fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Ukraina i jej droga do NATO

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko
AFP
Prezydent Petro Poroszenko zapowiedział przeprowadzenie referendum w sprawie wstąpienia kraju do Sojuszu, wiedząc że nikt tam nie czeka na Kijów z otwartymi ramionami.

- Nasze elity polityczne świetnie rozumieją, że czeka nas bardzo daleka droga, ale referendum ma przede wszystkim na celu uczynienie nieodwracalnym zachodniego kierunku ukraińskiej polityki – powiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą” kijowski analityk Ołeksij Melnyk.

- Cztery lata temu tylko 16 proc. Ukraińców popierało ideę wstąpienia do NATO, obecnie aż 54 proc. – powiedział Poroszenko w wywiadzie dla „Berliner Morgenpost” tłumacząc dlaczego chce przeprowadzić referendum.

W szczytowym okresie wojny z Rosją, w grudniu 2014 roku ukraiński parlament zniósł ustawowy zakaz przynależności kraju do sojuszów wojskowych. W 2015 roku Poroszenko dwukrotnie oficjalnie zapowiadał, że na Ukrainie odbędzie się referendum w sprawie przystąpienia do NATO. Nie podawał żadnej konkretnej daty, ale uważał, że głosowanie musi poprzedzić 6-7-letni okres, w czasie którego zarówno cały kraj, jak i jego armia będzie się przygotowywała do członkostwa w Sojuszu.

Dotychczas jakiekolwiek próby zbliżenia Kijowa z NATO wywoływały gwałtowne reakcje Moskwy, począwszy od 2008 roku, kiedy to rosyjski sprzeciw zablokował zaproszenie Ukrainy przez Sojusz. Obecnie jeszcze doszła kolejna niewiadoma w postaci nowego prezydenta USA i jego ekipy. Nadal nie wiadomo, jakie stanowisko zajmą oni wobec wojny na Ukrainie i aspiracji Kijowa.

- Dochodzą nas niejednoznaczne, sprzeczne sygnały z Waszyngtonu. Ekipa nowego prezydenta prezentuje pełny wachlarz poglądów na naszą wojnę. Mogę jedynie stwierdzić, że jej część opowiada się za tym, by stawić Rosji zajadły opór i zmusić ją tym samym do respektowania znów prawa międzynarodowego – powiedział Melnyk.

Jednak na razie poglądy Waszyngtonu jeszcze się nie skrystalizowały, co jednocześnie ma wpływ i na europejskich sojuszników USA oraz organizacje międzynarodowe. W czwartym dniu zajadłej bitwy o Awdijewkę amerykański departament stanu, szefowa europejskiej dyplomacji Federicka Mogherini, przedstawiciele NATO i europejscy politycy wzywali jedynie do „natychmiastowego przerwania walk”. W Kijowie natychmiast zwrócono uwagę, że w tych oświadczeniach nikt nie nazwał agresora, a obie strony konfliktu traktowane były jednakowo.

W czwartek nastąpił niewielki zwrot. Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg wezwał Rosję, by wykorzystała „swój znaczący wpływ” na separatystów i zmusiła ich do przerwania ataków. Z podobnym oświadczeniem wystąpił przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Jednocześnie jednak „Wall Street Journal” poinformował, że Sojusz zrezygnował ze spotkania z ukraińskimi dyplomatami w sprawie obrony antyrakietowej. W sąsiadującej z Ukrainą Rumunii, w bazie Deveselu, rozmieszczone zostały antyrakiety. Ich ewentualne starty i zestrzeliwanie wrogich pocisków może doprowadzić do tego, że odłamki spadną na ukraińskie terytorium. Ten właśnie problem NATO chciało rozwiązać na spotkaniu z Ukraińcami. „Sojusz nie chce jednak prowokować Rosji (i dlatego zrezygnował ze spotkania)” – napisał „Wall Street Journal”. Dodatkowo część urzędników z kwatery głównej sonduje możliwość wznowienia jakiejś współpracy z Moskwą uważając, że Donald Trump niedługo zażąda tego od sojuszników.

Ale nie przeszkodziło to w rozpoczęciu w środę dużych manewrów natowsko-ukraińskich w zachodniej części Morza Czarnego. „Mamy nadzieję, że manewry przejdą w spokojnej atmosferze i bez żadnych wyzwań pod adresem Rosji” – powiedział rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu. Jednocześnie zapowiedział, że będą one „dokładnie śledzone”.

Wszelkie próby przygotowania nowej polityki Sojuszu wobec Rosji zamarły po wybuchu walk na Ukrainie. – To jest barbarzyństwo. Kto w takiej sytuacji ośmieli się mówić o zniesieniu sankcji? – pytał Poroszenko w Berlinie. Kijów doskonale orientuje się, że nie tylko NATO, ale i Unia Europejska przejawia chęć pogodzenia się z Moskwą. Nie jest nawet jasne, czy latem uda się po raz kolejny przedłużyć ich działanie.

- Z naszego punktu widzenie byłaby to katastrofa. Zdajemy sobie jednak z tego sprawę, że może będziemy musieli działać i w takiej sytuacji (bez sankcji na Rosję - red.). Napięcie wtedy wzrośnie kilkakrotnie – powiedział Melnyk.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA