fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Piotr Trudnowski: Deglomeracji chcą wszystkie partie

TV.RP.PL
Piotr Trudnowski, prezes think tanku Klub Jagielloński

W polskiej polityce widać ostatnio modę na deglomerację – rozproszenie i przenoszenie urzędów, ważnych instytucji poza Warszawę. Otwarcie nawołują do tego prezydent Andrzej Duda, wicepremier Jarosław Gowin, a ostatnio także Robert Biedroń. Deglomerację od lat propaguje Klub Jagielloński. Ale jaki jest sens przenoszenia siedzib urzędów ze stolicy do mniejszych ośrodków – czy nie zwiększy to biurokracji?

To pytanie można odwrócić i zadać je w ten sposób: dlaczego wszystkie urzędy centralne i wszystkie nowo powstające instytucje umieszczamy w Warszawie? W Polsce przez lata lokowano siedziby kolejnych urzędów w stolicy, bo z rozpędu kopiowano z jednej ustawy do drugiej artykuł mówiący o tym, że siedzibą danej instytucji jest „miasto stołeczne Warszawa”. Jednak nikt nigdy się nie zastanowił poważnie nad tym, czy Warszawa rzeczywiście jest najlepszym miejscem do prowadzenia wszelkiego rodzaju działalności instytucjonalnej.

Ale te instytucje już w tej stolicy istnieją. Mają swoje siedziby. Po co budować nowe urzędy?

Szereg instytucji publicznych ulokowanych w Warszawie wcale nie ma swoich budynków, historycznie należących do Skarbu Państwa, tylko wynajmuje biura na wolnym rynku. A przepaść, jeżeli chodzi o ceny wynajmu między Warszawą i innymi miastami, chyba jest dla wszystkich oczywista... Stołeczne lokale są przecież kilkakrotnie droższe niż najem takich samych lokali w innych miastach. Instytucje płacą za swoje siedziby horrendalne kwoty, które mogłyby być kilkakrotnie mniejsze w innym mieście. Podobnie jest zresztą z płacami. Wynagrodzenia w administracji publicznej są w Warszawie coraz mniej konkurencyjne i brakuje rąk do pracy, bo korporacje są w stanie dać urzędnikowi dwa razy wyższą pensję. Jednocześnie te same pieniądze wydane na zarobki w Radomiu czy Kielcach ściągnęłyby wielu specjalistów, bo w tych miastach np. 4 tys. zł na rękę byłoby całkiem atrakcyjną ofertą. W Warszawie takie zarobki są kompletnie nieatrakcyjne dla najlepszych ekspertów.

Małe i średnie miasta jednak się wyludniają – to naturalna kolej rzeczy na całym świecie. Ludzie chcą przeprowadzać się do wielkich aglomeracji, a my mamy przenosić urzędy jakby pod prąd tej tendencji?

Niektóre miasta stracą w perspektywie najbliższych 40 lat prawie 30 proc. swoich mieszkańców. Jeżeli nie stworzymy impulsów do osiedlania się w takich miastach, to poniesiemy ogromne koszty związane z utrzymaniem infrastruktury, która nie będzie wykorzystywana. W całej Polsce zbudowaliśmy wodociągi, drogi, szkoły, szpitale i cały szereg innych rzeczy przydatnych dzisiejszym mieszkańcom tych miast, a jak oni się z nich wyprowadzą, to niedługo to wszystko może się stać zupełnie bezużyteczne. Dlatego właśnie tak istotny jest impuls demograficzny, który może dać przeniesienie urzędów ze stolicy do mniejszych miast.

Deglomeracja od lat funkcjonuje np. w Niemczech, ale w niemieckiej debacie publicznej coraz ostrzej się ją krytykuje – np. z powodu ogromnych kosztów ponoszonych na dojazd pomiędzy rozproszonymi urzędami.

Jak często w XXI wieku, w czasach internetu i cyfrowej administracji, musimy chodzić do urzędu? Wystarczy przywołać chociażby przykład Głównego Urzędu Miar, Najwyższej Izby Kontroli czy generalnego inspektora ochrony danych osobowych, i odpowiedzieć sobie na pytanie: jak często zwykły obywatel się tam pojawia? Jedyny słuszny argument to fakt, że część administracji publicznej jest włączona w ogólnopaństwowe procesy decyzyjne, bo np. przedstawiciele rzecznika praw obywatelskich muszą bywać w Sejmie i wyrazić swoją opinię w trakcie komisji sejmowych. Wtedy rozwiązaniem mogłoby być powołanie delegatury danej instytucji w stolicy.

A czy deglomeracja nie jest po prostu nośnym hasłem politycznym, które ma pozwolić na zdobycie głosów obywateli małych i średnich miast, a tak naprawdę żaden z polityków o tym nie myśli poważnie?

Czytając programy partyjne różnych ugrupowań, można zauważyć, że postulat deglomeracji w Polsce ma poparcie właściwie wszystkich opcji politycznych. Ogólnie zapisano go w programie PiS, od 2015 roku jest też w programie PO, a od początku tego roku także PSL. Znajdziemy go również w tzw. strategii zmiany Kukiz’15 oraz w programie Partii Razem i Zjednoczonej Lewicy. W trakcie powoływania do życia Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej także Nowoczesna dała wyraz poparcia dla deglomeracji, proponując umieszczenie siedziby tej instytucji w Tarnowie, a nie w stolicy. Często zarzuca się decydentom, politykom i mediom, że są oderwani od rzeczywistości i nie widzą innego świata niż ten warszawski. Zatem fakt, że polska polityka bardziej koncentruje się na mniejszych ośrodkach, wydaje się dobrym zjawiskiem. A dzięki temu także mniejsze miasta, a nie tylko Warszawa, mają szansę pojawić się w debacie publicznej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA