na ruch USA w 2019 roku, a jeśli on nie nastąpi, to zakończy się przerwa w testach broni nuklearnej" – stwierdził jeden z amerykańskich komentatorów.

Jednak Amerykanie podejrzewają Koreańczyków o nieuczciwą grę. Pjongjang co prawda demonstracyjnie zdemontował część urządzeń ze swego poligonu atomowego. Ale „Korea Północna prowadzi nadal wzbogacanie uranu w dwóch miejscach poza poligonem, zwiększyła produkcję ruchomych wyrzutni pocisków balistycznych, zwiększyła też produkcję silników rakietowych na paliwo stałe – łatwiejszych do przewożenia i wystrzeliwania" – informowały zachodnie źródła wywiadowcze.

„Po spotkaniu Trump–Kim odnotowano mniejszy postęp, niż się spodziewano" – stwierdzili amerykańscy analitycy.

Wciąganie Chin

„Ten przedstawiciel pokolenia milenialsów – który wydaje rozkazy wiatrom i chmurom – przyjechał do Pekinu. To sygnał, jak skomplikowana jest sytuacja, ale też znak, że ten milenials potrafi wykorzystać okazję" – napisał w sieci społecznościowej w iście chińskim stylu jeden z redaktorów rządowej agencji Xinhua Liu Hong.

Okazją dla Kima jest narastający spór handlowy Pekinu i Waszyngtonu, który Pekin zaczyna przegrywać. „(Koreański przywódca) chce wciągnąć Chiny (do swego sporu z USA), licząc na ich wojnę handlową z USA" – potwierdził jeden z południowokoreańskich analityków. – Chiny mogłyby łatwo zniweczyć całą strategię Trumpa „maksymalnego nacisku", gdyż cały zewnętrzny handel Korei Północnej przepływał właśnie przez Chiny – przypomniał waszyngtoński ekspert Harry Kazianis o roli Pekinu w polityce Trumpa.

– Chińczycy bardzo jasno nam powiedzieli, że to dwie osobne sprawy (spór USA–Korea i spór USA–Chiny) – zapewniał jednak amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo.

Ale w Waszyngtonie panuje niepewność, nikt bowiem nie wie, o czym będzie rozmawiał Xi Jinping z Kim Dzong Unem i co ewentualnie Chińczyk obieca Koreańczykowi.

– Czy Chińczycy będą zachęcali Koreę Północną, by posunęła się jeszcze dalej? Czy może Korea zdecyduje się kontynuować swą politykę porzucenia testów jakiejkolwiek broni – zastanawiał się były amerykański ambasador w Korei Południowej Christopher Hill.

Komunistyczna guma do żucia

Szczególne zaskoczenie budzi wszędzie termin długiej, czterodniowej wizyty. 8 stycznia bowiem Kim obchodzi swe urodziny (prawdopodobnie 35.). Data dzienna jest znana od czterech lat, wtedy bowiem na stadionie w Pjongjangu amerykański koszykarz Dennis Rodman (prywatnie zaprzyjaźniony z Kimem) zaśpiewał mu „Happy Birthday". Trudniej jest z rokiem urodzenia, eksperci wahają się między 1982 a 1984, choć większość przyjmuje, że Kim urodził się w 1983 roku.

Co prawda w przeciwieństwie do swego ojca i dziadka ze swych urodzin nie uczynił święta państwowego. W Korei do dziś obchodzony jest Dzień Słońca (15 kwietnia, w dniu urodzin Kim Ir Sena) i Dzień Jasnej Gwiazdy (16 lutego, w dniu urodzin Kim Dzong Ila).

Ale 8 stycznia uczniowie w Korei Północnej (a przynajmniej w stolicy) otrzymali kilogramowe paczki słodyczy – prezent od przywódcy. W paczkach były słodycze wyłącznie północnokoreańskiej produkcji: nawet guma do żucia. Państwowe media nie podają, z jakiej to okazji, ale i tak wszyscy wiedzą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA