fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Polska-Litwa: Polowanie na liderów Związku Polaków

stock.adobe.com
Tym razem poważny konflikt Warszawa–Wilno wcale nie oznacza sporu z rządem litewskim. Ale dotyczy również mniejszości polskiej.

Przez lata polskie władze traktowały z nabożeństwem szefów największych organizacji Polaków na Litwie. Ważni politycy czasem odwiedzali ich, ignorując polityków litewskich. Teraz polskie służby zakuwają w kajdanki działacza z Wileńszczyzny, a przedstawiciele rządzącej w Warszawie prawicy rozprawiają o konieczności radykalnych zmian w organizacjach mniejszości polskiej – teoretycznie bliskich im ideowo.

To efekt zawiadomienia o nieprawidłowościach rozliczenia dotacji dla Związku Polaków na Litwie (ZPL, największej tam polskiej organizacji), które w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie złożyła podlegająca polskiemu MSZ Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie.

Jak poinformowała we wtorek „Rzeczpospolitą" prokurator Izabela Dołgań-Szymańska, prezesowi i sekretarzowi ZPL postanowiono przedstawić zarzuty popełnienia czynów z art. 286 § 1 i art. 270 § 1 kodeksu karnego.

Pierwszy jest z rozdziału o przestępstwach przeciwko mieniu, drugi dotyczy fałszowania dokumentów. Działaczom grozi kara pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do ośmiu lat.

Mikołaj Falkowski, prezes zarządu Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, w rozmowie z „Rzeczpospolitą" przedstawia sprawę jednoznacznie: – Mamy pewność, że doszło do sfałszowania dokumentów i zdefraudowania środków.

Na razie zarzuty usłyszał sekretarz ZPL, bo prezes mimo dwukrotnie wyznaczonego terminu przesłuchania nie stawił się na nie – tyle wynika z suchej informacji warszawskiej prokuratury.

Jak doszło do przesłuchania sekretarza? – Jak terrorystę zatrzymano młodego człowieka na oczach całej wsi, skuto na kilka godzin kajdankami i przewieziono do Warszawy ?– mówił w środę „Rzeczpospolitej" z oburzeniem Michał Mackiewicz, prezes ZPL.

Miała to zrobić ABW w miejscowości położonej kilkadziesiąt kilometrów za Krakowem, gdzie sekretarz ZPL przebywał na urlopie. Sam Mackiewicz, który uważa się za niewinnego, nie przyjeżdżał ostatnio do Polski. Gdyby jednak przyjechał i by go zatrzymano, to ma nadzieję, że trafiłby do „europejskiego więzienia, a nie jakiegoś carskiego" – ironizował, gdy rozmawialiśmy po raz pierwszy prawie dwa tygodnie temu.

Sprawa dzieli obóz rządzącej w Polsce prawicy. Jedni uważają, że trzeba się wreszcie zabrać do polskich liderów na Litwie, bo nie tylko flirtują z Rosjanami, ale też łamią polskie prawo.

– To hipokryzja! Do tej pory nikomu nie przeszkadzało, w jaki sposób środki docierają do Polaków na Wschodzie, a większość z nich była rozliczana podobnie – mówi jeden z ważnych polityków PiS.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA