Wybory do Knesetu odbyły się 23 marca - i były to czwarte wybory do izraelskiego parlamentu w ciągu ostatnich dwóch lat. To efekt impasu w izraelskiej polityce - kolejne wybory nie wyłaniają bowiem większości zdolnej do sformowania rządu większościowego.
Do wyborów z 23 marca doszło po rozpadzie koalicji między Likudem a sojuszem Biało-Niebieski.
Po wyborach lider zwycięskiego Likudu, premier Izraela od 2010 roku, Beniamin Netanjahu nie zdołał znaleźć większości w Knesecie.
Po upływie czasu, jaki Netanjahu miał na sformowanie rządu, prezydent Izraela powierzył to zdanie Lapidowi, którego centrolewicowa partia, Jesz Atid (Jest Przyszłość) zajęła drugie miejsce w wyborach.
Lapid ma 28 dni na znalezienie większości w Knesecie. Prezydent Izraela poinformował o powierzeniu mu misji tworzenia rządu w telewizyjnym orędziu.
Rivlin podkreślił, że Lapid ma największe szanse na sformowanie rządu większościowego - obecnie ma dysponować 56 głosami w 120-osobowym Knesecie.
Lapid zadeklarował, że jest w stanie - w ramach umowy koalicyjnej - podzielić się stanowiskiem premiera z Naftali Bennettem, byłym współpracownikiem Netanjahu, który obecnie stoi na czele koalicji partii prawicowych Jamina. Bennett miałby pełnić funkcję szefa rządu jako pierwszy. Jak dotąd jednak do porozumienia w tej sprawie nie doszło.
Ewentualny rząd Lapida byłby gabinetem bardzo szerokiej koalicji obejmującej partię od lewej do prawej strony izraelskiej sceny politycznej.