Reklama

Sejmowe dodatki pod politycznym nadzorem

Szefowa Kancelarii Sejmu przejęła kontrolę nad częścią pieniędzy dla pracowników - mówią urzędnicy. - To nieprawda - twierdzi Kancelaria.

Aktualizacja: 14.09.2020 06:04 Publikacja: 13.09.2020 18:27

Sejm

Sejm

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

– Wykorzystując stan pandemii, PiS podjął atak wymierzony w pracowników Kancelarii Sejmu – mówi jeden z urzędników, prosząc o zachowanie anonimowości. Jego zdaniem z dala od kamer toczy się bój o polityczny kształt kancelarii. A orężem w tej walce mają być tzw. dodatki sejmowe, wypłacane pracownikom.

Ich historia sięga okresu sprzed wejścia do UE. Z powodu dużej liczby uchwalanych ustaw, mających dostosować polskie prawo do unijnego, posiedzenia przeciągały się do późnych godzin nocnych, co powodowało powstawanie u pracowników nadgodzin.

W pewnym momencie zdecydowano o wypłacaniu im ekwiwalentu w wysokości 25 proc. wynagrodzenia. Dotyczyło to pracowników tzw. biur frontowych, niezbędnych do przeprowadzenia obrad, np. Sekretariatu Posiedzeń Sejmu, Biura Komisji Sejmowych czy Biura Legislacyjnego. Pozostałe biura miały dodatek w wysokości 10 proc., jednak za rządów SLD kwoty ujednolicono do wysokości 25 proc.

O tym, jaki kto konkretnie dostanie dodatek w danym miesiącu, przez lata decydowali dyrektorzy biur. To zmieniło się na początku pandemii. Jak? W tej sprawie jest więcej pytań niż odpowiedzi.

Centrum Informacyjne Sejmu twierdzi, że żadna zmiana nie zaszła. „Zasady przyznawania składników wynagrodzenia są uregulowane w obowiązujących przepisach płacowych podpisanych w 2000 roku, przez ówczesnego szefa Kancelarii Sejmu pana Macieja Granieckiego i zatwierdzonych przez marszałka Sejmu pana Macieja Płażyńskiego” – informuje. Dodaje, że „zasady przyznawania są od kilkunastu lat niezmienne”, a o dodatku sejmowym, tak jak dotąd, decydują dyrektorzy biur.

Reklama
Reklama

Co innego słyszymy od samych pracowników. Ich zdaniem udział szefowej Kancelarii w przyznawaniu dodatków znacznie wzrósł.

– Na początku pandemii uznała, że o dodatki wnioskować trzeba do niej, z uzasadnieniem, i to tylko w szczególnych przypadkach. W efekcie niektórzy dyrektorzy przestali występować o jakiekolwiek dodatki, by nie udowadniać, że nie są wielbłądami – mówi jeden z doświadczonych pracowników Kancelarii Sejmu. – Po miesiącu–dwóch wymogi nieco się poluzowały. Dyrektorzy wciąż piszą uzasadnienia, jednak w krótszej formie. I wysyłają je do kadr. Kiedyś pismo szło od razu do realizacji w Biurze Finansowym – dodaje.

– Sytuacja materialna urzędnika Kancelarii Sejmu została uzależniona od dobrej woli sympatyków obecnej władzy – dodaje inny z urzędników. Zauważa, że kierownictwo kancelarii jest obecnie mocno upolitycznione.

Przez niemal całe rządy PO i początek PiS szefem Kancelarii Sejmu był doświadczony urzędnik Lech Czapla. W 2016 r. zastąpiła go Kaczmarska, była dyrektor biura klubu parlamentarnego PiS i była radna tej partii w warszawskiej dzielnicy Targówek. W styczniu jej zastępcą został kolejny wieloletni radny PiS z Warszawy Christian Młynarek.

Jakie kierownictwo kancelarii ma możliwości nacisku na pracowników? – Uzależniony od partii pod względem finansowym urzędnik może wypływać na przebieg procesu legislacyjnego w kierunku zgodnym z oczekiwaniami władzy, np. przez wydanie pozytywnej opinii prawnej, podmianę dokumentów, np. poprawek czy projektów zawierających wady formalne, może antydatować pisma, skutecznie opóźniać termin załatwienia danej sprawy, a nawet prowadzić głosowanie ręczne w komisjach w sposób stronniczy – wylicza jeden z urzędników.

Czy rzeczywiście PiS steruje dodatkami w Kancelarii Sejmu, kierując się zyskami politycznymi? Jeden z doświadczonych urzędników uważa, że nie. – Przestałem się już doszukiwać w tym jakiejkolwiek polityki. To brak głowy i tyle – podsumowuje.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Były wiceminister z PiS szokuje: „Polska finansuje terroryzm”
Polityka
Polska 2050 wybiera przewodniczącego. Ryszard Petru ujawnił wyniki
Polityka
Donald Tusk odpowiada na deklarację Jarosława Kaczyńskiego. „Bez Brauna? Nie ma szans”
Polityka
Czy Donald Trump weźmie Grenlandię siłą? Były wiceszef MSZ ma wątpliwości
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama