W programie Moniki Olejnik Hołownia mówił przede wszystkim o pracy wokół tworzenia Ruchu Polska 2050.
Przyznał, że trwają rozmowy w tej sprawie z przedstawicielami różnych opcji, ale, wbrew temu, co mówią politycy, ani on nie jest kłusownikiem, ani te osoby, które dołączają do jego ruchu, nie są zwierzyna łowną.
- To musi być jak z Hanką (Gill-Piątek - red.) – było czuć, że się doskonale rozumiemy. I rozumiemy, że się czasem nie zgadzamy - tłumaczył Hołownia wyjaśniając, dlaczego nie śpieszy się z formowaniem Ruchu.
Hołownia przyznał, że Lewica, z którą nawiązał kontakt, ma punkty styczne z jego powstającym ugrupowaniem. Choć są punkty, w których różnice będą zawsze, są takie, które łączą: kwestia wykluczeń czy obrony środowiska naturalnego.
Były kandydat na prezydenta stwierdził, że chciałby przyciągnąć do swojej formacji osoby z różnych środowisk politycznych, by była jak najbardziej różnorodna.
- Musimy pokazać, że możemy się zgadzać co do jednych kwestii, nie zgadzając się w innych, że można inaczej robić politykę - przekonywał.
Powiedział też, że Ruch Polska 2050 z czasem najprawdopodobniej przekształci się w partię, bo "partią łatwiej ogarnąć wybory". - Trzeba się będzie za tym rozglądać, bo kreatywność legislacyjna i wyborcza Jarosława Kaczyńskiego nie ma granic - stwierdził.
Ocenił też potencjalnego rywala - Nową Solidarność Rafała Trzaskowskiego. Uważa, że choć byłby to "fajny partner do różnych zadań", to powstanie tego ugrupowania jest po pierwsze wciąż odsuwane w czasie, a po drugie - do końca nie wiadomo, czym ruch Trzaskowskiego miałby być.
- Raz mówią, że blisko PO, raz, że daleko, a raz, że tylko w internecie. To wszystko jest ciągle przekładane. Nie wiem, kiedy ten moment nastąpi, ale może już minął - mówił Hołownia.