fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Kij prezydenta Zełenskiego: Saakaszwili wraca do Kijowa

Micheil Saakaszwili zapowiadał niedawno w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że nie zależy mu na stanowiskach. Nie wszyscy w to wierzą
Fotorzepa, Robert Gardziński
Saakaszwili powrócił do Kijowa. Może pomóc nowemu przywódcy w walce z przeciwnikami politycznymi.

Były prezydent Gruzji i były gubernator obwodu odeskiego Micheil Saakaszwili wylądował w środę na lotnisku Boryspol o 17.15 czasu kijowskiego. Będąc jeszcze w Warszawie, podziękował prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu, który we wtorek unieważnił decyzję swojego poprzednika Petra Poroszenki i w ten sposób przywrócił mu ukraińskie obywatelstwo.

– Będziemy walczyli o to, by Ukraina została supermocarstwem na kontynencie europejskim. Nie Polska, Niemcy czy Francja, ale Ukraina – zapowiadał dzień przed wylotem. Wiele jednak wskazuje na to, że dla nowych władz w Kijowie jego powrót ma nieco bardziej przyziemny wymiar.

Zniszczyć byłego

Nie ma na Ukrainie większego krytyka byłego prezydenta Petra Poroszenki od Saakaszwilego. Byli przyjaciółmi i to m.in. dlatego Poroszenko zaprosił go w 2015 roku i mianował swoim doradcą. Od 2013 roku Saakaszwili mieszkał już za granicą, gdyż po zmianie władzy w Tbilisi został oskarżony o nadużycia. Gdy w Kijowie dostał ukraińskie obywatelstwo, w ojczyźnie pozbawiono go gruzińskiego. Będąc gubernatorem przez nieco ponad rok, próbował reformować obwód odeski, ale szybko skłócił się z Kijowem i najbliższym otoczeniem prezydenta.

W konsekwencji oskarżył Poroszenkę o korupcję na dużą skalę. Były już ukraiński prezydent najpierw pozbawił Saakaszwilego obywatelstwa, a w lutym 2018 siłą wsadził do samolotu i odesłał z Kijowa do Warszawy. W ten sposób były prezydent został apatrydą i musiał ubiegać się o kartę pobytu w Holandii, stamtąd pochodzi żona Saakaszwilego. Z Zełenskim sympatyzował od początku kampanii wyborczej, a po jego wygranej oficjalnie zwrócił się z prośbą o przywrócenie obywatelstwa. Nowy prezydent postanowił nie zwlekać.

– To zła wiadomość dla Poroszenki, ponieważ i bez Saakaszwilego ma dzisiaj dużo problemów na Ukrainie. Wszczęto wobec niego już kilka spraw karnych i nie wykluczono, że usłyszy zarzuty. Dzisiaj na Ukrainie nie można już wykluczyć niczego – mówi „Rzeczpospolitej” znany kijowski analityk Serhij Gajdaj.

Najnowsza afera wybuchła we wtorek, gdy się okazało, że z administracji prezydenta zniknęły serwery z tajnymi informacjami. Sprawę nagłośnił mianowany kilka dni temu przez Zełenskiego szef Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy Ołeksandr Danyluk. Zajrzał do pomieszczenia, gdzie prezydent prowadził tajne konsultacje, i nie znalazł w pokoju ani monitorów, ani serwerów. Państwowe Biuro Śledcze już wszczęło postępowanie karne w tej sprawie.

Oliwy do ognia doleje Saakaszwili, który w najbliższym czasie będzie najczęstszym gościem w ukraińskich mediach. Opowieści o „przekrętach Poroszenki” nie zaszkodzą prowadzącej we wszystkich sondażach partii Zełenskiego Sługa Narodu, co ważne w czasie kampanii przed letnimi wyborami do parlamentu.

Cios w prokuratora

Od prezydenta Poroszenki uciekli już niemal wszyscy jego współpracownicy. Rząd Wołodymyra Hrojsmana podał się do dymisji i prawdopodobnie w czwartek parlament tę decyzję zatwierdzi. Swoich politycznych planów premier nie zdradza, ale zaznacza, że „nie pójdzie na wybory z Poroszenką”. Jedyną osobą byłego prezydenta, który trzyma się stanowiska, jest prokurator generalny Jurij Łucenko. Stanowisko to obsadza prezydent, ale najpierw zdymisjonować Łucenkę musiałby parlament. W administracji Zełenskiego nie mają złudzeń, że kontrolowana przez Poroszenkę większość parlamentarna tego nie zrobi, więc obecny prokurator generalny pozostanie do końca kadencji. Z własnej woli do dymisji podawać się nie zamierza. W tej sytuacji powrót Saakaszwilego do Kijowa jest jak najbardziej na czasie.

Deputowany Rady Najwyższej i znany dziennikarz Sierhij Łeszczenko (związany z Zełenskim) przypomina, że to Łucenko „sfałszował sprawę wobec Saakaszwilego”, co było powodem jego wydalenia z Ukrainy. Na początku ubiegłego roku prokurator generalny z trybuny parlamentarnej zarzucał, że były gubernator obwodu odeskiego miał brać pieniądze od związanych z rosyjskimi służbami ukraińskich oligarchów. Sprawa ucichła, gdy Saakaszwilego deportowano z kraju. Cytowany przez ukraińskie media Łeszczenko twierdzi, że po swoim powrocie Saakaszwili będzie „domagał się sprawiedliwości”, ponieważ padł „ofiarą represji”. To, jak twierdzi deputowany, pomoże nowemu prezydentowi w walce z Łucenką.

Jak wysoko mierzy?

Swój powrót na Ukrainę Saakaszwili zapowiadał w rozmowie z „Rzeczpospolitą” jeszcze na początku maja. Zapewniał, że nie zależy mu na stanowiskach i że może zająć się „wykładami dla młodzieży”. Przyznał natomiast, że w otoczeniu nowego prezydenta ma kilku dobrych przyjaciół, z którymi „niemal codziennie rozmawia”. Chodzi o Danyluka, Łeszczenkę oraz byłego ministra gospodarki Litwina Aivarasa Abromaviciusa, który pomagał Zełenskiemu w czasie kampanii wyborczej. Niewykluczone, że to dzięki nim dostał z powrotem ukraiński paszport.

To nie była jednak łatwa decyzja dla nowego ukraińskiego przywódcy, którego przeciwnicy nazywają „marionetką oligarchy”. Chodzi o miliardera Igora Kołomojskiego, który ostatnio mocno chwali się „bardzo dobrą relacją” z prezydentem. Kołomojski z kolei był jednym z zaciętych wrogów Saakaszwilego, gdy ten był gubernatorem w Odessie. Oprócz niego do otoczenia Zełenskiego zalicza się szefa ukraińskiego MSW Arsena Awakowa. To do niego Saakaszwili w grudniu 2015 roku powiedział: „Będziesz siedział, złodzieju”. Słynne wideo, na którym Awakow rzuca w niego szklankę z wodą na posiedzeniu rządu w obecności Poroszenki, do dzisiaj jest jednym z najpopularniejszych w sieci.

– Nie zakładałbym, że Saakaszwili wrócił na Ukrainę, by pisać memuary. Nie wykluczam, że on i jego otoczenie mierzą wysoko, chodzi o stanowisko premiera – mówi „Rzeczpospolitej” dziennikarz kijowskiego radia Hromadske. – Czy Saakaszwili zostanie wykorzystany przez Zełenskiego do walki z oligarchami? To będzie kolejny test prezydenta – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA