Niedawne sceny z finałowej rundy Tour Championship by Coca-Cola w Atlancie – turnieju kończącego obecny sezon rozgrywek PGA Tour, najbogatszej golfowej ligi świata – cofnęły zegary sportu o jakieś 15 lat.
Tiger Woods znów szedł na 18. green pola East Lake po pewne zwycięstwo, pierwsze od pięciu lat. Za nim podążał potężny tłum, pełen dawnego entuzjazmu, bijący brawo, wykrzykujący słowa podziwu i wsparcia. Wszystko w światłach fleszy, obiektywach kamer i w gorączce medialnej z górnej strefy stanów wysokich.