W czasie połączenia wideo z parlamentarzystami Partii Konserwatywnej z północnej Anglii Johnson, przebywający obecnie na kwarantannie w związku z kontaktem z parlamentarzystą zakażonym koronawirusem Johnson, nazwał dewolucję przeprowadzoną przez rząd Blaira "największym błędem" byłego premiera.

Premier Wielkiej Brytanii wykluczył przy tym dalsze przekazywanie uprawnień szkockiemu rządowi.

Tymczasem w Szkocji coraz silniejsze jest dążenie do niepodległości. Ostatnich 14 sondaży przeprowadzonych w tej sprawie pokazuje, że obecnie większość Szkotów popiera oderwanie się od Wielkiej Brytanii.

Odsetek zwolenników pozostania w Wielkiej Brytanii zmalał w związku z brexitem (większość Szkotów chciało pozostać w UE) oraz krytyczną oceną działań brytyjskiego rządu w walce z epidemią koronawirusa.

W referendum ws. niepodległości z 2014 roku Szkoci odrzucili niepodległość - za niepodległością opowiedziało się wówczas 44,7 proc. uczestników referendum.

Pierwsza minister Szkocji, Nicola Sturgeon, podchwyciła wypowiedź Johnsona każąc Szkotom "pamiętać o niej, gdy torysi będą przekonywać, iż nie są zagrożeniem dla szkockiego parlamentu".

Sturgeon dodała, że tylko niepodległość ochroni i wzmocni szkocki parlament.

Tymczasem brytyjski minister ds. budownictwa, Robert Jenrick, tłumacząc słowa Johnsona stwierdził, że premierowi chodziło o "wzrost nacjonalizmu w postaci Szkockiej Partii Narodowej" (ugrupowanie Sturgeon, rządzące w Szkocji).

Jenrick wykluczył też możliwość rozpisania kolejnego referendum ws. niepodległości, ponieważ - jak przypomniał - poprzednie referendum miało być "jednym na pokolenie".