fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Jadwiga Emilewicz o nartach synów: Problem nie dotyczy prawa, a dobrego obyczaju

Fotorzepa, Jerzy Dudek
- To nie jest żadne usprawiedliwienie, ale pomyślałam, że skoro przez te ostatnie pięć lat spędzałam tak bardzo mało czasu z dziećmi, a wszystko jest zgodne z przepisami, to mogę jechać. Niestety, nie zadałam sobie pytania, czy to wypada - powiedziała w rozmowie z Interią była minister rozwoju Jadwiga Emilewicz, odnosząc się do wyjazdu swoich synów na narty w czasie pandemii. - Ich trening był zgodny prawem, a ja sama nie jeździłam na nartach. Nie zmienia to faktu, że to było niestosowne - przyznała.

Na początku stycznia pojawiły się doniesienia medialne, że trzej synowie byłej minister rozwoju Jadwigi Emilewicz brali udział w zgrupowaniu narciarskim w powiecie tatrzańskim. Licencje, które - po tym, jak rząd z uwagi na epidemię koronawirusa zamknął stoki - by ich do tego uprawniały miały się pojawić w wykazie Polskiego Związku Narciarskiego dopiero po tym, jak dziennikarze o nie spytali. Przewodniczący komisji licencyjnej PZN Jakub Michalczuk powiedział wówczas, że jeżeli nazwiska nie widać w systemie PZN, to dany zawodnik nie ma licencji. Według doniesień, w chwili korzystania ze stoku żaden syn polityk nie miał aktualnej licencji.

W rozmowie Interią Jadwiga Emilewicz przeprosiła za swoje zachowanie. - Nie powinnam była jechać (z dziećmi red.). Z pokorą przyjmuję krytykę internautów, mediów, klubowych kolegów i opozycji. To, co się wydarzyło, nie powinno mieć miejsca - powiedziała. - Dzisiaj bym z nimi nie wyjechała. Zdaję sobie sprawę z tego, że reakcja ludzi, którzy byli zamknięci w domach, była w pełni uzasadniona. To, że mój wyjazd z dziećmi, ich trening, był zgodny z przepisami prawa, a ja sama, co chyba umknęło uwadze mediów, nie jeździłam na nartach, nie zmienia faktu, że to wszystko było, najdelikatniej mówiąc, niestosowne - dodała. - Niestety, mama wygrała we mnie z posłanką. Wiem, że to nie jest żadne usprawiedliwienie, ale pomyślałam, że skoro przez te ostatnie pięć lat spędzałam tak bardzo mało czasu z dziećmi, a wszystko jest zgodne z przepisami, to mogę jechać. Niestety, nie zadałam sobie pytania, czy to wypada. Powinniśmy byli zostać w domu, bo taki jest koszt obowiązków, których się podjęłam - zaznaczyła była minister rozwoju.

Jednocześnie Emilewicz podkreśliła również, że „jej synowie naprawdę trenują narciarstwo”. - Każdy od szóstego roku życia jeździ w klubie, co roku uczestniczą w zawodach. Środkowy dwa lata temu zdobył w swojej kategorii wiekowej pierwsze miejsce w Narciarskim Pucharze Mazowsza. Ja na nartach nie jeździłam - zauważyła.

Zapytana o licencje synów polityk stwierdziła, że „z tą sprawą jest dużo nieporozumień”. - Mówiąc w skrócie: chłopcy nie musieli ich mieć. Przepisy epidemiologiczne z grudnia 2020 mówią, że posiadanie licencji nie jest warunkiem udziału w zgrupowaniu - powiedziała. - Według szefa Warszawskiego Okręgowego Związku Narciarskiego, pana mecenasa Ludwika Żukowskiego, który przygotowywał interpretację rozporządzenia, jeśli klub posiada licencję PZN, to uczestnik nie musi jej mieć. Wystarczy, że jest członkiem klubu. A moi synowie są członkami klubu od lat - dodała. - Właśnie dlatego nikt nie wymagał od nich licencji. Podkreślam: nie powinno nas tam być, bo posłom i ich rodzinom wolno mniej, ale problem nie dotyczy prawa tylko dobrego obyczaju - podkreśliła. 

Źródło: Interia
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA