fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Po godzinach

Antoni Hanusz: Klucz wiolinowy i paragraf

fot. scotted400
Flickr
O swoich pasjach opowiada Antoni Hanusz, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego, profesor UMCS w Lublinie, skrzypek i bibliofil.

Rz: Sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego i profesor ma czas na pasje?

Antoni Hanusz: Ja mam. I jest ich bardzo dużo, ale największą od dziecka jest pasja poznania. Jako człowiek dojrzały skupiam się na tym, co służy temu poznaniu, tj. przede wszystkim na pracy badawczej, dydaktycznej i bibliofilskiej. Co więcej, staram się te pasje zaszczepić już kolejnemu pokoleniu, czyli moim studentom w katedrze. Jak są ważne w pracy naukowca i sędziego, pokazała też moja ostatnia wizyta w Japonii. Upewniła mnie, że pasja poznania, która cechuje też Japończyków, może być bardzo pomocna w analizie systemów prawnych.

Czy wybór lektur jest zdeterminowany bardziej przez wymagania zawodowe?

Czytanie w zasadzie staram się podporządkować szeroko rozumianej pracy – zarówno jako sędziego NSA, jak i naukowej. To czytanie musi czemuś służyć. Od dłuższego czasu zaczytuję się w filozofii klasycznej. I to, co Arystoteles pisał o czasie, staram się przekładać na moje podejście do instytucji prawnych, np. przedawnienia czy terminów w prawie podatkowym. Może się to wydawać dziwne, ale od czegoś trzeba zacząć.

Czyli ta pasja do książek przekłada się na orzecznictwo?

Tak, dla mnie tak. Bez poznania i zrozumienia starożytnych filozofów nie da się moim zdaniem rozstrzygać o współczesnych instytucjach dotyczących choćby intertemporalności czy przedawnienia. Ta pasja poznawcza pozwala mi lepiej trafić do przekonania nie tylko studentów, ale także obywateli, którzy zapoznają się z orzecznictwem sądów administracyjnych.

Ulubiona książka, do której pan wraca?

Jest ich kilka. Jedną z ulubionych jest „Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa, wracam do niej od dawna i odkrywam na nowo. Przekładam ją na czas obecny, służy mi też do poszukiwania własnej tożsamości.

A co z muzyką? Jest pan zapalonym skrzypkiem.

Muzyka towarzyszy mi od dziecka. To zamiłowanie jest elementem pasji poznawczej. Pozwala na poznanie czy wyrażenie siebie. Otwiera też na innych ludzi, pozwala ocenić, jakimi są osobami. Ja grałem zarówno muzykę symfoniczną, jak i popularne kawałki. Wychodziłem z filharmonii, zdejmowałem frak i zamieniałem go na „kostium" muzykanta wiejskiego czy podwórkowego.

Jak się zaczęła ta przygoda ze skrzypcami? Czy to przez miłość do muzyki?

staurację, najpierw w Warszawie, potem na prowincji. Gdy z mamą wyjeżdżałem do dziadków, a tam w restauracji grała kapela, potrafiłem stać dwie, trzy godziny pod oknem restauracji i słuchać. Tak to się zaczęło. Gdy miałem siedem lat, rodzice zapisali mnie do szkoły muzycznej.

Skrzypce to niełatwy instrument, wymaga wielu godzin ćwiczeń. Kiedy zdecydował pan porzucić karierę muzyczną na rzecz prawa?

Matura. To był najtrudniejszy okres w moim życiu, musiałem dokonać wyboru między skrzypcami a prawem. Wybrałem stabilizację, jaką daje zawód prawnika, rezygnując z trudnej, często niepewnej ścieżki kariery skrzypka.

Często pan gra?

Gdy tylko mam okazję. Zdarza się, że na wyjazdach wakacyjnych przyłączam się do muzyków. Często też muzykuję z rodziną, bo pasją do muzyki udało mi się zarazić dzieci, a teraz też wnuki. To bardzo satysfakcjonujące.

Największy sukces muzyczny?

Dla mnie to skomponowanie wspólnie z przyjacielem muzyki do jednego z utworów Jerzego Harasymowicza z tomu „Elegie łemkowskie". Skomponowany w latach 70., przetrwał do dnia dzisiejszego i nadal śpiewają go harcerze.

Prawnik powinien mieć pasję?

Tak. Bez pasji poznania, podobnie jak każdej innej, bez zamiłowania do tego, co się robi, trudno odnaleźć się prawnikowi. To musi mieć każdy prawnik. Bez tego nie da się w pełni realizować w zawodzie.

—rozmawiała Aleksandra Tarka

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA