fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Włosi tęsknią za mocnym człowiekiem u władzy

Według sondaży 48,2 proc. Włochów jest gotowych oddać władzę „silnemu przywódcy”. Na zdjęciu Matteo Salvini
AFP
Włosi szykują się do przedterminowych wyborów na początku przyszłego roku. Trudno wyobrazić sobie, by nie wygrała ich Liga Północna Matteo Salviniego.

Wpis na Twitterze Tommasa Nannicini z końca minionego tygodnia zelektryzował Wieczne Miasto. Senator Partii Demokratycznej ogłosił w nim, że zebrał wystarczającą liczbę podpisów, aby wymusić referendum w sprawie reformy parlamentu forsowanej przez rząd premiera Giuseppe Conte. Miałoby się ono odbyć latem przyszłego roku.

Zgodnie z włoskim prawem w okresie kampanii przed referendum organizacja wyborów parlamentarnych nie jest możliwa. Pozostało więc niewiele czasu, aby przeprowadzić głosowanie wedle starych zasad.

W październiku koalicja rządowa złożona z radykalnego, lewicowego Ruchu Pięciu Gwiazd (M5S) i bardziej umiarkowanej Partii Demokratycznej (PD) przyjęła ustawę, która ogranicza z 630 do 400 liczbę deputowanych i z 315 do 200 liczbę senatorów.

– W ten sposób zmniejszymy o miliard euro wydatki państwa w ciągu jednej kadencji parlamentu – przekonywał nieco na wyrost lider M5S Luigi di Maio.

Jednak w szeregach partii rządzących jest sporo polityków, którzy jak Nannicini ze strachu przed utratą miejsca w parlamencie, chcą zablokować proponowane zmiany.

Perspektywa referendum nie jest jednak jedynym powodem, dla którego dni lewicowego rządu wydają się policzone. Także w ubiegłym tygodniu z M5S do szeregów prawicowej Ligi Salviniego przeszło trzech senatorów. W ten sposób w izbie wyższej parlamentu większość rządu stopniała do pięciu głosów, wliczając w to przedstawicieli małych, nie zawsze zdyscyplinowanych partii.

Minionego lata niespodziewana wolta Di Maio, który do tej pory współtworzył rząd z Salvinim, dała chwilę wytchnienia rynkom finansowym, a także Brukseli. Jednak rentowność włoskich obligacji, czyli cena, jaką inwestorzy domagają się za ryzyko kredytowania włoskiego państwa, znów zaczęła rosnąć i jest już czterokrotnie wyższa niż papierów Hiszpanii i Portugalii.

Powodem są sondaże, które pokazują, że z 35-procentowym poparciem Salvini jest zdecydowanym faworytem nadchodzących wyborów. Tym bardziej że na fali jest także skrajnie prawicowa partia Braci Włochów, najpewniej przyszły sojusznik Ligi (może już liczyć na 10 proc.). Ten tandem uzupełniłaby jeszcze Forza Italia Silvio Berlusconiego, choć z 7-proc. poparciem pozostaje już tylko marnym odbiciem swojej potęgi sprzed lat.

W ten sposób rysuje się mocno prawicowy rząd gotowy to otwartego starcia z Brukselą. Salvini już zapowiadał, że – nie bacząc na regulacje strefy euro – chce doprowadzić do „szoku fiskalnego”, który za cenę powiększenia deficytu budżetowego pozwoli na radykalne ograniczenie podatków i po czterech dekadach marazmu gospodarczego wreszcie zdynamizuje wzrost.

W sierpniu, gdy przechodził do opozycji, Salvini apelował do Włochów: – Dajcie mi narzędzia, abyśmy mogli przeprowadzić to, co jest potrzebne. Wiele wskazuje na to, że jego rodacy są na to gotowi. Opublikowany właśnie sondaż instytutu Censis pokazał, że 48,2 proc. ankietowanych jest gotowych oddać władzę „silnemu przywódcy”, który w imię skutecznej polityki nie będzie się przejmował ograniczeniami, jakie mógłby na niego nałożyć parlament czy sądy. Wśród robotników ten odsetek wynosi 67 proc.

Aby powstrzymać nadchodzącą, prawicową rewolucję, Conte zaczął w Brukseli grać ostrzej. Zapowiedział, że nie zgodzi się na reformę Europejskiego Mechanizmu Stabilności (ESM), której domagają się Francja i Niemcy, o ile nie wprowadzi ona unijnego mechanizmu wsparcia dla bezrobotnych. Włochy mają po Grecji i Hiszpanii najwyższe bezrobocie w Unii oraz relatywnie do PKB najwyższy dług – po Grecji.

Jednak kluczem do odzyskania poparcia przez lewicę byłaby tylko poprawa koniunktury gospodarczej. Na to się zaś nie zanosi. Zdaniem włoskiego banku centralnego w 2020 r. PKB wzrośnie tylko o 0,4 proc. a rok później o 0,5 proc. Coraz bliższy wydaje się moment, w którym Polska (miała wg MFW w 2018 r. 32 tys. dol. dochodu na mieszkańca przy uwzględnieniu siły nabywczej walut narodowych) dogoni Włochy (39 tys. dol.).

Sondaże potwierdzają zawód wyborców lewicą. M5S, która w ostatnich wyborach parlamentarnych w marcu ub.r. uzyskała 33 proc. głosów, teraz może liczyć na 16 proc. Niewiele lepszy wynik osiąga PD.

Od kilku tygodni Włosi, którzy chcą powstrzymać Salviniego, zbierają się więc pod flagami nowego ruchu „sardynek” (bo tak gęsto są przez manifestantów wypełniane place i ulice), utworzonego przez 32-letniego Mattia Santori.

Ale prawdziwym testem dla przyszłości Włoch będą styczniowe wybory w Emilia-Romania, regionie, który tradycyjnie był bastionem lewicy. Jeśli okaże się, że tak już nie jest, Salvini wierzy, że Rzym stanie przed nim otworem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA