fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Joanna Szczepkowska: jestem czujną liberałką

Fotorzepa, Darek Golik
Kim pani właściwie jest – zapytała mnie niedawno dziennikarka. Liberałką, konserwatystką, republikanką?

Jak to w wywiadach, szczególnie na wizji, trzeba odpowiadać szybko, a takie pytanie wymagałoby zastanowienia przez kilka godzin, dni, jeśli nie miesięcy nawet. Czy nazwy, słowa określające nurty polityczne mogą być aktualne w naszym świecie? Czy ktoś, kto kształtował liberalizm konserwatywny, demokratyczny, republikanizm klasyczny i inny, wiedział, że przyjdą czasy, kiedy ludzie będą mogli widzieć, co się dzieje w tym samym czasie tysiące kilometrów od nich? Że porozumienie na odległość kontynentów będzie mogło się odbyć za pomocą naciśnięcia jednego klawisza? Czy wiedzieli, ze zagrożenie nie będzie przychodziło razem z obcą armią, tylko od jednego, pozornie zwykłego przechodnia?

Ludzie zawsze tak czy inaczej żyli na wulkanie, ale nigdy tak bardzo jak teraz nie mieli tego świadomości. Dziś reaguje się natychmiast. Dziś istotna jest praktyka, a nie doktryny. To samo ze słowami „faszyzm" czy „komunizm", tak chętnie powtarzanymi przez ludzi nieobojętnych. A przecież współcześni Hitlerzy, Stalinowie żyją tu i teraz, dlatego tworzą nowe zagrożenia. Niepowtarzalne. Mimo to zwykły obywatel, przeciętnie zaangażowany w życie kraju, słyszy zwykle tylko kilka pojęć – „lewica", „prawica", ewentualnie „liberalna demokracja".

Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej regułom, jakie panują w poszczególnych doktrynach, łatwo się zorientować, że w naszym kraju ten porządek jest pomieszany, a poszczególne zasady rozsypane jak puzzle. Na pytanie dziennikarki odpowiedziałam szybko i jak to w wywiadach telewizyjnych raczej bezmyślnie – jestem liberałką, ale czujną. Jestem czujną liberałką. Miało to oznaczać, że zgadzam się z wolnością jednostki jako główną zasadą w państwie kierowanym w porządku demokratycznym. Że wolność jednostki jest dla mnie istotniejsza od pojęcia wolności narodu. Czujność natomiast polega na tym, że jednostka może nadużywać tego, co sama nazywa wolnością, dlatego każdy przypadek jest inny i nikogo nie należy zwalniać z przestrzegania norm przyzwoitości.

Dla przeciętnego obywatela w naszym kraju podział jest taki: PiS i liberalna demokracja. Ta ostatnia ma różne nazwy – jest totalną opozycją, lewicą, lewakami, elitą, lemingami. Dla „liberała" PiS to z jednej strony rząd wywracający do góry nogami demokratyczne zasady i „suweren", albo inaczej – elektorat. Pierwsze jest polskim dramatem, drugie konserwatywnym i ksenofobicznym nieszczęściem. A ja, odkąd rządzi PiS, staram się pisać na swoim Facebooku listy do wyborców PiS. Piszę o tym, co mnie niepokoi, przeraża czy oburza. Piszę nieagresywnie, czasem nawet poprzedzając tekst słowem „kochani". Dlaczego? Bo w myśl postawy liberalnej każdy człowiek jest inny, a jednocześnie taki sam. Dlatego też na każdego trzeba być otwartym.

Pod każdym takim moim wpisem pojawiają się komentarze, które mogą stanowić bardzo istotny materiał do badań nad podziałem, jaki się u nas wytworzył. Często przeradza się to w długą dyskusję i oczywiście jak świat światem nikt nikogo nie przekonał. Nie dziwi mnie jednak, kiedy PiS-owcy piszą, że są mną rozczarowani, że tak rozumując, należę do szkodników, że uległam elitom itd. Dziwi mnie natomiast za każdym razem, kiedy „liberałowie" piszą: „po co Pani wdaje się w dyskusje z ludźmi niereformowalnymi, prymitywnymi, chorymi z nienawiści". Dziwi mnie, że dla liberałów istnieje coś takiego jak zbiorowi Oni. Bo dla konserwatystów, dla prawicy, dla PiS zwłaszcza, są Oni i My. Oni to zdrajcy, My to prawdziwi patrioci. A moja dusza czujnego liberała jakoś nie może zrozumieć liberalnych pretensji. Dlaczego moją wiarę w to, że do każdego można dotrzeć, z każdym rozmawiać, na każdego się otworzyć, jest tłamszona wpisami w rodzaju „przecież Oni nic nie słyszą i nic nie widzą". Niektórzy piszą nawet jak do naiwnego dziecka: „oj, biedna, myśli, że te bałwany coś czują!". Niektórzy uderzają w ton pouczeń: „Joasiu! Jak możesz z nimi rozmawiać!".

Nie rozmawiam z Nimi, tylko z każdym z Nich. I niezależnie od tego, jak przeraża mnie Jarosław Kaczyński, będę uważała jego elektorat za tłum jednostek. I będę się dzielić swoimi myślami, nie tracąc nadziei na zrozumienie. Bo każdy jest inny ode mnie i każdy jest taki sam jak ja. Bo jestem liberałką. Czujną liberałką. 

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA