Polityka

Czy boty pomogły Dudzie zostać prezydentem?

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Wynajęta przez sztab ówczesnego kandydata PiS na prezydenta Andrzeja Dudy firma z Warszawy umieszczała w sieci tysiące "automatycznych komentarzy" w czasie kampanii wyborczej - wynika z dokumentacji złożonej do sprawozdania finansowego przez sztab Andrzeja Dudy w PKW, którą opisują "Gazeta Wyborcza" i Radio Zet.

Firma miała zobowiązać się do zajmowania się tysiącem wątków miesięcznie i dokonywania 5 tysięcy automatycznych wpisów.

Autorzy artykułu na ten temat spekulują, że boty (programy do automatycznego umieszczania treści/prowadzenia konwersacji w internecie) mogły przyczynić się do rozpowszechnienia w sieci hashtagu #szogun, nawiązującego do wizyty Bronisława Komorowskiego w japońskim parlamencie, w czasie której ówczesny prezydent zwrócił się do ówczesnego szefa BBN słowami "mój Szogunie". Słowa te stały się przedmiotem licznych żartów i memów w internecie. Umowa z firmą, o której mowa w sprawozdaniu finansowym, została zawarta na czas od lutego do kwietnia 2015 roku - w tym właśnie czasie miała miejsce wizyta Komorowskiego w Japonii.

Między lutym a kwietniem Duda odrobił w sondażach aż 15 punktów procentowych straty do Komorowskiego.

Umowa z firmą umieszczającą w sieci "automatyczne wpisy" została zerwana po półtora miesiąca. Sztab Dudy zapłacił owej firmie kilkadziesiąt tysięcy złotych.

O możliwe użycie botów w kampanii wyborczej w 2015 roku zapytaliśmy prof. Włodzimierza Gogołka, eksperta w dziedzinie technologii informacyjnych z Uniwersytetu Warszawskiego.

"Rzeczpospolita": Według ustaleń „Gazety Wyborczej” i Radia ZET, w 2015 roku podczas kampanii prezydenckiej sztab wyborczy Andrzeja Dudy podpisał umowę z firmą tworzącą fałszywe konta w internecie, które automatycznie generowały komentarze. Jest pan zaskoczony?

Nie, wykorzystywanie przez polityków tzw. botów to zjawisko powszechne. Podobna sytuacja miała miejsce m.in. w przypadku kampanii wyborczej Donalda Trumpa. Dowodzi to sprytu tych, którzy manipulują siecią, także po to aby zyskać poparcie wyborców. Wprawdzie nie jest to nielegalne – nie ma jeszcze takich regulacji prawnych – ale w niedługiej przyszłości na pewno się to zmieni. Powinno to być surowo karane. Takie zagrywki są sprzeczne ze wszelką etykietą i uczciwością.

Podobno Andrzej Duda o niczym nie wiedział.

Nie chce mi się w to wierzyć. A nawet jeżeli początkowo nie wiedział, to przypomnę, że w czasie obowiązywania umowy ze wspominaną firmą, jego poparcie w sondażach wzrosło o 15 punktów procentowych. Taki nagły wzrost powinien Andrzejowi Dudzie dać do myślenia.

Wspomniał pan wcześniej o braku regulacji. Można walczyć z fałszywymi kontami w inny sposób?

Próbuje to robić Google, karząc tych, którzy w nieuczciwy sposób promują np. swoje nazwisko czy nazwę firmy za pośrednictwem sieci – choćby poprzez sztucznie tworzone, wspomagane przez boty reklamy czy fałszywe blogi. Osoby, które w ten sposób próbują się wypromować, są wykluczane z przepływu informacji za pośrednictwem tej wyszukiwarki.

Gra toczy się o wielką stawkę. Internet w trakcie kampanii wyborczych odgrywa coraz większą rolę.

To prawda. Jest to jednocześnie bardzo niebezpieczne. Przypomina mi się promocja w internecie kandydata z Białegostoku, Krzysztofa Kononowicza, który nie potrafił sklecić jednego zdania po polsku. Albo film „Kariera Nikodema Dyzmy” ilustrujący klasyczną manipulację szeptanym marketingiem – zapowiedzią „potencjału botowego” sieci. Powstaje ryzyko, że dzięki sieci poparcie społeczne może zbudować kompletny ignorant. Że wygra ktoś, kto ma pieniądze i zero oleju w głowie.

Komentarz Michała Kolanko

Niebezpieczne złudzenia Platformy


Od rana - na kanwie artykułu “Gazety Wyborczej” - politycy i aktywiści Platformy Obywatelskiej lansują tezę, że gdyby nie zaangażowanie botów opłacanych przez sztab Andrzeja Dudę w 2015 roku, to nie byłoby zwycięstwa obecnie urzędującego prezydenta. Teza absurdalna, ale dobrze pokazuje, ze mimo kilku sygnałów, które temu przeczą lludzie Platformy nadal nie potrafią zrozumieć swojej porażki w 2015 roku. A bez tego zrozumienia szanse na zwycięstwo w 2019 i 2020 roku znacznie spadają. Dlatego dla samej partii hołdowanie złudzeniom jest bardzo niebezpieczne.


Teza dotycząca botów lansowana jest od rana za pomocą hashtagu #wPiSza2złote. “2 zeta za bota i z Dudy zrobili prezydenta” - pisze poseł PO Michał Stasiński. “Co za wstyd wygrać wybory prezydenckie, bo płaciło się tysiące złotych na generowanie sztucznego hejtu na przeciwnika poprzez płatnych trolli” - napisał Grzegorz Drobiszewski, działacz młodzieżówki PO, który - chyba ironicznie - ma w swoim wpisie biograficznym na Twitterze hasło “liczą się tylko fakty”.


Fakty są takie, że chociaż internet był istotny w kampanii prezydenta Andrzeja Dudy, to klęska Bronisława Komorowskiego to w dużej mierze zasługa jego i jego doradców oraz samej Platformy Obywatelskiej. Lekceważenie przeciwnika, słabe pomysły, reaktywność, oderwanie od rzeczywistości, pewność siebie na granicy arogancji, niezrozumienie zmian zachodzących w polskim społeczeństwie czy fenomenu poparcia dla Pawła Kukiza - lista jest długa. Przecież jeszcze na krótko przed I turą sztabowcy Bronisława Komorowskiego serio liczyli, że wybory uda się rozstrzygnąć na jego korzyść już w turze pierwszej. A to wszystko na tle kampanii Andrzeja Dudy - dobrze przemyślanej, przygotowanej i zrealizowanej, która utorowała PiS drogę do zwycięstwa w 2015 r. Joanna Trzaska-Wieczorek, która zorganizowała w marcu 2015 specjalną konferencję prasową - z odpowiednimi zdjęciami - by przekonywać dziennikarzy mediów tradycyjnych, że prezydent Komorowski w trakcie wizyty w parlamencie Japonii nie wszedł wcale na krzesło (jak się utarło), tylko na specjalny podest zrobiła więcej niż jakikolwiek wpis czy ich seria w mediach społecznościowych, by ten temat wypromować.


Oczywiście temat jest istotny, bo dotyczy transparentności życia publicznego i politycznej walki. Nie ma wątpliwości, że sztab Dudy potrafił wykorzystywać i zapewnego do pewnego stopnia kierować zaangażowaniem tysięcy ludzi w internecie.  To zaangażowanie było jednak tak prawdziwe, jak intencje ludzi wieszających tysiącami bannery Dudy na swoich płotach czy przychodzących na jego spotkania w małych miasteczkach. Dlatego łatwość, z jaką niektórzy politycy PO po tylu latach od wyborów w 2015 r. uznając za pewnik tezę, że Duda wygrał tylko dzięki botom budzi zaskoczenie. Zwłaszcza, że przywództwo partii - stawiając w ostatnich tygodniach na obietnice socjalne dotyczące poprawy jakości życia - pokazuje, że lekcje z bolesnej klęski w 2015 roku zostały wyciągnięte.


“Ludzie, którzy nie wyciągają lekcji z historii są skazani na jej powtórkę” - mawiał filozof George Santayana. Wkrótce przekonamy się, czy Platforma w pełni te słowa przyswoiła.

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL