fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Michał Szułdrzyński: Jak odebrać wiarę w demokrację

Fotorzepa, Maciej Zieniewicz
Do wielu polityków świata zachodniego coraz mocniej zaczyna docierać to, jak mocno Rosja ingeruje w życie ich społeczeństw.

Podczas poniedziałkowego posiedzenia europejskich ministrów spraw zagranicznych reprezentant rządu Hiszpanii przedstawił raport dotyczący przebiegu wydarzeń związanych z konfliktem o Katalonię. Władze w Madrycie na początku kryzysu, na przełomie września i października, zauważyły olbrzymi wzrost ruchu w internecie podsycający nastroje separatystyczne. Według Madrytu połowę odpowiadających za to wzmożenie kont w mediach społecznościowych założono w... Rosji, jedną trzecią zaś w Wenezueli, która uchodzi za jednego z bliższych sojuszników Kremla. Dla Hiszpanów działania miały charakter cyberwojny wymierzonej w stabilność ich kraju.

Do wielu polityków świata zachodniego coraz mocniej zaczyna docierać to, jak mocno Rosja ingeruje w życie ich społeczeństw. Tydzień temu opisywałem tutaj, jak banalnych postów w mediach społecznościowych Rosjanie użyli, by podgrzać atmosferę podczas zeszłorocznej kampanii wyborczej w USA. Ale przykładów jest coraz więcej. Gdy w sierpniu w fińskim Turku zaatakował terrorysta nożownik, doszło do eskalacji nastrojów antyislamskich i antyimigranckich. Tamtejsi eksperci szybko zorientowali się, że metody, jakimi te nastroje podgrzewano, były identyczne z tymi, za pomocą których szerzy się w Finlandii treści antyrządowe i prorosyjskie. Teraz do listy dopisać można Hiszpanię i Katalonię. Jeśli dodamy do tego kampanie brexitową i do niemieckiego Bundestagu, mamy próbkę problemu, z którym przychodzi się zmierzyć Zachodowi.

I nie chodzi o to, by budować nastrój grozy jak za czasów amerykańskiej komisji McCarthy'ego, która wszędzie miała tropić sowieckich szpiegów. Choć czasy komunizmu są tutaj ważną nauczką. Infiltracja Zachodu była zakrojona na szeroką skalę. Tyle tylko, że wówczas chodziło o ideologię. Wtedy Rosjanie finansowali partie komunistyczne w różnych krajach. Dziś wspierają partie, które sprzeciwiają się globalizacji, głębszej integracji europejskiej. Ale prócz tego znaleźli zupełnie nowe pole działania – świat cyfrowy.

Dzięki temu, że duża część naszego życia przenosi się do świata cyfrowego, zwiększa się skala szkód, które można w nim wyrządzić. To już banał, że nie chodzimy do banku, gdyż przelewy możemy zrobić przez aplikację na smartfonie, możemy za jego pomocą złożyć podanie w urzędzie, możemy dzięki internetowi pracować w domu. Ale za sprawą mediów społecznościowych również część naszej debaty publicznej czy nawet wprost polityki przeniosła się do sieci. Miało to jednak nieprzewidziane efekty; nagle dzięki temu możliwe się stało, by z dowolnego punktu ziemi ingerować w debatę. A to przekłada się wprost na politykę, której część toczy się już od jakiegoś czasu w sieci (by się o tym przekonać, proszę zobaczyć, jak profesjonalnie spece od mediów społecznościowych przygotowali w internecie kampanię na dwulecie rządu Beaty Szydło). W ten sposób Zachód został zaatakowany z użyciem narzędzi, które sam stworzył. Rosjanie nie musieli wymyślać żadnych nowych technologii ani zatrudniać tysięcy najbardziej wykwalifikowanych inżynierów ze świata. Używając najprostszych metod, osiągnęli efekty, które nigdy wcześniej nie były możliwe.

Paradoksalnie zaś kolejne informacje o tym, jak duży jest wpływ Rosjan na procesy wyborcze na Zachodzie, są Moskwie na rękę. Jej celem nie jest dziś bowiem narzucenie żadnej alternatywnej ideologii (jak kiedyś komunizmu), lecz wyłącznie podważenie wiary w fundamenty Zachodu, w to wszystko, co sprawia, że ma on poczucie wyższości nad całą resztą świata. Jakżeż dalej można wierzyć w demokrację, skoro cena ingerencji w proces wyborczy, w publiczną debatę jest dziś tak niska?

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA