fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mama Żydówka, tata esesman i komunista

– Ojciec zgłosił się do SS dobrowolnie, ale nie miał wyjścia – mówi Vera Dörrier-Breitwieser, córka Rudolfa. Jest przekonana, że podejmując taką decyzję, ocalił jej życie
Fotorzepa, Jerzy Haszczyński
Unikając rozgłosu, szkoła we wschodnim Berlinie wyrzuca z nazwy patrona, który sfałszował swój wojenny życiorys. Pojawia się pytanie: dlaczego w NRD nie kwapiono się do przeprowadzenia denazyfikacji?

Rudolf Dörrier żył 103 lata. Kilka epok: cesarstwo, Republika Weimarska, Trzecia Rzesza, NRD i Zjednoczone Niemcy. Wszystko, co o nim było wiadomo, pochodziło od niego, był wybitnym archiwistą. Dużo o sobie pisał, opowiadał. Wybudował sobie pomnik, na którym głębokie rysy pojawiły się kilkanaście lat po jego śmierci.

Wypłynęły dwa dokumenty, jeden z Państwowego Archiwum Wojskowego w Moskwie, drugi z archiwum byłej enerdowskiej służby bezpieczeństwa. Dowodzą, że przez osiem miesięcy, które, jak twierdził, miał spędzić w niemieckiej armii, służył w rzeczywistości w SS, i to w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen (35 km na północ od Berlina).

Czy to wystarczający powód, by odebrać jego imię szkole podstawowej w jego ukochanej wschodnioberlińskiej dzielnicy Pankow? Czy suche dane z odnalezionych dokumentów oddają prawdę o tym, co działo się pod koniec drugiej wojny światowej? I, przede wszystkim, a tak twierdzą jego córka i przyjaciele, czy słu...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA