fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Sudan - trochę zmieniona twarz starego reżimu

Mieszkający w Polsce Sudańczycy protestują 6 kwietnia na Placu Zamkowym w Warszawie. Adil Abdel Aaati (w pomarańczowej kamizelce) trzyma transparent z napisem „Demokracja dla Sudanu”
Fotorzepa, Jerzy Haszczyński
Cała władza od kilku dni jest w rękach junty - mieszkający w Polsce kandydat na prezydenta Sudanu, Adil Abdel Aati, mówi „Rzeczpospolitej” o sytuacji w swojej ojczyźnie po obaleniu dyktatora.

W pana ojczyźnie, Sudanie, historia nagle przyśpieszyła. W ostatni czwartek po obaleniu przez wojsko rządzącego od 30 lat dyktatora Omara Baszira władzę przejął jego zastępca i minister obrony Awad ibn Auf. Ale wytrzymał jeden dzień i pojawił się następny generał - Abd al-Fatah Burhan. Czy to znaczy, że władza ma zostać w rękach wojskowych, a zmiany są pozorne?

Adil Abdel Aati: Baszir stał się obciążeniem dla swojego otoczenia, bo była wielka presja ulicy. Pod siedzibą sztabu armii był strajk okupacyjny, do tej pory zresztą trwa. Wojskowi, zwłaszcza średniego szczebla i część wyższych rangą niezwiązanych mocno z Baszirem, od początku chcieli go obalić. Protesty antyrządowe trwały od grudnia. Ale jego zastępca Awad ibn Auf i szef sztabu generalnego się na to nie godzili. Jednak gdy poczuli, że możliwy jest bunt w armii, obalili Baszira, przejęli władzę, ale nic poza tym nie zrobili. Nawet wciąż nazywali Baszira prezydentem, nie chcieli rozwiązać partii rządzącej. Szefa służby bezpieczeństwa przyjęli do swojego komitetu wojskowego. Na to ostro zareagowała ulica.

I szybko pojawił się nowy przywódca, generał Burhan.

Tak, pojawił się nowy kandydat. Do dymisji podały się trzy najważniejsze osoby z otoczenia Baszira, wspomniany wiceprezydent i minister obrony Awad bin Auf, a także szef sztabu generalnego i szef bezpieki, bardzo wpływowy człowiek. Oni jako podstawa reżimu Baszira nie byli do zaakceptowania przez opozycję, przez protestujących i przez część graczy zagranicznych w regionie. Burhan to profesjonalny wojskowy, który nie wpierał otwarcie partii rządzącej, akceptuje go większość żołnierzy.
 
A protestujący?

Część rozeszła się do domów. Ci, co nadal protestują, go nie popierają. Domagają się radykalnych kroków, pociągnięcia do odpowiedzialności tych, co strzelali do ludzi na ulicy, rozwiązania partii Baszira oraz całkowicie cywilnego rządu.
 
Czy to możliwe, by teraz, zaraz po obaleniu przez wojsko dyktatora, powstał cywilny tymczasowy rząd Sudanu?

Burhan chce, by rada ministrów była cywilna, ale jednocześnie, by rada wojskowa była czymś w rodzaju kolektywnej głowy państwa. Teraz wszystkie rodzaje władzy: ustawodawczą, wykonawczą i reprezentacyjną ma ta rada wojskowa. Stało się tak, bo opozycja jest słaba, nie była przygotowana.

Może wojsko po prostu chce, by było tak jak wcześniej, tylko bez kilku najbardziej kontrowersyjnych polityków z Baszirem na czele.

Tak to właśnie wygląda. Na przykład nie ma co prawda szefa bezpieki, ale jego zastępca jest w tym komitecie wojskowym. Dowódca sił szybkiego reagowania, który należy do dżandżawidów (milicji odpowiedzialnej za ludobójstwo w prowincji Darfur - przyp. red.), jest wiceszefem rady, de facto wiceprezydentem. To jest stary reżim, tylko z trochę nową twarzą.
 
Czy Burhan nie jest odpowiedzialny za Darfur? Czy może być zaakceptowany przez społecznoścć międzynarodową?

Krążą pogłoski, że może tak być, ale nie jest za to ścigany przez Międzynarodowy Trybunał Karny, jak Baszir, ani nie był na liście amerykańskiego Departamentu Stanu, jak ibn Auf. Jego relacje z regionalnymi ważnymi graczami są dobre, zwłaszcza ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, gdzie wiele lat pracował jako doradca. Współpracował też z Emiratczykami w sprawie udziału żołnierzy sudańskich w wojnie w Jemenie.
 
Rada wojskowa jest wszechmocna?

Tak, odwołuje i mianuje nowych ambasadorów, zatwierdza gubernatorów prowincji - wojskowych, tych samych, których wprowadził Baszir dwa miesiące temu. Wydaje dekrety, które mają moc konstytucyjną, bo konstytucja jest zniesiona, a parlament i rząd rozwiązane. Cała władza od kilku dni jest w rękach wojskowych.
 
Jaka była dyktatura Baszira?

Jedna z najgorszych na świecie. Wojskowo-partyjna, Baszira popierali islamiści, w tym związani z Bractwem Muzułmańskim. To reżim stosujący ostre represje. Dochodziło do mordów przeciwników politycznych w Darfurze, w górach Nubii, w Chartumie też – w ten sposób zginęły setki, jeżeli nie tysiące ludzi. Były ofiary tortrur. W ostatnich czterech miesiącach, kiedy trwały protesty, aresztowano pięć tysięcy ludzi, ponad stu demonstrantów zabito, w tym około dziesięciu już po upadku Baszira, w czasach junty. 

Ja znam dane od 39 do ponad 60 zabitych.

My mamy dane, że około setki.

Mówił, pan, że dyktatora popierali islamiści, ale w opozycji też jest i to najsilniejsza, religijna partia Umma. Prawie wszystko jest islamistyczne w Sudanie?

Umma jest partią konserwatywną, wywodzi się z powstania Mahdiego [w XIX wieku przeciw Brytyjczykom i Egipcjanom – przyp red.], opiera się na sekcie, która się nazywa Ansar, siłą rzeczy przyjmuje najważniejsze zasady islamu. Ale to nie jest partia fundamentalistyczna, można by ją nazwać islamsko-demokratyczną, tradycyjną. Są i siły laickie, m.in. liberałowie, jest lewica z Partią Komunistyczną na czele i partie centrowe jak Kongres Sudański. Siły fundamentalistyczne to mniej więcej jedna trzecia społeczeństwa, podobne poparcie ma Umma. Reszta popiera ugrupowania laickie - jak one się zjednoczą z Ummą, to mają szansę.

Jeszcze niedawno na rok 2020 planowano wybory prezydenckie. I pan jako kandydat liberalny miał w nich startować. Nie będzie tych wyborów?

Na pewno nie będzie ich w przyszłym roku. Komitet wojskowy ogłosił okres przejściowy na dwa lata, może zostać skrócony. Niestety, 90 procent sił politycznych skupionych wokół Związku Profesjonalistów, organizatora trwających od czterech miesięcy protestów, od Ummy po Partię Komunistyczną, opowiedziało się za czteroletnim okresem przejściowym.To zupełnie niezrozumiałe, bo powinien być przecież krótki. Jedyna siła, która chce, by trwał krócej – od sześciu miesięcy do roku, to nasz ruch: partia liberalna i blok Sudan Przyszłości. Ale jesteśmy w mniejszości, więc pozostaje jedynie okres przejściowy na dwa lata.

Mieszka pan w Polsce, a prowadzi działalność polityczną w odległym Sudanie.

Jestem w polityce sudańskiej od dawna. Przez wiele lat opozycja sudańska działała, a częściowo nadal działa na uchodźstwie. To naturalne, że można być na razie na imigracji, a potem wrócić. Przyjechałem do Polski na przełomie 1988/1989 roku na studia na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, zostałem w Polsce, ale nie zerwałem kontantu z Sudanem, pracowałem w Polsce, mam córkę pół-Polkę, pół Sudankę, ale nie mam obywatesltwa polskiego, nie zabiegałem o nie, bo zawsze wiedziałem, że kiedyś wrócę do ojczyzny z misją polityczną.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA