fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Gabriela Morawska-Stanecka ujawnia, jak była kuszona w Senacie

tv.rp.pl
- Obsługiwałam prawnie kiedyś tę instytucję, duże pieniądze tam wchodzą w grę - powiedziała w programie #RZECZoPOLITYCE wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka (Lewica), ujawniając, że przed wyborami prezydium Senatu otrzymała telefon z pytaniem, czy nie byłaby zainteresowana obsługą prawną pewnej instytucji, która, jak powiedziała, "jest w rękach PiS".

W wyborach do Senatu Prawo i Sprawiedliwość zdobyło 48 mandatów - zbyt mało, by utrzymać większość w stuosobowej izbie. Z list KKW Koalicji Obywatelskiej wybranych zostało 43 senatorów, z KW Polskiego Stronnictwa Ludowego - trzech, KW Sojuszu Lewicy Demokratycznej - dwoje. Do Senatu dostały się także cztery osoby startujące z własnych komitetów.

W okresie między ogłoszeniem wyników wyborów a inauguracyjnym posiedzeniem izby wyższej, część senatorów miała być kuszona do przejścia do klubu PiS. - Nie mamy większości, nie udało jej się stworzyć. Byłbym nieuczciwy, gdybym powiedział, jak niektórzy mówili, "nie, nie rozmawiamy". Rozmawialiśmy. Nikogo nie przyciągaliśmy na siłę. Rozmawialiśmy. Jest to zupełnie normalne - i w demokracji, i w polityce, że rozmawia się - również ze swoimi oponentami - powiedział w środę w RMF FM Stanisław Karczewski (PiS), do niedawna marszałek, od wtorku wicemarszałek Senatu.

Nowo wybrana wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka, wiceprezes Wiosny, była w #RZECZYoPOLITYCE pytana, jak była kuszona, by przejść na stronę Prawa i Sprawiedliwości.

- To nie są takie telefony, jak może niektórym się wydaje - odparła. - Po prostu dzwonią ludzie, znajomi, którzy dawno się nie odzywali, kilka lat nawet, i zadają pytania, czy nie byłabym zainteresowana na przykład obsługą prawną, to akurat chodziło o obsługę prawną, instytucji - dodała. Zaznaczyła, że dalszy ciąg rozmowy zależałby od jej odpowiedzi.

- Ja oczywiście powiedziałam, że nie, ponieważ nie będę wykonywać zawodu, więc nie jestem żadną obsługą zainteresowana - relacjonowała. Poinformowała, że "jeszcze trwało takie podpytywanie", ale rozmowa "generalnie się zakończyła". - Ja wiem doskonale, że ta instytucja, o której była mowa, jest w rękach Prawa i Sprawiedliwości - oznajmiła Morawska-Stanecka.

Czy oferta wiązała się z dużymi pieniędzmi? - Akurat czytałam o tym, jak tam wygląda... Zresztą, ja tam obsługiwałam prawnie kiedyś tę instytucję, duże pieniądze tam wchodzą w grę - oświadczyła.

tv.rp.pl

W programie #RZECZoPOLITYCE wicemarszałek Senatu była też pytana o stanowisko Lewicy w sprawie złożonego przez PiS projektu zniesienia od 2020 roku górnego limitu przychodu, do którego płaci się składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe (tzw. 30-krotności ZUS), co miałoby spowodować wzrost wpływów do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

- Przewidywaliśmy, że nie będzie tego zniesienia ograniczenia trzydziestokrotności, że to jest tylko wyborczy trik, żeby zachęcić przedsiębiorców, żeby głosowali na Prawo i Sprawiedliwość - powiedziała Morawska-Stanecka. Zapowiadane przez obóz rządzący zrównoważenie budżetu jest, jej zdaniem, nierealne.

- To też była taka szumna zapowiedź. My się dopiero teraz, po wyborach, dowiemy, gdzie jeszcze Prawo i Sprawiedliwość zaskoczy. Ja tutaj się spodziewam, że będzie wiele takich rzeczy i Prawo i Sprawiedliwość swoich obietnic nie spełni - oceniła.

Czy Lewica w parlamencie poprze projekt PiS w sprawie 30-krotności? - Przede wszystkim Lewica uważa, że powinno być rozwiązane systemowo - odparła Morawska-Stanecka. - Jesteśmy przeciwni temu, żeby w zależności od sytuacji wrzucać pewne rzeczy, a nie załatwiać całokształtu spraw systemowo, ponieważ to jest psucie prawa w jakimś sensie. Dlatego my chcemy, aby rozwiązania, żeby przedyskutować, żeby debatować nad tym i żeby całościowo, systemowo te kwestie zostały rozwiązane - stwierdziła.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA